16 lutego 2020

MIESZANE UCZUCIA

     Od dawna zamierzalam podzielic sie z Wami tym tematem i wreszcie dzisiaj to robie.
 Chodzi o ulicznych "prosicieli" bo tak ich nazywam trzymajac sie zasad poprawnej polityki, choc moj maz wali prosto z mostu - "naciagaczy". 
Gnebi mnie i dreczy gdy nie dam a na ogol nie daje, gdy juz dam to z kolei dreczy mnie mysl ze pomagam naciagaczom, leniwcom, nalogowcom. Czasem sa nimi cale rodziny bo wcale nierzadko widuje mlodych i ich dziecko albo dwa towarzyszace rodzicom.



Te dwa zdjecia pokazuja zupelnie mlodych i raczej zdolnych do pracy osobnikow.
Sugeruja rowniez ze to ich staly styl zycia - na ulicy i z datkow ludzi.
Istnieja inne rodzaje zebrania - okazyjnego.
 Gdy tylko zblizaja sie swieta B. Narodzenia lub Wielkanocne to ilosc proszacych wzrasta wielokrotnie bo wiedza ze inni ludzie maja w tych okresach bardziej czule serca i sumienia.
 Widuje ich rowniez w bibliotekach bo one sa otwarte dla ubogich bezdomnych, dajac im bodaj kilkugodzinne schronienie przed zla pogoda, albo goracem, daja im mozliwosc korzystania z czystych toalet, posiedzenie w wygodnych fotelach, zaladowania telefonow - tu doprawdy nie moge sie nadziwic jak takich ubogich stac na telefon + miesieczne oplacanie go, chyba ze finansuja to programy spoleczne, czyli moje podatki tez. 
Bardzo nie lubie takich ktorzy strategicznie ustawiaja sie na wysepkach ulicznych skrzyzowan ze swiatlami ruchu, gdzie to maja wielka latwosc dostepu do kazdego samochodu przeczekujacego swiatla, z ktorejkolwiek by strony nie byl. Taki to tylko stoi ze swa plansza i obraca sie od lewa do prawa i czeka na manne. 
     Chociaz moja zasada jest nie dawac to napawa mnie to watpliwoscia i niesmakiem - czy moze tym razem sie pomylilam, moze nie dalam takiemu ktory rzeczywiscie potrzebuje?
Moze widzac jego mlody wiek, czesto taki ktory moglby go zrobic mym wnukiem, widzac ze zdrowo wyglada, zle osadzilam bo co ja wiem o okolicznosciach jego zycia i losu?
Z drugiej strony wydaje mi ze tacy ludzie nie potrafia albo nie chca sami sobie pomoc bo moj kraj i kazdy inny sluzy pomoca - jesli nie finansowa to istnieja biura pracy i moga pomoc w znalezieniu pracy, doksztalcenia sie, rodzinom kwalifikujacym do tego daja bodaj na poczatek darmowe mieszkania i inne formy pomocy. Ale wlasnie warunkiem jest kwalifikacja w czym czesto przeszkoda sa testy alkoholowo-narkotyczne : uzywasz wiec pracodawcy nie dadza ci pracy albo musi sie zaczac od pojscia na leczenie. Nierzadko juz pracujacy traci przez to prace ktora ma bo oblal wyrywkowy test - i slusznie. Kto przez to cierpi? jego rodzina - ale ma to swe podstawy bo kto chce zatrudniac kierowce pijaka albo innego rodzaju operatora sprzetu, elektryka itp. 
Moj maz jest inzynierem elektrykiem a zdarza sie ze i on jest testowany choc go znaja w zakladzie bo pracuje w nim 30 lat i odnosi sukcesy - ale rozumie przepisy i nie protestuje. Sam przeciez nie chcialby wspolpracowac z takim ktory przychodzi do pracy na kacu albo przycmiony.   
Co takich powstrzymuje od podjecia pracy i szansy wstania na wlasne nogi i odzyskania godnosci i komfortu zycia?
 Wydaje mi sie ze po pierwsze wrodzone lenistwo a drugim moze sa te uzaleznienia, silniejsze od wszystkiego innego. 
     Tu znow wroce do przykladu mego meza - jest 72 letnim emerytem a nadal pracuje. Moze nawet ciezej niz w czasie mlodszych lat bo na wyjezdzie, w innym stanie czyli jest pozbawiony pewnych domowych komfortow.
 Postanowil pracowac bo pierwszy rok emerytury szybko mu pokazal ze na ogol sie.....nudzi. Zaczal od pracy w swym zawodzie na pol etatu ale bardzo szybko poznano sie na jego wielkim talencie elektryczno- elektronicznym, zaproponowano ten poza miejscowy kontrakt w pelnym wymiarze czasu a nawet wiecej bo kazdy tydzien ma nadgodziny - i przyjal. Nie tyle z potrzeby finansowej choc dodatkowy dochod jest bardzo mile widziany, ale wlasnie by cos robic, by robic co lubi i miec z tego satysfakcje. Bardzo go buduje fakt ze jest tak doceniany a zaklad dla ktorego obecnie pracuje doslownie by nie funkcjonowal bez niego. 
A tak naprawde nie musialby- odrobil swoje, otrzymuje emeryture, pension i moglby na tym zostac. 
Nie we wszystkich ludziach widocznie istnieje godnosc wlasnej osoby, dobro rodziny i chce zycia w jakims komforcie. 
Dawno temu myslelismy "zaadoptowac " dziecko, myslac o takim z poludniowej ameryki, a to polega na comiesiecznej malej dawce pienieznej wysylanej na opieke medyczna i edukacje dziecka. Gdy wglebilismy sie w temat to dowiedzielisy sie ze to bardzo roznie pracuje i nigdy w pelni na strone dziecka, o ile wogole. Oczywiscie dzieki tym ktorzy tymi donacjami rozporzadzaja - te pieniedze, nim dotra do dziecka, sa dzielone pomiedzy kilku roznych posrednikow i koszty manipulacyjne a dziecko dostaje niemal zero. 
Wiec ten pomysl szybko porzucilismy.
 Podobnie bylo z akcjami pomocy na to albo tamto. Tu dobrym przykladem byla Katrina - nie wyslalismy pieniedzy tylko niepotrzebne ubrania, buty, sprzet gospodarczy, posciel, myslac ze nawet jesli nie dotra do potrzebujacych katrinowcow to posluza komu innemu. 
     Troche z rozsadku a troche dla eksperymentu takim zebrajacym mlodym mezczyznom proponowalismy prace - sciac nasza trawe, przyciac krzewy... Ani jeden nie przyjal propozycji, wyobrazcie sobie. Kazdy wolal wygodnie stac na skrzyzowaniu.
 Innym kupowalismy hamburgera i napoj lub pizze - przyjeli bo jakie mieli wyjscie ale mieli naprawde pogardliwe miny przy tym. 
Wiec niestety chyba duzo prawdy jest w mym podejrzeniu ze znaczna wiekszosc zebrze nie z powodu faktycznej potrzeby i nedzy tylko dla uzyskania latwej gotowki na piwo, lub marihuane. 

Po co klamac? potrzebuje pieniedzy na trawke.

Po co klamac? Potrzebuje piwo

Pomocy! Potrzebuje pieniedzy na trawke!

Od znajomych lub Internetu slysze podobne opinie, slysze o podobnych doswiadczeniach. 
Jak widac na powyzszych zdjeciach niektorzy sa otwarci i prawdomowni. Niemal bym im dala na to piwo ale nie daje, nie bede propagowac nalogu. Ale to swiadczy ze wlasnie niemal kazdemu o to chodzi.
      Wiec gdy tak jezdze po miescie i widze, gdy na skrzyzowaniach musze omijac wzrokiem te plansze i ich wlascieli, za kazdym razem czuje wielka rozterke - dac czy nie dac, pomoc czy nie , moze akurat ten potrzebuje a nie dostanie dzieki opinii jaka zrobili ci naciagacze?
 Nieraz mysle rowniez o tym co pisze nasz kolega Lech, czlonek jakiejs charytatywnej grupy - ta forma pomocy moze niezla bo pozwala pojsc, na wlasne oczy zobaczyc kto i co, jakie warunki, dostarczyc pomoc w formie voucher, specyficznie zywnosciowych - i otrzymac jakas gwarancje ze zostalo wlasciwie wykorzystane, ze pomoglo, ze ktos nie poszedl spac glodny.

  
   

9 lutego 2020

DAWNIEJ BABCIE MIALY LATWIEJ

     Nie majac odpowiedniego do tresci zdjecia wstawiam takie, otrzymane wczesnym niedzielnym porankiem, liczac ze skoro wywolalo usmiech na mej twarzy wywola podobny na waszych :


     Wczoraj odbyla sie taka rozmowa telefoniczna pomiedzy mna a moim 14to letnim wnukiem:
 On, bidak, przebywa w domu juz drugi tydzien chorujac na mocne przeziebienie ktore nie przechodzi i wzbudzilo podejrzenie zapalenia oskrzeli. Mieszka w Bostonie gdzie to panuje wysoka czujnosc na wszelkie zachorowania jako ze mieli juz jeden smiertelny wypadek spowodowany chinskim wirusem. On nie jest na kwaranntanie, przeszedl testy wykluczajace tego wirusa bo teraz kazdego kto ino kichnie testuja ale kazano mu siedziec w domu do absolutnego wyleczenia sie.
     W zwiazku z tym opuszcza szkole a jako chlopak nadzwyczaj inteligentny uczeszcza do bardzo prestizowej i prywatnej, takiej dla "geniuszy", o odpowiedniej nazwie "SAGE".   Bardzo ja kocha bo poziom poznawanej wiedzy jest wysoki i szeroki i daje mu mozliwosc rozszerzania swej specjalnosci - matematyki i innych przedmiotow scislych.
     Dzwonilam wiec zapytac jak sie czuje, czy lepiej i jak mu leci to leniuchowanie w domu. 
     Na to uslyszalam ze zle!
Ze juz ma dosc lozka i domu, ze sie nudzi, ze brak mu szkoly i kolegow i ze jest bardzo gotowy do powrotu do normalnego zycia co moze nastapi w nadchodzacy poniedzialek jesli kontrola lekarska pozwoli .
     Nuda tym wieksza ze mama, nie chcac by sie przemeczal, pragnac by duzo spal i wypoczywal, ograniczyla mu dostep do laptopa ( i telewizora tez), przynoszac mu spowrotem tylko na czas potrzebny na kontakt ze szkola bo przez caly czas choroby idzie rownoczesnie z programem, studiuje co nakaza, pisze eseje i wypelnia testy. Gdy skonczy mama odbiera mu laptop i zagania do snu, ktorego on juz ma po uszy. Podobnie z TV i grami. Pozwala troche czytac ale tylko lekka lekture, nic co go interesuje, nic do myslenia i edukujacego - z czego dawno wyrosl jak to twierdzi.
 Pytam wiec jak spedza czas skoro ani internetu, ani tv ani ksiazki na jego poziomie? na co wnuk mowi ze ....mysli.
 I czy pamietam jak to w jego szkole wciaz musza tworzyc eseje - czasem na podany temat, czasem dowolny?
 Te eseje nie tylko sa oceniane przez profesora ale te wyrozniajace sie sa przesylane do prezentacji publicznej albo nawet do odpowiednich stowarzyszen i asocjacji jako ciekawe prace mlodych studentow, moga nawet otrzymac nagrody a przedewszystkim kazda jest notowana na CV studenta i pomocna w pozniejszym dostaniu sie do prestizowych uczelni, czasem pomocna w otrzymaniu stypendium. 
Wnuk ma juz niejeden wyrozniony na swym koncie ale widac ze wciaz mu malo. 
Pytam go o czym mysli o ile nie jest zbyt osobista sprawa?
- Babciu, lezac i patrzac w sufit przyszlo mi do glowy ze ciekawym byloby dowiedziec sie ilu ludzi na przestrzeni wiekow przewinelo sie w naszej historii? poczawszy moze od 4 tys przed nasza era?
W chwili obecnej zastanawiam sie nad sposobami tego obliczenia.
 Moze masz jakies sugestie ktore by mi byly pomocne?
     Troche mnie przytkalo slyszac to, nie mowiac ze zostalam poproszona o pomoc i ze na szybkiego musze znalesc madra rade.
 Wybrnelam mowiac ze najpierw powinien, gdy juz odzyska laptop, sprawdzic czy takie obliczenie juz nie istnieje co bardzo mozliwe - i po co byloby mu robic cos co juz zrobione.
 Drugie, jesli nie istnieja, to zasiegnac porady profesora jak sie do tego zabrac. Istnieja rowniez Instytuty historyczne, inne zwiazane ze statystyka gdzie informacje na ten temat mozna uzyskac i chocby byly rejonowe, fragmentyczne, chocby musial w bibliotecznych i archiwalnych materialach szukac danych i kompilowac ( kompletowac), grzebac w przekazach historycznych co byloby dlugoterminowa i mozolna praca - moze to byloby droga do uzyskania przyblizonych danych - bo rzeczywistych to sie nie da. 
Istnieja dawne i nawet bardzo dawne dokumenty podajace populacje jakiegos panstwa czy rejonu ale to wyjatki, reszta nalezaloby wydedukowac, domyslec sie, przeczytac duzo materialow mogacych w tym pomoc - praca dla wielu ludzi i na wiele lat.
     O dziwo wnuk wysluchal z wielka uwaga, skomentowal pochlebnie mowiac ze dobrze gadam, ze pierwsze to musi sprawdzic czy juz nie istnieje taka praca, i ze me wskazowki co musialby przeczytac, z kim nawiazac wspolprace tez sa dobre - i ze az go palce swedza by odzyskac laptop i wziac sie za to. 
Na co ja, troskliwa babcia, mowie - najpierw wyzdrowiej, wroc do sil bo duzo ich bedziesz do tego przedsiewziecia potrzebowal. 

     Bardzo mnie ta rozmowa spocila - bo trudny temat , nie znany mi w sensie ze przeciez tak naprawde nie mam pojecia jakby sie za taki projekt zabrac a absolutnie nie moglam wnuka zbyc takim "nie mam pojecia" bo co by o mnie pomyslal? Cieszylam sie ze chociaz w samym projekcie nie pomoge to chocby te wskazowki beda pomocne, ze wysluchal a nawet uznal za pozyteczne. 
 Teraz bede trzymac palce by z niego zrezygnowal bo to jednak zbyt duzy projekt i wymagajacy czasu, lepiej niech sie skupi na programie szkolnym.
 No i oby mu nie przyszlo do glowy angazowac w niego starej babci !!!!!! 

Przypomnialo mi to moja mlodosc: babcia mieszkala z nasza rodzina a poniewaz rodzice pracowali to babcia byla ta ktora spedzala duzo czasu ze mna i bratem co dawalo okazje na przerozne rozmowy i pogaduszki, na dogadzanie nam gdy chorowalismy. Gdy bylismy calkiem mlodzi to wystarczala nam bajka o Czerwonym Kapturku albo inna, w starszym wieku w rozmowach przewijaly sie tematy zwiazane ze szkola ale nie przychodzilo nam do glowy liczyc populacji ziemi od jej zarania - tacy bylismy wtedy nieskomplikowani czy jak nazwac. 
Czyli moja babcia miala ze swoimi wnukami latwiej niz ja mam teraz.

 Jesli me posty sa za dlugie, prosze powiadomcie mnie o tym - postaram sie pisac krocej choc nie wiem czy potrafie, albo podzielic na czesci.       

6 lutego 2020

NIE MOGE ZDECYDOWAC . . . .

.....ktora pore dnia najbardziej lubie.
 Moze powinnam zaznaczyc ze jestem domatorka wiec w zasadzie kazdy dzien lubie jednakowo o ile jestem w domu. 
Bedac emerytka czyli nie majac obowiazku chodzenia do pracy, latwo mi przychodzi spedzanie czasu w ulubionych warunkach i rytmie. 
     Codziennie jestem w miescie bo wciaz istnieja potrzeby zalatwienia czegos, zakupow ale zajmuja drobna czesc dnia zostawiajac reszte czasu dla mnie.
     Lubie poranki a u mnie sa one bardzo wczesne jako ze zle sypiam i jestem rannym ptaszkiem - najczesciej budze sie i wstaje pomiedzy 3-4 rano.
Te wczesnoporanne godziny przeznaczam na komputer - poczte, bankowosc, blogi i oczywiscie kawe, sztuk dwa kubki. 
Moj maz pracuje w innym stanie wiec poza jednym weekendem w miesiacu mieszkam sama i bardzo lubie ten stan rzeczy. Jednak gdy nawet pracowal na miejscu to bylo podobnie - te ciche poranki przy komputerze i kawie.Czyli poranki bardzo lubie, nie mowiac ze gdy pozalatwiam co zwiazane z komputerem to pozniej mam od niego wolne caly dzien, az do nastepnego ranka.
Jest to rowniez pora gdy dostaje telefony od dzieci - dzwonia codziennie jadac do pracy bo dla nich jest bardzo wygodnym dzwonic z trasy jako ze umila im jazde a takze nie musza czasu na to urywac ze swych bardzo zajetych dni. 
Nie, nie martwcie sie ze jezdza z telefonem w rece - wszyscy mamy w samochodach Bluetooth czyli telefony bezreczne, bezpieczne.   
Nastepnie dluga kapiel i sniadanie, poranne ogarniecie domu ktory jest spory lub solidniejsze tygodniowe porzadki i pranie.
Najczesciej w soboty choc to nie zelazna regula, robie sobie manicure-pedicure sluchajac z iPod muzyki - czasem symfonicznej, czasem rockowej - w zaleznosci od nastroju. Mam rowniez ogrod i chociaz do ciezszych prac zatrudniamy ogrodnika to mniejszych, kosmetycznych nie brakuje i lubie je wykonywac, zwlaszcza w okresach wiosenno - jesiennych kiedy to nie ma naszych niezmiernie ciezkich upalow - zdarzaja sie 40to stopniowe i wtedy prace ogrodowe sa niezmiernie uciazliwe.
Lubie wiec poranki, ich rutyne, swiadomosc ze cos zalatwilam na komputerze, cos zrobilam dla domu czy ogrodu, ze pewne rzeczy dopilnowane i jestem z nimi na biezaco.
Pozniej jade do miasta, czasem jedynie na lunch bo skoro mieszkam sama to nie chce mi sie gotowac. Nieraz mam cos zalatwic, albo skoczyc do biblioteki i wtedy w miescie spedzam wiecej czasu. 
Mamy dzielnicowa biblioteke, od mego domu doslownie 3 min jazdy ale nie jest wielka i  kompletnie przeze mnie wyczytana wiec jezdze do glownej mieszczacej sie w Starym Miescie a ono to przeciwna strona miasta.
 Gdy to pozalatwiam reszte dnia mam dla siebie - czytam, gdy uda mi sie na Netflix lub Amazon znalesc film to ogladne i w ten sposob schodzi mi az do nadejscia pory pojscia do lozka.
Wiec popoludnia i wieczory tez spedzam mile, na tym co lubie, co mi sprawia przyjemnosc - jak moglabym ich nie lubiec?
 No a kto nie lubi pojscia do lozka, czytania w lozku, pozniej ulozenia sie w ulubionej pozycji i zasniecia? 
Czesto mam z tym problem ale i tak lubie byc w lozku, lezec i rozmyslac, robic plan nastepnego dnia . . . .
Czyli chyba lubie cale dni, od poranka do nocy i niepotrzebnie sie zastanawiam ktora czesc dnia preferuje? 
Gdy pracowalam zawodowo nie musialam sie zastanawiac na tym problemem bo bylo oczywistym ze najbardziej lubilam weekendy - teraz jakby na odwrot jako ze zwlaszcza niedziele jakies bardziej ciche, jest mniej aktywnosci na osiedlu i miescie, najnudniejszy dzien tygodnia.
Najczesciej mam tak ze rano mysle z tesknota o wieczorze, pojciu do spania a wieczorem o nadchodzacym poranku i dniu.
Bardzo trudne do zdecydowania .....
A jak Wy macie? Ktora czesc dnia najbardziej lubicie? 

   

2 lutego 2020

NIEDOSTEPNE MIEJSCA - CZ. 4, OSTATNIA

   WIOSKA YANOMAMI
     Zdjecie tej wioski zostalo zrobione z helikoptera jako ze to byl jedyny sposob by je wogole uzyskac . Pokazuje mieszkancow ze zdumieniem spogladajacych na niezemski w ich pojeciu pojazd, ich szalasy i wyglad. 
Ta wioska znajduje sie na granicy Brazylii i Wenezueli, po brazylijskiej stronie. 
Plemion ktore zyja w izolacji, bez kontaktow z cywilizacja, nie brakuje na swiecie - moj post przybliza tylko dwa z nich, zyjacych na odmiennych polkulach a tak podobnych zachowaniem i stylem zycia.
Przypuszcza sie ze Yanomami nigdy nie mieli kontaktow z innymi ludzmi, pokazana wioska sklada sie z ok. 100 mieszkancow, zyjacych w wielce prymitywnych warunkach i szalasach zbudowanych z lisci i lodyg, nie uprawiajaca zadnych roslin czy warzyw.
 W calej Brazylii zyje ich ok 22 000, kazde plemie w podobnej izolacji.




WYSPA POLNOCNY SENTINEL

Ta wyspa jest czescia Wysp Andamanskich lezacych w Zatoce Bengalskiej. 
Zamieszkuje je plemie Sentinelese, jedno z tych kompletnie izolujacych sie od cywilizacji w czym ulatwia im status mieszkancow wyspy, odrzucajacych w agresywny sposob wszelkie proby kontaktu czy pomocy. 
Wyspa jest bardzo mala majac zaledwie 28 mil kwadratowych i do dzis nie wiadomo ilu liczy mieszkacow. 
Co sie przypuszcza to fakt ze napewno nie ma na wyspie zadnych zwierzat a mieszkancy moze tylko znaja mieso ptasie i glownym pozywieniem sa jakies korzonki i owoce oceanu.
Dodatkowo dostep do wyspy jest bardzo trudny ze wzgledu na otaczajace ja rafy, na zadnej mapie nieoznaczone. 
Jesli komus sie uda dotrzec do wyspy to zostaje natychmiast zabity - bo tak drastycznie czlonkowie plemienia reaguja na obcych, co zrobilo ich slynnych z agresywnosci i przemocy.
W zwiazku z tym nie istnieja zdjecia tych ludzi lub ich domow, tylko sama wyspa z lotu ptaka. 



Podroz na wyspe jest zabroniona rowniez z innego wzgledu - tego iz ci ludzie nie sa uodpornieni na nasze choroby.
Dawne proby kontaktow zawsze konczyly sie niepowodzeniem - w latach 70tych fotograf magazynu National Geografic zostal postrzelony strzala i ten incydent spowodowal iz rzad indyjski wydal zakaz prob odwiedzania wyspy.
 Mimo tego jednego dnia dwoch rybakow  lawiacych na pobliskich wodach zostalo zabitych, podobnie jak w roku 2018 misjonarz ktory naiwnie liczyl na zapoznanie mieszkancow z chrzescijanstwem.

W tym krotkim serialu chcialam pokazac jakie to rozne skarbce istnieja, jak rozne rzeczy przechowywuja, jak dla roznych grup spolecznych czy rasowych skarbem jest zupelnie co innego : moze byc nasionami dla uzytku swiatowego, zloto jako narodowy majatek, dokumenty kosciola i jego czlonkow a takze ten najbardziej wazny - wolnosc i niezaleznosc - i kazdy strzezony w najlepszy sposob.
    

29 stycznia 2020

NIEDOSTEPNE MIEJSCA - CZ. 3


FORT KNOX

     Przypomne ze pisze o miejscach nie tajemniczych jesli chodzi o ich istnienie, lecz takich ktore choc powszechnie znane nigdy nie zobaczymy na wlasne oczy - czyli niedostepnych.
Istnieje takowych wiele na calym swiecie ale moj krotki serial przyblizy tylko kilka, takich obrazujacych roznorodnosc obiektow i skarbow przed nami strzezonych.
 Oto nastepny, ukrywajacy jeszcze innego rodzaju skarby.

Wszyscy wiemy ze Fort Knox magazynuje zasoby zlota ale moze nie wszyscy wiedza ze oprocz niego przetrzymuje lub przetrzymywalo w okresie wojny Magna Carta, Deklaracje Niepodleglosci, Konstytucje USA i wiele innych historycznych dokumentow.
      Fort Knox, wygladem i niedostepnoscia podobny do wojskowego fortu stal sie skarbcem podczas drugiej wojny swiatowej jako sposob na ochrone tych narodowych pamiatek. 
 Poza tym skladowano w nim zapasy morfiny i opium, srodkow usmierzajacych, jako ze wowczas nie istnialy jeszcze srodki syntetyczne.
Miejsce bylo w swej historii jedynie dwukrotnie udostepnione publice - jeden raz mediom, drugi, w roku 1974, Congresowi. 
     Miesci sie w stanie Kentucky i otacza go chmura legend i spiskow, m. in. ten o przechowywaniu obcego statku kosmicznego.




 W rzeczywistosci miesci i chroni zasoby zlota USA.
Jego ilosc to 2.4% swiatowych zasobow. 
Moze liczba nie wyglada imponujaco ale jest najwieksza iloscia zlota posiadana przez jakikolwiek kraj, lacznie z Arabskimi Emiratami gdzie to automaty do napojow sa wykonane ze zlota, podobnie jak lazienkowe kurki i toalety. 


Skarbiec znajduje sie w podziemnej czesci fortecy, jego sciany to odporny granit, a glowne drzwi wejsciowe waza 20 ton i sa odporne na bomby. 
Jak zwykle w takich miejscach pracownicy musza sie poslugiwac skomplikowanymi procedurami kodowymi, dla kazdego poszczegolnego pomieszczenia innymi bo skarbiec jest podzielony na wiele mniejszych.


Cale miejsce jest solidnie ogrodzone, czesciowo tradycyjnym sposobem jak kolczasty drut, czesciowo elektronicznie, strzezone licznymi sluzbami ochronnymi US Mint Police, specjalnie do tej roli wyszkolonymi. 
Jesli sie zdecydujesz mimo wszystko wlamac to bedziesz dodatkowo narazony na pokonamie conajmniej 12tu rodzajow zabezpieczen z ktorych zadnego nie da sie przechytrzyc : pola minowe, druty kolczaste pod napieciem, siatka eletroniczna, kamery, straznicy a takze na zawolanie helikoptery typu Apache i wojsko z pobliskiej bazy. 
Czyli bezpieczniej popatrzec na zdjecie i westchnac.