1 grudnia 2020

GLOWNIE O NIEUDANYM PROJEKCIE SERPENTYNY . . . .

    Z pewnoscia ucieszy Was wiadomosc ze obecny wpis bedzie ostatnim slubnym.

 Gdy nadszedl piatek, dzien slubu, to jakby seria wypadkow i przypadkow wyczerpala sie i cala uroczystosc poszla bez najmniejszego zgrzytu a moze nawet lepiej jako ze czesc kolacji i tancow byla bardzo udana i radosna - mimo iz wiekszosc gosci to byli ludzie w powaznym wieku.

 Ten dzien, to wydarzenie, tak podzialal na Serpentyne ze wlasna rodzina jej nie poznawala - Serpentyna niemal nie schodzila z podlogi tanecznej, szpilki jej nie przeszkadzaly, a kilku dziadkow  wyrazilo podziw i zazdrosc bo przeciez nie udalo sie ukryc ze Serpentyna nalezy do ich grupy wiekowej. Dzieki temu przegapila oficjalne krojenie glownego torta, nie ma szybkich, telefonicznych zdjec z corka i musi liczyc na te profesjonalne od fotografki, przegapila takze krotki recital Johna bratanka, zawodowego skrzypka, ktory sie odbyl bez jej obecnosci na przyleglym ogrodzie.


  W tancach bylam nie tak dobra jak czesc innych ludzi ale skad skoro nie uprawiam na codzien. Co prawda niedoskonalosc mozna latwo pokonac jako ze obecnie mozna tanczyc solo albo rytmicznym dowolnym podrygiwaniem zatuszowac brak umiejetnosci. Salsa jest do tego bardzo odpowiednia. Bardzo czesto do tanca, oprocz Gino, zapraszala mnie Maria, zona glownego druzby. Przyznaje ze troche dziwnie sie czulam tanczac z kobieta - dobrze ze nie mam zdjecia z tego wydarzenia. A Maria z jakiegos powodu upadla trzy razy z czego dwa widzialam na wlasne oczy. Nie wiem dlaczego ale widzac jej niezmiernie wysokie szpilki i upodobanie do szampana, latwo moge sobie dospiewac........ Jej maz, druzba, jako ze nalezaly z tego powodu pewne obowiazki, tak sie przy przenoszeniu stolu napial i naprezyl ze odpadly mu od kamizelki trzy guziki a bylo ich cztery. Niemniej to byly smieszne wydarzenia, nie burzace slubu.
 W tych tancach brala udzial para ktora zwracala uwage swym wygladem i niezmiernie dobrym tancem. Wygladem bo babka byla niziutka i tega a facet bardzo wysoki i szczuply. Poruszali sie bardzo zgranie i rytmicznie, stosujac wiele figur, nogi, glownie stopy tak szybko im pracowaly iz ciezko uwierzyc  ale salsa tego wymaga. Mozna bylo na nich patrzec z przyjemnoscia choc wzrost i rozmiar kobiety robil calosc troche dziwaczna. Pozniej dowiedzialam sie ze ona to dalsza kuzynka Johna a facet to jej maz a oboje kochaja tanczyc i biora udzial w amatorskich turniejach tanecznych. Nic dziwnego wiec ze zadziwiali nas swa umiejetnoscia i wytrwaloscia tez bo czesto pot sie z nich lal ale z podlogi nie schodzili. 


W koncu doszlo do zakonczenia uroczystosci, wynajeci kucharze i kelnerzy zaczeli sprzatac, zbierac, likwidowac a my musielismy zaczac sie wybierac do hoteli.
 Moze pamietacie z wczesniejszego wpisu iz ja wymyslilam sobie projekt-niespodzianke ktory mialam wprowadzic w zycie na koncu slubu, gdy to panstwo mlodzi mieli przejsc przez szpaler gosci do limuzyny? Mialo to byc zapalenie zimnych ogni przez dzieci, ktorych nazbieralo sie 10. Troche wczesniej, by ta grupe dzieci zaznajomic z ogniami a takze pouczyc co i jak maja robic, zebralam ich na trawniku, majac do pomocy brata baletnicy, mojego syna i synowa. Tak jak podejrzewalam zimnych ogni nie znali wiec byly dla nich wieksza atrakcja niz np. jakis elektroniczny gadzet. Kazdemu dalam po jednym by wyprobowal - i zaczelo sie. Zaczeli z nimi biegac, machac, pokrzykiwac a my , dorosli, nie moglismy utrzymac dyscypliny. Jedna z dziewczynek, Payton, nie zupelnie jeszcze trzyletnia, nic tylko chciala dotknac palcami drucika a to by ja poparzylo.
 Gdy juz dotarlo do mnie ze musze ten projekt wykreslic z programu, nadeszla koordynatorka slubu, ktora caly czas trzymala oko na calosci dogladajac by szlo bezblednie - i zakazala nam uzycia ogni jako ze beda duze sztuczne ognie na ktore trzeba miec pozwolenie i  bedzie obslugiwal wynajety strazak. Gdy niesmialo powiedzialam ze to tylko zimne ognie produkowane specjalnie na sluby, torty, w formie napisow to dowiedzialam sie ze tylko w wypadku prywatnych uroczystosci, nie takich pod piecza firmy. Wiec nic nie wyszlo z mego pomyslu a szkoda. Nazajutrz byla sobota i po slubie, jedyny dzien gdy moglismy spedzic rodzinnie i po swojemu, bez zadnego terminarza. W dodatku nadal pogoda byla piekna wiec sprzyjajaca szwendaniu sie po miasteczku.  Oczywiscie musielismy sie glownie podporzadkowac zachciankom dzieci synowej i zwiedzic wiele sklepow z badziewiem, kilka miejsc z rozrywkami dla dzieci ale nie bylo nudno bo caly czas dzielilismy sie wrazeniami i wspomnieniami. W drodze na mini-golf w ktory bardzo czesto graja dorosli, nie tylko dzieci, minelismy taki most :



calutki obwieszony klodkami. Kazda klodka inna i zamknieta na klucz a moglo ich byc kilka setek.  Powiedziano nam ze jako to miasteczko i jego okolice sa pelne takich slubnych miejsc, cieszy sie popularnoscia wsrod mlodych par to jakos zrodzil sie zwyczaj iz kto bierze slub to pozniej wiesza zamknieta klodke - symbol milosci na wieki, na zawsze zamknietej. Oczywiscie pare krokow dalej facet mial bude z klodkami, do wyboru do koloru. Na szczescie nasi mlodzi nie kupili i nie uwiesili. 
Po tych rozrywkach rodzinnych wyladowalismy na kwaterze syna - oni na te dni mieli wynajety dom wiec nie tylko duzo miejsca ale taras z widokiem na miasteczko. Zamowilismy sobie trzy pizze ( i znow, jak zawsze, moja miala wielu ochotnikow, zawsze sie do mojej ktos doczepia), poplukiwali je szampanem slubnym i wtedy , gdy zrobilo sie ciemno, palilismy zimne ognie.
 Wypadlo zupelnie fajnie bo w dobrej, rodzinnej kompani, tylko z dwoma dzieciakami ktore latwo bylo upilnowac, ognie fajnie sie iskrzyly w ciemnosciach i tylko szkoda ze szybko wypalaly.
Wszyscy uwazamy ze to byl bardzo mily wieczor - taras, pizza, szampan i towarzystwo scislej rodziny - swietne zakonczenie slubu i wesela a takze pozegnanie nas, meza i mnie - bo my pierwsi, nazajutrz, mielismy stamtad odjechac.  
Posumowujac - to byl ladny i udany slub. Corka, glowna organizatorka, zebrala duzo pochwal, a goscie, chociaz kazdy byl przyjezdny, wcale nie umeczeni podroza i mieli przyjemnosc w uczestniczeniu. Podobno duzo z nich opisalo slub na FB ale nie widzialam tych wpisow. 
Jedynie kicie ominely te przyjemnosci ale ma za to inne :


Jak mi lepiej lezec -
 tylem czy przodem?

    

29 listopada 2020

DZIEN DOBRYCH WYDARZEN

      Dzien dobrych, a przynajmniej milych wydarzen, sklonil mnie to zmiany tematu - ze slubnego na codzienne. Jednak nie myslcie ze sie Wam udalo od slubu wykrecic - ostatni odcinek epopei napisze w tygodniu, gdy bede miala wiecej czasu. 

Wczoraj z rozmowy z corka dowiedzialam sie o postepach szczepionkowych. Akurat ten temat dosc sledze nie mogac sie doczekac kiedy nadejdzie i poprawi sytuacje wirusowa ale caly tydzien mialam bardzo zajety, dokladnie jak kon kieratowy, i mniej o tym czytalam. A okazalo sie ze kazdy dzien przynosi zmiany na dobre, ze przybliza i ze USA jest w pelnym pogotowiu na przyjecie i dystrybucje a jej oficjalne zatwierdzenie jest kwestia dni. 

Corki florydzka tv mowiac o akcji transportowej nazwala ja Charters of Life a ja, slyszac, rozplakalam sie widzac ze jest tuz, tuz w dodatku nazwa, bardzo adekwatna do sytuacji, bardzo mnie rozlozyla na lopatki. A to o tyle dziwne ze pandemii nie odczuwam w ciezki sposob, zbyt wiele nie miesza w moim zyciu i nie dotknela mej rodziny. Wyglada ze caly stres nia spowodowany po prostu cichutko we mnie siedzial az sie wczoraj wyladowal.

Dowiedzialam sie ze wiele linii lotniczych jak American Airlines, Delta, United ofiarowaly flote swych transportowych samolotow do dystrybucji szczepionki. Ze sa przygotowane do rozwozenia jej w chlodniczych warunkach co nielatwe bo Pfizer wymaga temp -94 F a wlasnie on bedzie pierwszym zatwierdzonym i rozprowadzonym. To moze sie stac nawet w tym tygodniu !!!!! 

Jako pierwsze miejsca do otrzymania beda domy opiekuncze i korpus medyczny. Pozniej bedzie kolej na osoby wiekowe choc nie podano wieku. Wtedy corka dodala zebym sie szykowala bo mowia o mnie, 72cio dwulatce, co mi przypomnialo ze w lutym osiagne 73 :( I tak sobie pojdzie po kolei, w dodatku pojawia sie szczepionki innych firm, jak Moderna, co przyspieszy powszechna akcje szczepien. Bardzo mnie rozkleila ta rozmowa, fakt ze wreszcie nadchodzi jakis ratunek dla swiata, bedzie lepiej a wkrotce moze calkiem dobrze. Ale slysze rowniez ze tego wirusa nigdy sie juz nie pozbedziemy i bedziemy musieli bezustannie strzec sie przed nim ciaglymi szczepionkami, wciaz modernizowanymi jako ze on sie tez modrnizuje. Podaje link do artykulu mowiacego o tych przygotowaniach , nawet probnych lotach w celu wyprobowania zdolnosci chlodniczych samolotow TUTAJ - w jezyku angielskim. 

To bylo pierwsze dobre wydarzenie tego dnia choc oplacone lzami. Wkrotce potem poszlam na frontowy ogrod by sie zajac porzadkami na grzadkach a pogoda byla wpost cudna wiec robilam co musialam z wielka ochota i werwa rozmyslajac o pandemiach i szczepionkach. W jednym momencie, gdy bylam w pozycji "na kuckach" cos-ktos mi skoczyl na plecy przewracajac mnie i napedzajac duzo strachu !!!!!!! W dodatku to cos lizalo mnie po twarzy. Patrze wiec a to pies, zupelnie mi nieznany. Byl super przyjazny, machajacy ogonem, laszacy sie, lizacy mnie i z wesola mina bo tak, zwierzeta potrafia mina i oczami oznajmic swoj nastroj. Rozgladnelam sie ale nie widzialam w poblizu wlasciciela. Postanowilam wziac go do srodka by nie poszedl " w swiat' i stal sie calkiem zagubionym jako ze mial obroze i tag co znaczylo ze mozemy znalesc wlasciciela. Do domu wszedl chetnie i pierwsze co zrobil to wskoczyl na sofe gdzie to moj maz siedzial ogladajac football. I wylizal go tez. Maz sie ucieszyl i zaraz go wyglaskal co zrobilo go nastepnym przyjacielem psa.  Piesek nie byl co prawda swiezo wykapany czy wyczesany ale nie chudy i nie wyglodzony bo gdy dalam mu psia kostke na poczestunek to wogole sie nia nie interesowal zwiedzajac dom. W ciagu paru minut byl doslownie wszedzie, nawet burzac moje starannie ulozone poduszki na lozkach, caly czas radosnie machajac ogonem i po drodze swych wedrowek doskakujac do nas i lizac nas. Wzialam go na tylny ogrod ktory ma plot by uniknac dalszej demolki domu a moze i pchel? Tam tez chetnie zwiedzal zakatki i robil wrazenie szczesliwego majac nowe miejsce pobytu. W miedzyczasie maz zadzwonil na numer podany na tag i okazalo sie ze wlasciciel zaraz po niego przyjdzie jako ze mieszka tuz za rogiem. I przyszedl - wiec caly pobyt psa u nas trwal moze 10-15 minut. Piez wcale nie byl z tego zadowolony, wcale nie odchodzil z radoscia. To i fakt ze nie byl super czysty troche mnie niepokoi.......A ja wrocilam do swej pracy.



 Wyliczylam ze chociaz jestem emerytka to moj dzien pracy, a nie mowie o siedzeniu przy komputerze, trwa codziennie 12 godzin co zostawia mi na osobiste przyjemnosci lub relaks tylko 4 godziny. Reszta to lozko a nie znaczy ze sen bo wiekszosc to krecenie sie, wiercenie i rozmyslania. Jednak tak lubie.

Na zakonczenie dnia dostalam od corki zdjecie kici, Pea, zwiedzajaca swa nowa zabawke. Wyglada ze zaakceptowala i korzysta :




   

27 listopada 2020

CIAGNAC TEMAT. . . . .

. . . . nadal bedzie o wydarzeniach okolo slubnych ale by zbyt nie nudzilo wstawie dwa przerywniki innego rodzaju : pierwszy bedzie samochwalny - wczorajszy indyk, zreszta caly Thanksgivingowy obiad, wyszedl mi super!!!!! Upiekl sie w sam raz, dostal piekne a nie przesadne przyrumienienie, byl soczysty i dobrze przyprawiony. Dla mnie szczytem marzen byloby gdyby mial na sobie plastry ananasow ale maz by na to krecil nosem. Do ziemniakow puree dodalam lekko zrumieniona cebulke i w niewielkiej ilosci, tyle by je zrobic bardziej interesujacymi a gdy zobaczylam ile oprocz podstawowej porcji maz bierze nadzienia to mi wlosy na glowie stanely! Ale zjadl wszysciutko bez wiekszego wysilku. Poza tym dostajac meldunki od dzieci ktore swe indyki spedzali w towarzystwie znajomych, a syn i synowa goscili ich u siebie co oznaczalo duzo pracy i pozniej sprzatania, bardzo sie cieszylismy ze moglismy spedzic we dwojke, ciszy i spokoju, nawet nie przebierajac sie do obiadu tylko spozywajac w domowych ciuchach, bo kto nas zobaczy? Ale zobaczyli bo syn dzwonil kilka razy uzywajac Face Time abysmy mogli podziwiac jego duzego indora wiec chcacy nie chcacy on i jego goscie widzieli naszego malego a ponetnego i nas w strojach bardzo dowolnych. 

Drugie co chce przekazac to smiszny i fikusny renifer ktorego kicia corki dostanie na Gwiazdke. Drapacz-wspinacz ktory ma jest juz bardzo odrapany wiec jego stan podsunal corce pomysl rodzaju prezentu. 


  Jej kicia jest naprawde super madra a nawet czesto mowimy ze rozsadniejsza od niejednego czlowieka. Wlasnie wczoraj, dzien moze najwiekszego amerykanskiego swieta, gdy to kazdy tylko sie zajada i leniuchuje, gdy sklepy i biznesy nieczynne wykryla katastrofe w jej domu: przesiadujac i nasluchujac pod drzwiami miejsca mieszczacego czesc urzadzenia do klimatyzacji/ogrzewania. W koncu panstwo mlodzi zainteresowali sie tym, otworzyli drzwi a tam z rur kapie i to dosc porzadnie, podloga pomieszczenia zalana, wkrotce zaczelaby sie przedostawac do kuchni. Kicia slyszala to kapanie i jak umiala sygnalizowala rodzicom ze cos nie tak. Corka zadzwonila do fachowca ktory sie opiekuje tym urzadzeniem blagajac o pomoc moze w piatek? skoro wczoraj bylo tak duze swieto iz nawet nie smiala marzyc by  przyjechal i popracowal nad tym w taaakim dniu, a on mowi ze jest u innych ludzi ktorzy maja podobny problem i gdy skonczy to zaraz bedzie u corki. I przyjechal i naprawil  a gdy byl u niej dostal podobny telefon od jeszcze innych ludzi. Poza tym u niej pracowali .....smieciarze. Oni chetnie pracuja w kazde swieto jesli wypadnie w czasie regularnej schedule - bo wtedy maja placone podwojnie a na wieczor, na indyka i tak do domu zdaza. W moim miescie tak nie ma, nasi smieciarze swietuja a zaleglosci odrabiaja po swiecie. Tak czy siak kicia uratowala dom corki przed gorszym zalaniem skroplinami. 
Oj, mialam tylko wspomniec o tych dwoch wydarzeniach a wyszlo dlugasnie co jest moja wada - nie umiem pisac zwiezle, jak juz pisze to pisze. 
Pora wrocic do tematu slubnego.

Poprzedni post tyczyl srody a takze czwartkowego poranka gdy to syn i ja kupilismy garnitur a corka oprocz zalamywania rak nad przygodami ojca i brata miala dodatkowy orzech do zgryzienia, tym razem z nie rodzinnymi goscmi. Glownym wydarzeniem czwartku mial byc duzy lunch z inna czescia rodziny pana mlodego a takze popoludniowa proba ceremonii gdzie to miano nas uczyc gdzie i jak stac, z kim maszerowac, siedziec, a pozniej w troche innej kolejnosci opuszczac sale. Po probie znow duza kolacja z goscmi ktorzy w miedzyczasie dotarli.Te kolacje i lunche, nawet proste spotkania powinny powiedziec Wam ze moja wypchana waliza robila sens bo co chwile musialam sie przebierac by nie wystapic w tym samym a ze nie uzylam cieplych ciuchow i plaszczykow to zasluga cudnej pogody, przez wiekszosc dnia krotkorekawowej. Tu wrzucam kilka zdjec stolow i sali by dlugi tekst czyms urozmaicic :



Po zaslubinach usunieto krzesla robiac miejsce na tance.



 W tym wszystkim corka dostawala niepokojace informacje od bliskiej kolezanki Lisy, samotnej rozwodki a pozniej trzech innych znajomych, tez samotnych a ktorzy umowili sie ze przyleca i pozniej przyjada razem, w trojke chocby przez to by wynajac tylko jeden samochod. Poczatek dala Lisa, jeszcze w poniedzialek : otoz skrecila sobie stope w kostce, co jest bardzo bolesne i wykluczajace chodzenie, o podrozy czy tancach to nawet marzyc nie moze. Od lekarza dostala usztywniajacy "but"  a nawet taki wozeczek dla nogi, podobny troche do hulajnogi na ktorym sie bolaca noge wozi. On ma regulacje wysokosci by kazdemu delikwentowi siegal kolana, ma kierownice i hamulec ale jest niewielki i lekki. W sumie klopotliwe ale pozwalajace na poruszanie sie po domu bez angazowania bolacej stopy. Wiec nie przyjedzie i bardzo ale to bardzo zaluje. Corka na to iz moze do czwartku stopa bedzie w lepszym stanie i jednak da rade? Ale nie, Lisa juz zrezygnowala bo choc na lotnisku moglaby dostac asyste to przeciez z Atlanty musi jechac samochodem na miejsce slubu a to absolutnie niemozliwe - i jest krok od uniewaznienia biletu lotniczego. Wiec w przerwach zalamywania rak nad nami bo pamietacie pewnie jak to juz wczesniej moj podagrowo kulawy maz spadl z ruchomych schodow, syn przyjechal bez garnituru - corka wymyslila dla Lisy PLAN B - ktory to wymagal zaangazowania tych trzech samotnych facetow a Lisa, bedac przybita sytuacja i bezradna, zagubiona, zwalila na corke dopiecie PLANU mowiac ze jesli sie uda tak zalatwic jak corka planuje to jednak przyjedzie. Chodzilo o to by owszem, uniewaznic wczesniejszy bilet Lisy a wykupic nowy, na ten sam samolot ktorym mieli przylecie trzej panowie, wczesniej odbierajac Lise z domu, opiekujac sie nia w podrozy i przedewszystkim przywiesc ja swym wynajetym samochodem. Problem byl w bilecie na ten ich samolot - bo skoro mial byc kupiony w ostatniej chwili to sie okazalo ze nie mozna bo wszystkie wykupione! Ze jedynie jesli wypadnie rezygnacja to Lisa bilet dostanie. Wiec ta historia wlekla sie bardzo dlugo, corka wciaz na telefonie z Lisa, facetami, liniami lotniczymi, niemal do ostatniej chwili nie wiedzac czy kolezanka przyleci czy nie. Ale i z tym sie udalo - ktos zrezygnowal, Lisa bilet dostala, faceci odebrali ja z domu, wozac, noszac bagaz, ladujac na samolot i cala historia z Lisa zaczela wygladac dobrze - az do czasu. Otoz gdy corka zaczela byc o ta grupe gosci spokojna, zaczela od nich dostawac nowe i oczywiscie zle telefony - ze siedza w samolocie na plycie lotniska bo nastapilo opoznienie z przyczyny defektu technicznego. Wtedy bylo powiedziane ze naprawa potrwa niezbyt dlugo ale tak sie nie stalo i w koncu po dwoch godz (!) zwloki przegnano wszystkich do nowo podstawionego samolotu. Goscie zdazyli zglodniec nie mowiac ze teoretycznie powinni byc na miejscu przeznaczenia i nawet uczestniczyc w tej duzej kolacji a takze nie byli zadowoleni ze beda po zadupiach jechac samochodem po ciemku. By corce dodac nowego obowiazku, wiedzac ze obecnie restauracje zamykane sa wczesniej, nakazali by im zamowila posilki na wynos, co zrobila.
Czy musze dodac ze miala dodatkowy nieprzewidziany problem i stres, oprocz tych spowodowanych przez nas? Wcale niezbyt zartujac wyrazila sie ze zanim nadejdzie piatek to chyba ja zabije atak serca. 
 
Tutaj pokazuje Lise w czasie tancow :

Zwroccie uwage na druga babke, ta w ciemnej sukni,
 bo 
bedzie o niej w ostatniej czesci 

Tak - jakos nastapilo cudowne wyzdrowienie Lisy i stopy!!!!!
Co wiecej ona i moj maz, podkulawiony podagra i poobijany przez schody, byli pierwszymi, zaraz po balecie Sarah, ktorzy wtargneli na podloge i zainicjowali hulanki. No mowie Wam istny cud - to nagle ozdrowienie kulawcow.



Od tego wydarzenia, bo przeciez bylam naocznym swiadkiem, wszystkim kulawym, poobijanym, z podagra tez, rekomenduje wlasnie to: dotknelo Cie to nie szukaj porady lekarza tylko idz na wesele - jedynie ono szybko, bezlekarstwowo i bezbolesnie Cie wyleczy. To video jest tego dowodem a sami widzicie ze kulejacy tak sie rozbrykali iz moja interwencja byla wymagana. Widzieliscie je juz wczesniej ale przypomniec nie zaszkodzi.
Corka miala na to wszystko do powiedzenia tak: ludzie, co z Wami jest? Ja samodzielnie przygotowalam caly slub i wesele, pracujac nad milionem szczegolow 11 miesiecy i wyszlo bez jednej pomylki, bez jednego zapomnienia, bezblednie jednym slowem, lacznie z zamowieniem przecudnej pogody - a wy nie umiecie przyjechac na gotowe bez polamania sie, upadkow i z garniturami, wybierania sprawnych samolotow?
Na co nie mielismy dobrej odpowiedzi a zamiast niej tylko nas wrecz smieszylo. Dzisiaj corka sie z tego tez smieje a nawet chetnie rozpowiada dookola i widzi ze te nasze potkniecia tylko ubarwily slub, dodaly niezwyklych wydarzen i ma wiecej do wspominania. John, pan mlody, reagowal na wszystko inaczej niz corka, zawsze powazna, punktualna i pedantka a takze bez krztyny poczucia humoru - on, jak my we wszystkim dostrzegal humor widzac od razu ze zadne tragedie sie nie dzieja a co sie dzieje jest naprawialne. 
Dodam ze dzis uplywa 2 tyg od wesela i nadal nie mamy meldunkow o zachorowaniach. Dzis oficjalnie corka zostaje odlaczona za odpowiedzialnosc jesli......
Nastepny odcinek bedzie o tym co MNIE nie wyszlo a takze kilku ciekawych gosciach, przy okazji moze krotszy i wreszcie, mocno przysiegam, ostatni .




   
     

25 listopada 2020

DRUGA CZESC WESELNYCH PRZYPADKOW

     Wczesniejsza i obecna czesc opisu tyczy wydarzen ze srody, 11tego, jednak smialo mozna podlaczyc do calego slubu ktory odbyl sie w piatek, 13tego.

Dodam, tykajac innego tematu, ze wczoraj nasz sklep mial pusciutkie polki z papierem toaletowym ! 

PRZYPADEK NR 2

 Tyczy naszego syna i jego rodziny, blizniaczego brata panny mlodej. Jako ze jego zona ze wzgledu na wirus nie chciala podrozowac samolotem byli zmuszeni na slub przyjechac samochodem a to oznaczalo ogromnie dluga trase, 1100 mil (1 mila to ok 1,6 km). Biorac pod uwage konieczne przystanki po drodze a takze iz pasazerami sa mlode i kaprysne dzieci to perspektywa tej podrozy ktora na oko mogla trwac nawet 20 godz, nie napawala syna nastrojem radosci i celebracji. Oni ze swego Bostonu, by na miejsce slubu dotrzec podobnie jak my w srode po poludniu, musieli ruszyc w trase z wielkim wyprzedzeniem. Dostawalismy od syna meldunki - jak mu idzie, w ktorym miejscu sa, czy dzieci nie sa zbyt dokuczliwe.  Oczywiscie podkreslal jak to zazdrosci nam, ktorzy to mamy latwo bo tylko wsiasc na samolot i leciec a pozniej ten samochodowy kawaleczek to pikus - wtedy jeszcze nie wiedzial ze mielismy swe wlasne przygody w czasie podrozy. Jedynym a bardzo utrudniajacym mu jazde wydarzeniem byl mocny deszcz przez cala trase. Ona wiodla wzdluz wschodniego wybrzeza USA, wzdluz Atlantyku, bardzo uczeszczanymi autostradami, pelnymi nie tylko samochodowow ale przedewszystkim tych ogromnych, 18to kolowych ciezarowek, co to pedza jak szalone bez wzgledu na warunki klimatyczne, gdy w deszczu zalewajac innym kierowcom oczy. I tak wlasnie mial - deszcze ze ledwie widac i w dodatku zalewajace go ciezarowki. Wiec narzekal choc fakt ze zona i dzieci prawie caly czas spaly byl mu pomocny bo mial cicho i latwiej mu bylo skupic sie na jezdzie.  Niemniej ten ciagly deszcz, bez zadnej przerwy, wytrzeszczanie wzroku, bardzo go meczyl. Abysmy widzieli ze nie przesadza przyslal nam takie zdjecia swej trasy - dokladnie na nich widac ze leje akurat od Bostonu do miejsca przeznaczenia, ze cala reszta USA wolna od opadow i tylko pas ktorym jedzie ma ulewy. Naprawde wielki pech i bardzo mu wspolczulam :




Az ciezko uwierzyc ze faktycznie nigdzie i nikomu w calym USA nie lalo tylko jemu.
W czasie jednej rozmowy napomknal iz co prawda wiezie slubna koszule i kamizelke ale zapomnial wziac garnitur ! Ja zlekcewazylam ta informacje jako za cos niemozliwego, tym bardziej ze syn jest slynny z konskich zartow - i odrzucilam jako prawde. Co wiecej - gdy przekazalam mezowi to on zrobil to samo przyjmujac za makabryczny zart, dodajac ze chyba bedzie na tyle rozsadny by takiego zartu nie oznajmiac siostrze i straszyc ja. 
 Pozniej, gdy my po swej podrozy i przygodzie ze schodami i dwoma zabladzeniami znalezlismy sie w koncu na tej rodzinnej kolacji, najpierw corka uslyszala o przygodzie ojca zalamujac rece, poogladala go troche sie uspokajajac ze mimo wszystko nie polamany ale dodajac ze doprawdy juz nie ma pojecia co bedzie nastepnego bo przeciez tyle co dowiedziala sie ze brat jedzie na slub bez garnituru. Dopiero wtedy do nas, rodzicow, dotarlo ze nie zartowal wczesniej nas o tym informujac. Oprocz tego zaczela dostawac wiadomosci od innych grup gosci, tez niedobre wiec mozecie sobie wyobrazic jej poploch . 
Wreszcie dostalismy wiadomosc ze syn z rodzina sa na miejscu - po 17 godz jazdy co bylo dobrym czasem - w swej kwaterze i ze on przyjedzie do nas zostawiajac reszte rodziny sama bo sa zbyt zmeczeni by uczestniczyc w spotkaniu ( czym skoro cala trase spali ?) i rzeczywiscie zaniedlugo sie do nas przylaczyl. My wszyscy bylismy juz po kolacji i przy deserze ale kuchnia ktora pomalu zabierala sie do zamkniecia biznesu jako ze otwarci sa tylko do 10tej wieczor a zamowienia przyjmuja do 9:30 bo wirus narzuca wczesne zamykanie restauracji i barow, zrobila nam przysluge i przygotowala mu goracy i smaczny posilek a takze inne do zabrania dla rodziny.
 Wtedy tez, by nie robic wielkiej sprawy z zapomnienia garnituru, nie psuc nastrojow, powiedzialam ze to nic strasznego - nazajutrz po sniadaniu pojade z nim do sklepu i kupimy inny i po sprawie. Niemniej corka pod nosem wciaz do tego wracala zadajac pytanie do ogolu i calego swiata : jak mozna jechac na slub i nie pamietac o garniturze ?
A na drugi dzien po wypytaniu pana w recepcji mojego hotelu, dowiedzialam sie ze w tym miasteczku NIE MA SKLEPU z ubraniami, ze na tego rodzaju zakupy trzeba jechac do innej miejscowosci gdzie maja jeden sklep tego typu i w dodatku bardzo maly. Gdy spytalam jak wiec sobie radza z zakupami powiedzial online lub jezdza do Atlanty ! Poniekad nie dziwne bo miasteczko bardzo male choc bajecznie ladnie, zyje z turystyki majac multum hoteli, moteli, rozrywek i restauracji, ale sklepy tylko typu pamiatek i badziewia i alkoholowe. 
Pojechalismy wiec nazajutrz we dwojke po garnitur i teraz wiemy ze za caly wspolny tam pobyt byl to jedyny nasz prywatny czas, we dwoje, swobodny do pogadania, i zachowania sie po naszemu, bez baczenia na innych. Oboje sobie cenimy takie okazje tym bardziej ze sa niezmiernie rzadkie.

Miejsce slubu i wesela. Wiekszy dom 
nalezy do opiekuna calosci,
mniejszy to salon fryzjersko-makijazowy i ubieralnia dla 
panny mlodej i towarzyszek

Budynek w ktorym odbywaja sie sluby



A sklep dokladnie jak mi facet okresli - maly i z bardzo malym wyborem. Nie mieli garniturow tylko osobne spodnie i marynarki, w dodatku niemal same czarne a chcielismy popielate. Zgodnie postanowilismy sie nie przejmowac kolorem bo faktycznie po co robic z tego problem a ponadto on nie byl druzba wiec nie bylo bardzo wazne. Poniekad fakt ze nie mozna bylo kupic kompletu niechcacy okazal sie pomocny bo syn mogl dobrac spodnie dokladnie swej dlugosci, marynarke swego rozmiaru a wie ze kupujac komplet najczesciej nie utrafia mu sie tak idealnie, zawsze musi spodnie albo skracac albo cos innego poprawiac u krawca. Marynarka i spodnie, chociaz czarne wcale nie mialy tego samego odcienia a takze troche inny splot ale kto tam zwroci na to uwage, z daleka czarne i to sie liczy. Malo tego - znow zrobilismy sobie z tego zart mowiac ze dzieki temu niechcacy syn ma darmowa marynarke i spodnie, a nawet ze specjalnie zapomnial garnitur by tak sie stalo. Ale to tylko dla nas bylo smieszne, dla corki wogole, nadal chodzila i krecila glowa a na nasze zarty przekrecala oczami. Widzialam ze syn polubil moje podejscie do problemu bo gdy na trasie uprzytomnil sobie o garniturze to go zalamalo - i po raz tysieczny w swym zyciu powiedzial ze ma bardzo rozsadna i pomocna mame, ze nie pierwszy raz moje podejscie pomoglo mu w zlych momentach, robiac je latwiejszymi do pokonania.
Sklep byl niezmiernie ubogi w garnitury ale za to mial cos takiego, glowe dam ze nie do znalezienia w zadnym innym miejscu na swiecie :



Wiec nastepny slubny przypadek zostal naprawiony ale dalej nie bylo wiadomo jaki bedzie dalszy ciag z tymi innymi goscmi, tymi ktorzy corce nadsylali swe niepokojace updates....... Nadal chodzila zadajac ogolne pytanie - dopiero sroda, co jeszcze sie wydarzy do piatku? 
O tym bedzie mowil nastepny odcinek...... 


 

23 listopada 2020

UBOCZNE WESELNE WYDARZENIA I PRZYPADKI

      Moze zauwazyliscie ze jestem jedna z nielicznych nie rozpisujacych sie o wirusie, pandemi - bo po co skoro internet, ktory to kazdy posiada, zawiera ogrom wiadomosci na ten temat. Nie wczytuje sie we wszystkie wybierajac ogolne nowosci a skupiajac sie jedynie na tych tyczacych mego stanu i miasta. Zauwazylam ze ostatnio, gdy to wiadomo ze szczepionki nadchodza, ludzie zrobili sie jeszcze bardziej swobodni w swych zachowaniach mowiac ze i tak dotychczasowe przepisy nie zadzialaly i tylko ratunek w szczepionce wiec hulaj dusza.....Jednak mimo tej grupy ludzi istnieje druga - ta przezorna, stosujaca . Od poczatku pandemi postanowilam niemal nie wspominac o niej bo i tak kazdy zna fakty, kazdy jest nia przygnebiony wiec nie chce dodawac swych trzech groszy, pisac raczej o codziennosci i jej przeroznych urokach - jednym slowem samo z zycia wziete a nie sciagane z internetu.   

 Zahaczylam o ten temat dlatego iz co narazie, 10 dni po slubie i weselu, nie ma meldunkow by ktos z 75 gosci zachorowal wiec panstwo mlodzi sa z tego faktu bardzo zadowoleni.

Dzisiaj rzucila mi sie w oczy wiadomosc iz w niektorych czesciach USA, glownie tych od nowa wprowadzajacych restrykcje, zaczyna sie wykup zgadnijcie czego? Tak, macie racje - papieru toaletowego!!!!!!! Tym razem dodano zapewnienie ze bez potrzeby, ze dystrybutorzy sa przygotowani i nie powinno go brakowac. 

Dodaje zdjecie ktorego nie mialam przy wczesniejszej weselnej relacji - mojego partnera od tancow, Gino, a takze inne, pokazujace mnie z Gino - mnie, majaca 152 cm wzrostu, i jego, bardzo wysokiego i poteznie zbudowanego, co pewnie robilo z nas smieszna pare.  Gino odwiedzil nowozencow i nie tylko chwalil cala uroczystosc ale pytal o mnie i przeslal pozdrowienia :





HITCH - SWITCH

Hitch znaczy "przyczepic", "podlaczyc" i uzywane jest jako potoczne okreslenie ozenku. Switch znaczy "przemienic", "przekrecic" - calosc w wolnym tlumaczeniu "malzenska zmiana".
Jeszcze przed slubem corka i ja lamentowalysmy ile to bedzie miala roboty zwiazanej ze zmiana nazwiska we wszystkich miejscach w ktorych figuruje. Chodzilo glownie o te internetowo-emailowe. Kazdy z nas odwiedza i korzysta z wielu miejsc placac rachunki, robiac zakupy online, czyli jest zarejestrowany w dziesiatkach miejsc, chocby niektore odwiedzil tylko jeden raz. Przynajmniej ja tak mam a corka jeszcze wiecej. Wiedziala wiec ze skonczy sie jej pracowanie nad organizacja slubu a zacznie wlasnie ta czesc, zaraz gdy przysla jej certyfikat i zarejestruje go w sadzie. Tymczasem od znajomych ale glownie od koordynatorki slubu dowiedziala sie ze istnieja miejsca ktore to robia za ludzi. Faktycznie samo zycie pokazuje ze istnieja fachowcy od wszystkiego, uslugi na kazda potrzebe. Czekala wiec na ten certyfikat przymierzajac sie do znalezienia miejsca ktore sie zajmuje zmiana a tu samo sie do niej zglosilo - co znaczy ze wciaz i na kazdym kroku jestesmy sledzeni, ze nawet nie mozna zawrzec malzenstwa by sie nie roznioslo po internecie. Tak czy siak byla zadowolona i skorzysta z niego - oni maja dostep ( nalezy wyrazic zgode) do wszystkich miejsc z ktorymi miala kiedykolwiek do czynienia, ktore posiadaja jej adres emailowy - wymienia czesc ze starym nazwiskiem na nowe. Jedyne co bedzie musiala zrobic osobiscie to wymiana prawa jazdy i paszportu jako ze te musza miec fotografie i podpis.To wszystko za 70 $ czyli wcale niedrogo i zaoszczedza jej mase czasu, nie mowiac ze napewno nie wszystkie by pamietala a ich mozliwosci wylapia kazde jedno.

PRZYPADEK NR 1

Przypomne ze slub odbyl sie w piatek i 13tego - i chociaz nie wierzymy w jego zle moce to dziwnym bylo iz tyle ubocznych przypadkow mialo miejsce - chociaz zaden nie mial bezposredniego wplywu na slub, niczego nie zepsul czy zmienil. Raczej ubarwil, dodal wydarzen do wspominania. 
Poczatek zrobil moj maz gdy to tuz przed wyjazdem na slub rozbolal go zab a jakby tego bylo malo dostal ataku podagry w stopie. Podagra jest bardzo dokuczliwa a nawet uniemozliwiajaca chodzenie, o tancach nie wspominajac. Kustykal i biadolil a ja, zamiast wspolczuc, zartowalam ze wlasciwie on nie ma po co jechac - jesc nie moze, tanczyc nie moze, mine ma skrzywiona, marudzi, i kompletnie brakowalo mu slubnego ducha. Ratowal sie lekarstwem ale ono nie dziala natychmiasowo. Oczywiscie corke zmartwila wiadomosc o domaganiach ojca, zlym samopoczuciu i humorze i wciaz dzwonila pytajac czy da rade, bojac sie by nie zepsul uroczystosci absencja - bo juz bylo wiadomo ze nie przyjada rodzice pana mlodego, oboje bardzo wiekowi a ojciec w zlym stanie zdrowia. Niefortunnie sie stalo tym bardziej ze cala decyzja wyboru miejsca slubu byla podyktowana tym aby odbyl sie blisko ich miejsca zamieszkania a nie na Florydzie.Oboje mlodzi byli zasmuceni tym faktem a tu masz - druga para rodzicow tez nie w formie rozrywkowej. 
 Jakos dotarlismy samolotem do Atlanty a tam mielismy dotrzec do wypozyczalni samochodow i ruszyc w poltora godzinna jazde do celu. Atlanta ma ogromne, miedzynarodowe lotnisko - do odpowiednich terminali nalezy przemieszczac sie kolejkami, pokonywac ruchome schody itd. - do wypozyczalni podobnie bo chociaz przylega do lotniska to odleglosci sa ogromne. W dodatku wtedy mielismy ze soba bagaze - trzy walizki (moja ledwie sie uchronila od oplaty za nadwage) i tak obladowani wyruszylismy zlapac wlasciwa kolejke i dotrzec do wypozyczalni. Ja opiekowalam sie walizka meza, sredniego rozmiaru, on moja wielgachna i mala z moimi butami (9 par) i kosmetykami a takze swa torba z laptopem. Wszystko to kustykajac i przeklinajac podagre. W koncu bylismy przy ostatnich ruchomych schodach, blisko dojscia do wypozyczalni, maz juz umeczony i upocony wczesniejszym wewlekaniem walizek na schody. Ja ze swa walizka na schody wdrapalam sie pierwsza i jade sobie w gore z zamknietymi oczami jako ze majac lek wysokosci tak musze bo inaczej dostalabym ataku paniki. Przez szparke w jednym oku sprawdzam kiedy schody sie koncza i tym sposobem kazde schody jakos pokonuje. Wiec jade, jestem blisko konca a tu slysze za soba huk, grzmot, i jakies okrzyki. Od razu wiedzialam ze to musi byc moj maz! Probowalam sie odwrocic by zobaczyc co sie dzieje ale nie dalam rady bo gdy tylko probowalam skrecic glowe od razu dostawalam zaburzenia rownowagi, lekka panike a poza tym bylam blisko gory schodow wiec musialam byc w pogotowiu do zgrabnego zejscia z nich - gdym sie zmusila i spojrzala to z pewnoscia byloby dwoje lezacych i sponiewieranych.  Dopiero gdy stanelam na kochanej, nieruchmej powierzchni patrze - i oczywiscie to byl moj maz i wszystkie walizki, plus laptop, okulary i telefon - kazde porozrzucane w cztery strony swiata i czesciowo na schodach tez !  Lezal troche dziwnie - twarza do posadzki, z wiekszoscia ciala na niej ale nogami, tak od kolan na schodach. Mial juz asyste pomocnikow ktorzy probowali go postawic na nogi nie zauwazajac ze sie nie da dopoki go z tych schodow nie sciagna a schody sobie jechaly w gore trzepiac jego nogami i skrobiac oba golenie. Oczywiscie nie mam zdjec z tej scenki a troche szkoda.
 W koncu pozbierali meza, postawili na nogi i pomogli mu i walizkom, okularom, laptopowi wjechac na gore i polaczyc ze mna. Maz byl niesamowicie wystraszony i roztrzesiony, poza tym gdy zaczelismy ogladac szkody okazalo sie ze ma rozkrwawione oba lokcie, oba golenia i jest ogolnie potluczony. Ze zrobil sobie dziury w koszuli i jeansach, ze okulary wygiely sie w osemke to juz bylo niczym. Na to wszystko przyczepil sie pracownik lotniska i mimo naszych protestow zaradiowal po sluzbe medyczna. Nie moglismy odejsc z tego miejsca bo pracownik nie pozwolil jako ze lotnisko jest odpowiedzialne za takie przygody, musi zapewnic pomoc - oczywiscie by sie zabezpieczyc przed sadem.  W miedzyczasie maz staral sie uspokoic a z emocji nawet nie czul bolu spowodowanego zadrapaniami. Gdy przybyla sluzba medyczna meza poogladali, rany opatrzyli ale tez nie chcieli nas puscic tylko rekomendowali wizyte w emergency, przeswietlenia itp. A my absolutnie odmowilismy bo nie widzielismy potrzeby a przedewszystkim, mimo iz juz nie musielismy lapac drugiego samolotu, spieszylismy sie w dalsza podroz. Na miejsce chcielismy zajechac jeszcze w ciagu dnia bo wiedzielismy ze duza czesc trasy bedzie poprzez lasy, pustkowia i slabo oznaczone drogi. Poza tym tam juz czekali na nas mlodzi i duza kolacja z nimi i czescia rodziny pana mlodego a ich mielismy spotkac pierwszy raz.

W rezultacie maz musial podpisac dokument mowiacy o tym ze zwalania lotnisko ze wszelkiej odpowiedzialnosci za rany i szkody.
Pozniej maz mi mowil ze to moja pekata walizka go tak urzadzila spychajac ze schodow bo nie miescila sie na waskim schodzie a on, majac rowniez podagrowa stope stanal troche niewygodnie i calosc spowodowala jego upadek. Mowil rowniez ze chociaz calosc trwala sekundy to mial na tyle rozsadku by bedac w locie przekrecic sie tak by nie upasc tylem glowy a raczej przodem, chroniac sie troche rekami, a takze laptop ktory to dyndal na plecach.  Z tego byl dumny - ze uchronil glowe i laptop - ale o nogach zapomnial i zostaly mu czesciowo na schodach ktore przesuwajac sie obdzieraly mu golenia. 
Wtedy, ruszajac wreszcie w dalsza podroz, postanowilismy ani corce, ani synowi ktory w tym samym czasie byl w swej samochodowej, bardzo dlugiej podrozy z Bostonu do stanu Georgia i ktorzy czesto dzwonili sprawdzajac jak nam idzie? nie mowic o wypadku ojca , nie powodowac stresu i klopotu, decydujac ze bedzie czas gdy dojedziemy a maz troche ochlonie z przygody. 
To nie byl koniec naszych przygod bo wydarzenie na lotnisku duzo opoznilo nasze przybycie do Helen, ciemnosci zastaly nas na ostatnich 30 milach przed celem a malo zaludniona okolica, rzadki rozstaw wiez i mnostwo gor i pagorkow spowodowal iz GPS chwilami nie dzialal, zreszta telefony tez, drogi byly slabo oznaczone i ciemno tak ze dwa razy zgubilismy sie i tylko momenty gdy GPS funkcjonowal uratowal nas przed dotarciem na miejsce. 
Oczywiscie corka byla zmartwiona naszym opoznieniem, goscie czekali i wogole szczescie ze restauracja nasz stolik trzymala otwarty. A my przeciez musielismy po podrozy wziac prysznic i przebrac sie a takze sprawdzic meza rany.
Dopiero wtedy, z duzym opoznieniem, dotarlismy do restauracji i by sie usprawiedliwic z opoznienia maz byl zmuszony pokazac swe rany i opowiadac jak je zdobyl. Zalaczam zdjecie lobby hotelu corki w ktorego restauracji jedlismy to :





Corka kompletnie zalamala rece slyszac co sie stalo, widzac rany ojca i jego jeszcze troche roztrzesiony stan - tym bardziej ze w miedzyczasie dostala rownie dewastujaca wiadomosc od brata, z jego trasy a takze od dwoch roznych grup gosci, z ich trasy. 
 Ale o tym w nastepnym odcinku przypadkow i przygod.