10 sierpnia 2026

POST KARCIANY

Tak sie zlozylo ze chociaz kazdy czlonek rodziny ma swe hobby to wspolnym i ukochanym jest gra w karty, w remika.

 Ja gram w niego od dziecinstwa i wyglada ze przelalam to na swe blizniaki bo tez polubily i graja od wczesnej mlodosci. Zlozylo sie tak ze nigdy nie proponujemy znajomym by nie wyszlo ze narzucamy tym bardziej ze nie kazdy ta gre zna i zabraloby sporo czasu by wytlumaczyc i pokazac. Wyjatkiem byl ziec, jeszcze zanim zostal zieciem. Najpierw sie przygladal, wypytywal, pozniej zaczal uczestniczyc i nie odstraszalo go szlo mu z poczatku powoli i z pomylkami. Nie tylko doszedl do wprawy czyli zdarza mu sie wygrac ale jakos polubil ta zabawe. Samo sie tez ulozylo tak iz nikt z naszej rodziny lacznie z wnukami nie gra w gry elektroniczne nie widzac w nich atrakcji. Maz i starszy wnuk - ktory za dwa tygodnie bedzie mial 21sze urodziny - komputerowo grali ze soba w szachy ale przez krotki okres jako ze wnuk byl zbyt zajety szkola i poza szkolnymi zajeciami.  Innym dziwnym jest ze mamy pod nosem kasyno, czasem chodzimy do jego restauracji bo smacznie gotuja ale nikogo z nas gra na maszynach czy przy stolikach nie pociaga. Gdy sie przegra w domu, w remika to przynajmniej nie traci sie pieniedzy - takie to proste nie mowiac ze przyjemniej i weselej jest grac w rodzinnym gronie. Mamy ksiazke uczaca przeroznych gier w karty a takze sztuczek karcianych, mielismy sie nauczyc z niej innych gier ale nigdy do tego nie doszlo, trzymamy sie tego co znamy :




 Dopoki moj syn nie rozchorowal sie byl tym prawie zawsze wygrywajacym, ewenementem bylo zeby przegral. Jako ze mieszkal - i jeszcze przez miesiac bedzie mieszkal w Bostonie - okazje do gry z nami mial nieczeste wiec za kazda wizyta ino patrzyl bysmy mieli czas rozsiasc sie do kart. A gra to nie tylko byly karty bo zawsze szykowalismy sobie do partii jakies przegryzki, napoje a rozmowy przy nich byly super wesole i nawet czasem pelne bezsensu co nas tez smieszylo zarazem zadziwiajac jak mozna od jednego slowa dojsc do niezmiernie smiesznych absurdow.

 Choroba to zmienila jako ze problemy z kregami staly sie tak powazne iz stracil czucie i wyczucie w dloniach - rozlewa, upuszcza, kazdy wysilek powoduje bol i odretwienie palcow, nie moze dlugo prowadzic samochodu, klikac w klawiature laptopa inaczej niz dwoma palcami a i to przez krotki czas. Nawet nie bede pisac jak choroba zubozyla jego zycie i sprawnosc a 5 operacji nie pomoglo, dosc powiedziec ze w wieku 50 lat musial przejsc na rente.

 Oczywiscie jego kondycja odbila sie na kartach tez bo remik wymaga trzymania w dloni 14 a chwilami 15 rozlozonych w wachlarz kart czemu on nie daje rady, nie moze ich przekladac w odpowiedni uklad nie upuszczajac, takze sam uklad palcow i dloni zaraz mu powoduje bol i odretwienie a o ich tasowaniu nie ma mowy, zawsze ktores z nas tasowalo za niego - dopoki nie kupilsmy sobie bateryjnego tasowacza. Bardzo jest wiec biedny nawet jesli chodzi o same karty o reszcie codziennych zajec nie mowiac. Gdy nas odwiedza staramy sie nie grac by mu nie robic przykrosci ale on nas namawia mowiac ze bedzie sie przygladal i donosil z kuchni przysmaki.

TASOWACZ KART


 Gdy go nie ma na Florydzie gramy w trojke, choc czasem gdy corka jest zajeta to we dwoje, ja i ziec, przewaznie w soboty po poludniu. Czasem partia w trojke trwa 2 godziny ale bywa ze blisko 3 tez bo kazde z nas przeciez zrobil sie profesjonalista w tej grze i broni sie jak moze. Tu pochwale sie ze ja najczesciej wygrywam, powiedzialabym ze moze 60-70% gier - ale mam najdluzszy staz wiec moze dlatego.

 Dzisiaj dla moich zamowilam nowe pudelko na trzymanie kart bo to jakie mieli bylo fabryczne, kartonowe i zaczelo sie rozlatywac. Oni maja inne drewniane, ladne ale trzymaja w nim komplet pamiatkowych kart, takich ktorymi na codzien nie graja.

PUDELKO JAKIE MAJA


 Szukajac na Amazon podobnego pudelka patrze a tu istnieje urzadzenie do trzymania kart. Ale mnie ucieszylo! i zaraz dolozylam do zamowienia na Amazon. Bardzo proste i tanie a pozwoli synowi uporzadkowac karty i bez poslugiwania sie dlonia miec je przed oczami. Tasowanie zrobi maszyna, rozdawanie my, trzymadlo bedzie mu trzymalo karty i tym sposobem moze bedzie mogl brac udzial w grach.

TRZYMADLA KART, WYBRALAM DRUGIE OD LEWEJ





PUDELKO KTORE WYBRALAM






MOJE PUDELKO


Poza tym jak wczesniej na nas dwie zwalal wybor apartamentow tak pare dni temu jednak poogladal strony internetowe kazdego i zrobil wybor, w dodatku taki po mojej mysli.

 Mam wiec kilka powodow do zadowolenia -  syn sie organizuje do przeprowadzki, apartament wybrany i jeszcze znalazlam sposob na umozliwienie mu grania w karty. 

 Dzisiaj, poniedzialek, odbedzie sie operacja kregoslupa ziecia. Gdy wroci do domu co moze nastapic juz jutro ja mam brac udzial w opiece nad nim zwlaszcza w dnie kiedy corka nie bedzie mogla pracowac z domu tylko jechac do biura. Zrobie to chetnie choc oznacza zaniedbanie Belli i mojego mieszkania ale ciesze sie ze moge byc przydatna. Nie wiemy na czym pielegnacja bedzie polegac, szpital poda instrukcje "obslugi" ziecia a ja trzymam palce zeby byl zdolny samodzielnie chodzic do toalety. 

 

26 lipca 2026

O TYM JAK AI PRZEMEBLOWALA CORCE POKOJ

Wcale a wcale powstanie i coraz szersze zastosowanie AI podoba mi sie. Moja natura jest typu ze zawsze widze szklanke do polowy pusta wiec oczywiscie jestem pewna ze kiedys przez AI powstana tylko klopoty, zreszta juz teraz sie slyszy o przekretach i oszustwach ktore AI ulatwia. Moj syn i ja wogole sie jej nie tykamy a corka i ziec to owszem - on raczej dla zabawy, corka uzywa pomocy AI w pisaniu dokumentow firmowych co skraca jej czas ich komponowania.

 Niemniej wczoraj pierwszy i pewnie ostatni raz AI pochwalilam, a bylo tak: moze pamietacie z wczesniejszych wpisow ze cala moja rodzina czeka na dwa duze wydarzenia - operacje ziecia ktora bedzie miec miejsce w terminie nadal niewiadomym i przeprowadzce syna z Bostonu do nas co prawdopodobnie odbedzie sie z koncem sierpnia. On m. in. czeka az synowie skoncza wakacje, rozjada sie do swych uczelni. A synowie jak mowili ze sprobuja sie wyrwac ze swych prac bo obaj pracuja we wakacje i przyjechac tutaj w odwiedziny tak w niedziele oznajmili ze nie bedzie to mozliwe teraz, ze moze przyjada na Thanksgiving. 

Ta wiadomosc nie ucieszyla nas ale corce dala otwarta droge do przemeblowania pokoju-biura. Jej dom to 4 sypialnie i 3 lazienki, dwa salony, jadalnia z czego oczywiscie jedna sypialnia i lazienka nalezy wylacznie dla corki i ziecia. Z pozostalych trzech jedna urzadzila pol na pol by zrobic z niej podwojna funkcjonalnosc urzadzajac w wiekszosci na biuro ale majaca masywna rozkladana sofe mieszczaca dwie spiace osoby. Ta sofa ze wzgledu na rozmiar zajmowala dosc duzo miejsca ale byla niezbedna bo dawniej czesto zjezdzalismy sie do corki cala gromada - syn ze swoimi dwoma synami, maz i ja. Wtedy to posiadanie 3 goscinnych sypialni i dwoch goscinnych lazienek bylo super wygodne.

 Jako ze wkrotce syn ma sie przeprowadzic tu do nas czyli bedzie mial swe mieszkanie, maz nie zyje, ja mam swoj apartament zmienily sie corce potrzeby umieszczania gosci. Tu jeszcze dodam ze ona pracuje czesc tygodnia z domu a wtedy korzysta z innego biura domowego bo jej kuchnia polaczona jest z drugim salonem, takim codziennym zwanym "family room" tworzac jedno duze pomieszczenie w ktorym znalazl sie kacik na drugie biurko i cokolwiek jej potrzebne do pracowania zdalnie.  Ona lubi pracowac przy tym biurku przy kuchni bo gdy nie planuja kolacji na miescie moze pracowac i rownoczesnie gotowac. Czyli to oficjane biuro jest malo uzywane. Wlepiam zdjecie tego kuchennego biura a jesli was zaciekawi dlaczego krzeselka sa dziwnie oblepione kocykami i sweterkami wyjasniam ze to zabezpieczenie przed kotem ktory jej obdrapywal tapicerke. 

kuchenne biuro


troche szerszy widok na biurko 
i pokoj familijny


Gdy wiec uslyszala ze narazie bratankowie sie nie wybieraja nas odwiedzic, ze moze pozniej gdy juz syn bedzie tu mieszkal na swoim, postanowila ta biurowa sypialnie przemeblowac by zrobic tylko biuro jako ze ta sofa nie bedzie jej juz potrzebna, bedzie miec przeciez pozostale dwie goscinne sypialnie dla bratankow czy innych gosci. To nie wymagalo duzej przerobki bo tylko na pozbyciu sie sofy i zakupie wygodnego fotela. Na to jakby ja jakas opatrznosc wysluchala bo od kolezanki w pracy uslyszala ze jest na kupnie takiej rozkladanej sofy. Tak sie corka ucieszyla okazja szybkiego pozbycia sie ze aby kolezanke bardziej zachecic zaoferowala dac jej ta sofe za darmo. Faktycznie nie minelo dwa dni a kolezanka przyjechala zabrac i jeszcze przyslala zdjecie swej kotki juz sie wylegujacej na nowej sofie. Za ten czas corka zawsze bardzo szybko dzialajaca juz wyszukala na Wayfair wygodny fotel w dodatku taki z opuszczanymi plecami do pozycji prawie lezacej a dostarczono go na drugi dzien po zabraniu sofy wiec pokoj zostal przeobrazony niemal natychmiastowo.





w biurze znalazlo sie tez miejsce
na gitary ziecia



I wtedy powstal dylemat wagi swiatowej - czy przestawic biurko spod okna w inne miejsce a fotel ustawic przy oknie czy na odwrot - biurko zostawic przy oknie a fotel dac przy scianie gdzie dawniej stala sofa?  Obie opcje wygladaly dobrze wiec zabily corce tak wielkiego cwieka ze poszukala porady AI. Zdjecie pokoju przekazala AI i objasnila co ma z tym pokojem, meblami zrobic, przesunac tak by uzyskala druga wersje wygladu. AI zrobila dobra robote, ustawila meble inaczej - i zgadnijcie co? corka nadal nie wie co zrobic, ktora opcje przyjac bo obie sie jej podobaja.

AI opcja

Zdjecia przyslala do mnie tez pytajac o rade - i nie dostala bo i ja nie potrafie zdecydowac jako ze obie konfiguracje mi sie podobaja - ta z fotelem przy oknie troszke bardziej. Stanelo na tym ze pomieszka troche z fotelem przy oknie, zobaczy jak sie mieszka  z nim w tym miejscu, pozniej przestawi by sie przekonac ktora opcja lepiej funkcjonuje. Ktore rozmieszczenie bardziej sie Wam podoba? Moze droga glosowania pomozemy corce podjac decyzje? 😂

 Obie wciaz zwiedzamy kompleksy apartamentowe by synowi znalezc taki idealny, mamy upatrzonych 6 kandydatow. Wszystkie kompleksy a takze mieszkania maja duzo podobienstwa wiec decyzja "ktory" lezy w szczegolach. Chcemy jednosypialniowy i taki o rozmiarze ok 80-90 m kw - istnieja mniejsze i wieksze. Sypialnie i salony kandydatow kazdy apartament ma obszerne, jasne, ze sufitowymi wiatrakami wiec one nie sprawiaja klopotu bedac w kazdym do przyjecia. Skupiamy sie wiec na wielkosci kuchni  czyli ilosci szafek i powierzchni kontuarow, na tym czy posiada spizarke, ogladamy uwaznie lazienki by tez byly obszerne i mialy garderobe na reczniki i posciel, sporo miejsca na apteczke. Ja duzo uwagi przywiazuje do pralni. W USA nie ma tak ze pralka stoi w lazience, choc nie wykluczam ze moze tak byc gdzies na zadupiu. Syn tez jest zachwycony faktem ze bedzie mial wlasna pralnie bo tam gdzie teraz mieszka a mieszka w 8pietrowym mrowkowcu kazde pietro ma wspolna, korzysta z niej wielu lokatorow z czego wynika masakra. W tych ogladanych apartamentach tez jest roznie z pralniami - kazdy ma ale  roznia sie rozmiarem. Ja bym chciala wybrac taki z pralnia podobna do mojej bo jest dosc duzym pomieszczeniem dajacym mi miejsce na wiele innych rzeczy oprocz pralki i suszarki. Dwa apartamenty maja pralnie w postaci wneki z drzwiami , z pralka/suszarka pietrowa. Owszem i w tym wypierze sie i wysuszy jednak wygodniej bylo by miec obszerna i pojemna. Nie kazda kuchnia ma spizarke, nie kazdy apartament ma super duze garderoby. Poza tym patrze tez za extra miejscem by mogl swobodnie sobie trzymac swoj sprzet do cwiczen. Kompleksy maja gym ale on nie lubi byc wsrod ludzi.

 Jutro zrobimy rozpiske tych apartamentow  wylapujac ZA I PRZECIW, moze to nam pomoze zdecydowac jako ze syn mowi ze jesli bedzie taki zapewniajacy cisze i spokoj, z dala od basenu, kortow, z wlasna pralnia a kazdy ma i na najwyzszym poziomie zeby mu nikt nie chodzil po glowie - to wszystko czego potrzebuje. Pewnie znowu musimy poprosic AI o porade.......

 Tak sprawy wygladaly w piatek bo wtedy zaczelam pracowac nad wpisem a tymczasem zaszla zmiana bo przypadkowo corka zgadala sie ze znajoma o apartamentach i ta polecila jeszcze inne miejsce do obejrzenia bo kiedys kiedys tam mieszkala i byla bardzo zadowolona.

 Wczoraj przed poludniem pojechalysmy wiec ogladnac i bylysmy prawie zachwycone bo ogladany apartament nie tylko spelnial 80 % naszych zachcianek ale byl jakis lapiacy za serce, mimo ze pusty czulysmy sie w nim dobrze. Obie rownoczesnie wyobrazcie sobie bo jesli chodzi o wczesniejsze mieszkania z reguly mialysmy odmienne opinie.  Te brakujace do 100% mankamenty to ze posiada mala pralnie ktorej cala przestrzen zajmuje pralka i suszarka, drugie ze glowna garderoba moglaby byc ociupinke wieksza. Moze ja, posiadaczka wielu ciuchow i butow tak ja widzialam, natomiast corka twierdzi ze jest w sam raz bo przeciez tutaj na Florydzie odpadnie mu posiadanie grubych zimowych ubran. Oba felery sa malo znaczace, malo zmieniajace funkcjonalnosc i przestrzen. Kuchnie ma obszerna zwlaszcza gdy sie pomysli ze ma sluzyc jednej osobie, z niesamowita iloscia szafek i szuflad z czego sie smialysmy ze nie bedzie mial czym wszystkich zapelnic.  Nawet kompleks sie nam spodobal bo nie jest takim molochem jak inne i ma ogromne jezioro akurat super widoczne z okien ogladanego mieszkania co tez zachecalo. Nie znaczy ze gdy syn sie bedzie wprowadzal akurat ten z widokiem jeziora bedzie dostepny ale o taki bedziemy pytac.

 Robienie listy ZA I PRZECIW okazalo sie zbyteczne, tak samo proszenie AI o pomoc w wyborze bo jednoglosnie zdecydowalysmy ze zostajemy przy tym apartamencie - niemniej mamy inny w "zapasie" gdyby cos nie wyszlo.

 Syn dostal polecenie by pomalu zaczac robic przeglad garderob a to glownie bedzie polegalo na selekcji zimowych ubran i butow, wszystko czego nie bedzie przeprowadzal na Floryde powywozil do Goodwill.

 Czyli juz koniec naszego szukania co poniekad zle bo lubilysmy to robic, a takze nie mozemy sie doczekac dnia kiedy oplacimy i obejmniemy apartament by zaczac go urzadzac. Gdy otrzymamy klucze to nawet zanim meble przyjada bedziemy mogly go troche urzadzic zakladajac karnisze i zaslony, kupujac dywany, wyszorowc lazienke, wyscielic polki w kuchni, kupic wykladzine na balkonowa posadzke i kupic balkonowe mebelki. Nie wiem co jest w tych urzadzaniach mieszkan ze tak lubimy to zajecie.

  Dobrego tygodnia !

23 lipca 2026

ZA CALE 2.49 $

Kto mnie czyta wie ze mym jedynym niezadowoleniem z apartamentu w ktorym obecnie mieszkam sa schody bo mieszcze sie na drugim pietrze a taki wybor zrobilam by moja kicia Bella miala balkon z balustrada, nie obudowany jak ma pierwsze pietro. Przy okazji dogadza mnie tez dajac bardziej otwarty widok na swiat a takze to ze nikt nie mieszka nade mna, nie mam wiec odglosow przesuwania mebli czy biegajacych dzieci. Z kolei mam schody a brak windy jako ze do takich niskich budynkow wind nie instaluje sie. 

Schody a takze wnoszenie na gore czegokolwiek powyzej 5 kg stalo sie dla mnie bardzo meczace. Dobrym przykladem beda ksiazki biblioteczne - jak dawniej moglam wypozyczac ok 12 za jednym zamachem a bylo to wtedy gdy jeszcze mieszkalam we wlasnym domu gdzie to wjezdzalam do garazu i bez wzgledu ile mialam ksiazek czy zakupow latwo bylo przenosic do srodka bo robilam kilka krokow z garazu do mieszkania . Teraz nie moge - ksiazek przywoze tak pomiedzy 4 a 6 w zaleznosci jak grube czyli ciezkie, zakupy kalkuluje by nie miec za ciezko do wnoszenia a w tych zakupach najgorszym byla woda.

 Kupuje zrodlana w butlach o pojemnosci ok 4 litry, zazwyczaj 3 naraz co mi starcza na jakies 2 tygodnie. Z poczatku mego tu zamieszkania corka przejela na siebie to zajecie kupujac i przynoszac mi na gore ale bardzo mnie bolalo ze musi na to poswiecac swoj czas i sily tez bo nie jest bagatelka wnosic trzy ciezkie butle na drugie pietro. Po jakims czasie doczekalam sie ze dano mi garaz. Garazy mamy na osiedlu nie wystarczajaca ilosc wiec kto chce miec zapisuje sie na liste czekajacych i ....czeka az sie ktos z posiadajacych wyprowadzi i jego garaz stanie sie dostepny. Czekalam kilka miesiecy az sie doczekalam co pozwolilo mi zmienic strategie wnoszenia wody zwalniajac corke z tego zajecia : kupowalam 3-4 butle zostawiajac je w garazu a wnosilam po jednej czego nawet nie moglam robic kazdego dnia bo gdy mialam inne zakupy albo ksiazki to woda musiala czekac. Niemniej corce ulzylo, mojemu sumieniu tez.

 Nie na dlugo jednak bo szybko ten nowy system zaczal mnie meczyc chocby tym ze wciaz musialam pamietac o tym wnoszeniu wody by nie zostac bez a rowniez jako ze trwalo to zanoszenie czesto skonczylam wnosic jedna ture a juz musialam kupowac nastepna. Tak mnie to znudzilo i wogole wydalo sie robota glupiego ze postanowilam ten system usprawnic  - w moim sklepie zapisujac sie na dostawe zakupow do domu. Ta usluga wcale nie jest droga a bardzo pozyteczna - robie zamowienie online, place dodajac napiwek dla dostawcy i bardzo szybko mam przywiezione pod drzwi. W miedzyczasie sklep zawala mnie tekstami updejtujacymi proces - ze zamowienie Michael otrzymal ( bo jakos zawsze on mnie obsluguje), nastepne ze chodzi po sklepie i kolekcjonuje produkty, jeszcze nastepne ze skonczyl i zaraz wyruszy do mojego domu, jeszcze nastepne mowiace ze wyrusza i bedzie u mnie za 3 minuty bo tak blisko ten sklep sie miesci. W koncu ostatnie powiadomienie ze byl i doreczyl. Wtedy moja robota to tylko otworzyc drzwi i po jednej butli wnosic do lodowki.

 Mowie Wam - co za pozyteczna i sprawna usluga a przy tym bardzo tania czyli jak najbardziej wspaniala dla takich jak ja, nie mogacych wnosic ciezarow po schodach. Wczesniej rozwazalam opcje zakupu wozka ktory "sam" sie wspina sie po schodach jednak po przygladnieciu sie mu ogladajac video doszlam do wniosku ze nie dla mnie bo jednak trzeba go ciagnac za soba a takze brac go ze soba na dol idac na zakupy.

 Jestem szalenie zadowolona z tej mozliwosci dostarczania bo bardzo mi ulatwia zycie, corce tez. Przy okazji tego zachwycania sie widze jak gdzie by nie popatrzyl mozna skorzystac z podobnych uslug - kazde stanowisko kasowe ma kasjera i pakowacza, pakowacz zawsze pyta osoby starsze lub na wozkach czy z chodzikami, mamusie z malymi dziecmi czy nie podwiezc im zakupow do samochodu. Nie tylko moj kompleks apartamentowy ale kazdy na przyzwoitym poziomie ma smieciarzy ktorzy wieczorami odbieraja smieci spod drzwi czyli nie musimy sami ich wywozic na glowny smietnik, wszyscy dostawcy jak Amazon, UPS, FEDEX, przynosza zamowienia pod drzwi.

 Poza tym ilez innych uslug mozna zamowic  "do domu" - wciaz widze na osiedlu vany specjalistyczne zajmujace sie kosmetyka psow i kotow, niektore panie czy to z lenistwa czy innych powodow maja dojezdzajace fryzjerki, manikurzystki, masazystki, chiropraktorow, takich ktorzy przjezdzaja i czyszcza samochody wewnatrz i zewnatrz, inni do wymiany oleju takze dolewania plynow czy wymiany opony na miejscu - i ludzie korzystaja z tych uslug  a dlaczego mnie wpadlo do glowy zamawianie wody dopiero pare miesiecy temu to nie wiem. Chyba dlatego ze czlowiek byl przyzwyczajony robic to samemu ? Albo wciaz mysli ze jeszcze sprawny, ze jeszcze daje rade?

Ta mobilna firma ma 
cala flote pojazdow






 Nic, lepiej dojsc do rozumu pozniej niz wcale zwlaszcza ze oplata tak mala iz wrecz smieszna, 2,49$. Czego nie wiem to czy jest stala, dla wszystkich czy tylko moja jako ze niczego nie zamawiam oprocz wody i mieszkam blisko, 3 minuty jazdy? Nigdy byl nie ufala by mi ktos wybieral owoce, warzywa czy mieso. Bardzo szybko dostarczaja  - dzisiejsze zamowienie wyslalam emailem o 9:14 rano a dostarczyli 9:51.

 Zdjecia zwierzecych vanow wlepiam w tekst by go czyms rozweselic bo butle wody pod drzwiami tego nie zrobia 😆



Jeszcze o zwierzetach bo dzis wyczytalam historie jak to w stanie Nowy Meksyk niedzwiedz wylazl na slup elektryczny i nie mogl zejsc. Slup to nie drzewo wiec ledwie sie trzymal czubka, trzasl ze strachu az caly slup drzal. Oczywiscie zaraz przejezdzajacy ludzie wezwali pomoc wiec nazjezdzalo sie policji, strazakow, jakichs lesnych sluzb , poza tym szybko szosa zrobila sie zawalona gapiami a to wszystko jeszcze bardziej wystraszalo niedzwiedzia. Wszystkie sluzby staly bezczynnie debatujac co zrobic jako ze nie mogli go postrzelic usypiajacym nabojem, niemozliwym bylo sie komus wyskrabac i pomoc niedzwiedziowi, dzikiemu zwierzeciu - w koncu niedzwiedz kokoszac sie na slupie dotknal przewodow, doznal porazenia i spadl - niezywy. 




14 lipca 2026

URODZINY SPEDZONE W PUDLE

Znowu pisze, jakos nie dane mi jest trzymac przyrzeczenia niepisania.

 Tym razem przynajmniej temat lekki i przyjemny: 

kicia corki ktorej oficjalne imie jest Penelopea a skrotowo nazywana Pea, obchodzi 8me urodziny a te sa oszacowane "na oko" jako ze jest ulicznym znaleziskiem - zupelnie jak moja Bella, obecnie 5cio letnia. Z tej okazji w piatek otrzymala prezencik od syna, z Bostonu.

 Gdy tylko paczke z pod drzwi corka przyniosla do srodka Pea, jak kazdy kot bo maja opinie ciekawskich, zaraz sie zainteresowala a jeszcze nawet przed otwarciem, przed zobaczeniem co w pudelku jest wpadla w stan euforii czy czegos blizej nieokreslonego a charakteryzujacego sie nadmierna aktywnoscia, ruchliwoscia. Corka miala problem paczuszke odwinac bo Pea wyrywala ja z reki, corke drapala i probowala odebrac. Po otworzeniu okazalo sie ze to ptak. Pea momentalnie przejela go pod swa opieke zawlekajac do pudelka-drapaka, przytulajac, lizac, obejmujac lapami, kladac sie przy nim i nie dajac corce nawet ogladnac.



 Nastepnie corka sprawdzila instrukcje obslugi ptaka bo po pierwsze myslala ze wypchany jest catnip a on tak dziala na koty dajac im stan euforii zamiast uspokojenia - catnip, a nie wiem jak sie nazywa po polsku to mieszanka roznych aromatycznych ziol i wiele kocich zabawek jest nimi wypchane - a takiej zabawki nie chciala dla kota wiedzac ze ino koty "oglupia" - drugie to ten ptak jest bateryjny i przed uzyciem trzeba zaladowac podobnie jak telefon czy inne gadzety. Okazalo sie ze nie jest wypchany tym catnip co dobrze.




 Na sile kotu odebrala zabawke dostajac jeszcze wiecej zadrapan i podlaczyla do ladowania a kot wskoczyl na kontuar i ptaka wyszarpal z gniazdka zanoszac spowrotem do drapaka. Ten drapak juz jest troche sfatygowany a takze dosc ciasny bo Pea to duzy i gruby kot, ale to drapak nie lozko wiec nadal sluzyl. Bidna corka znowu na sile musiala odebrac ptaka tym razem zanoszac do ladowania do innego pokoju i zamykajac drzwi. Pea oczywiscie siadla pod drzwiami glosno placzac i drzwi drapiac, w koncu wrzeszczec jakby ja zywcem skorowano. Trwalo to dosc dlugo no bo dopoki zabawka sie nie naladowala. Wtedy przyniosla go do pokoju, wlaczyla a ptak zaczal machac skrzydlami, podskakiwac i cwierkac - na co Pea dostala jeszcze wiekszego obledu. Lapala go gdy podskakiwal, zanosila do pudla a on stamtad wyskakiwal wiec wciaz go lowila i wkladala az sie bateria wyladowala. Corka postanowila juz nigdy nie ladowac, mowiac ze wystarczy taki jak jest, nieruchomy bo szalony kot, cwierkajacy ptak w domu to za duzo na jej nerwy !!!!! 




 Trwalo to cale popoludnie i wieczor a Pea tak sie ptakiem zajela ze ani nie poszla na patio, ani nie jadla ani nie uzyla kuwety. Ciagle tylko lezala z tym ptakiem w drapaku przytulajac go, lizac, gdy drzemala ze zmeczenia to trzymala na nim glowe albo obejmowala go i tak bylo caly weekend.

 Gdy wczoraj wrocili z pracy jedzenie bylo ledwie ruszone i tylko jedne siki a Pea w pudle przytulona do swego ptaka ktory dostal imie Sam. Na noc corka przelozyla go na lozko w goscinnym pokoju na ktorym kot czesto spi by sobie spala wygodnie zamiast w ciasnym pudelku w ktorym tak sie gniezdzila ze oddarla mu jeden bok ale nie, Pea wziala go w zeby i przeniosla do pudelka. Gdy patrze na zdjecia bo dostalam ich ze 30 + kilka video to zupelnie kojarzy mi sie z kwoka - albo ptakiem - wysiadujace jajka 😄 

To zaczelo sie w piatek, dzis gdy pisze jest wtorek rano a Pea nadal ze swoim ptakiem w pudle. 



Syn nie tylko jest niezmiernie zaskoczony radoscia jaka stworzyl kotu ale nawet dumny z tego trafnego urodzinowego prezentu - i to mnie niepokoi  bo wcale nie chce by mu strzelilo do glowy przyslac podobny dla Belli. 

12 lipca 2026

NADAL......

....nie mam o czym pisac tym bardziej ze nauczona przeszloscia tematow politycznych czy spolecznych nie chce poruszac.

Dziele sie wiec tematyka spraw rodzinnych co nie koniecznie jest ciekawe dla blogowiczow.

Opisze projekt przeprowadzki syna z Bostonu tu do nas czyli miejsca zamieszkania corki/ziecia i mnie - na Floryde ktoremu juz urosla juz broda ze starosci ale moznosc przeprowadzki byla uzalezniona kilkoma warunkami wiec czekalismy az wreszcie nadchodzi pora, rawdopodobnie pod koniec sierpnia. Jednym z warunkow - oprocz ogolnej niecheci jako ze syn jak ja nie lubi tutejszego klimatu i wciaz jednakowej przyrody - bylo to ze oddali go to od synow. Obecnie juz drugi, mlodszy, wyjedzie na swa uczelnie wiec ta przeszkoda zniknela - beda sie wzajemnie odwiedzac.

 Gdy tylko zrobilo sie coraz blizej rozpoczecia dzialan w tym kierunku ziec zaczal miec powazne problemy z kregoslupem a jako ze zawiodly wczesniejsze metody leczenia orzeczono ze tylko operacja moze pomoc. Czekal na nia jak na zbawienie bo wczesniej musial przejsc przez inne metody leczenia a zalecone przez ubezpieczalnie co trwalo kilka miesiecy az w koncu mialo sie stac jutro, 13 lipiec. By jeszcze bardziej zieciowi wydluzyc meki i czekanie to od piatku lezy z ciezka grypa i goraczka przez co operacja zostala odwolana. Dostanie nowy termin gdy wyzdrowieje ale jak odlegly to nie wiadomo gdyz on chce sie trzymac tego samego chirurga, nie korzystac z innego chocby nawet dawal wczesniejszy termin. Ta operacja unieruchomi go na dosc dlugi czas - nie wiemy na ile bedzie sprawny by sie samemu obslugiwac - glownie czy bedzie mogl bez pomocy uzywac toalete, co wiemy to ze nie bedzie mogl wrocic do pracy, jezdzic autem przez 6 tygodni. Plan byl taki ze pierwszy tydzien po operacji corka wezmie urlop opiekunczy, pozniej ja bede pielegniarka, zaopatrzeniowcem, ta ktora przygotowywuje posilki a takze zajmuje sie kotem i kwiatami - gdyz corka musi rozsadnie rzadzic sie urlopem czesc trzymajac na wyjazd do Bostonu by synowi zorganizowac przeprowadzke.

 Wtedy wygladalo niezle, bezkonfliktowo jako syn musi opuscic obecne mieszkanie z konczem sierpnia bo wtedy wygasa mu umowa. Administracje apartamentow robia tak ze o dacie wyprowadzki albo zamiaru nie przedluzania umowy chca wiedziec 2 miesiace wczesniej - jesli sie tego nie dotrzyma mozna nadal mieszkac ale placi sie inaczej , duzo wiecej, czego kazdy stara sie uniknac. Wygladalo wiec ze jesli operacja ziecia i najgorsze tygodnie rekonwalescencji beda miec miejsce lipiec i moze poczatek sierpnia to pozwoli uniknac zderzenia sie dwoch wydarzen - ale przesuniecie operacji ziecia duzo zmienia i zostawilo nas w wielkiej niewiadomej. Ja w duchu mysle ze latwiej jest uzgodnic dzien operacji na taki dogodny nam wszystkim - jednym slowem danie przeprowadzce pierwszenstwo ale nie mowie tego na glos by mnie nie obrugano a moze nawet wypisano z rodziny. Uzgodnienie nowego terminu to sprawa jednego telefonu czy wizyty - przesuniecie daty wyprowadzki syna jest bardziej skomplikowane i angazujace wiele firm - jego administracja mieszkaniowa, prad, woda, internet i moze wiecej o ktorych nie wiem, a takze przeciez trzeba zamowic firme przeprowadzkowa, druga do przewozu samochodu a te firmy i agencje gdy juz umowione jest ciezej przesuwac  no i takze miec tutejszy apartament oplacony i klucze w reku. A syn nawet nie zdecydowal ktory z trzech kandydatow wybiera zwalajac ta decyzje na nas. Z tych trzech ja jednego nawet nie biore pod uwage a corka tak wiec co narazie nie zgadzamy sie miedzy soba. Powtorze - ja naprawde mysle ze prosciej poczekac z operacja na po przeprowadzce co dawaloby takze inna korzysc - bo gdyby syn tu juz byl to tez moglby pomagac w pielegnowaniu ziecia a takze byc mu towarzystwem. Co wiecej - przeciez musimy rowniez znalesc czas na urzadzanie nowego mieszkania syna bo absolutnie kobieca reka bedzie przydatna. 

 Gdy tak z corka rozwazalysmy te rozne opcje jak sprawy moga sie obrocic, na co musimy byc przygotowane, corce przyszedl do glowy jeszcze jeden problem ktory pozornie jest smiesznym ale nie dla syna - jego KWIOTKI !!!!!

 Gdy sie urzadzal w obecnym apartamencie to od znajomych dostal doniczkowe kwiaty, 4 albo 5 roznych jako ze ciezko obdarowac kogos kto wszystko ma, na dodatek singla. Wtedy te kwiaty byly mlode ale z czasem sie rozrosly i zmusily nawet do rozsadzania z czego zrobilo sie ich pewnie z 10 albo wiecej. Syn dawal im super opieke - ma trzy rodzaje ziemi by kazdy kwiat otrzymywal odpowiednia, uzywa nawozow scisle przeznaczonych do gatunku, skorupy z jajek magazynuje i pozniej mieli je walkiem do ciasta na drobniutki pyl dodajac do ziemi. Gdy przyjezdzal do nas co czasem trwalo 2 tygodnie a czasem miesiac uruchamial system podlewania co bylo duza robota - od kuchennego kranu rurka rozprowadzala "kroplowke", wode do innych rurek a te miala kazda doniczka. Jak mu sie chcialo to nie wiem - ja mam jednego zywego kwiatka i wydaje mi sie za duzo. Syn wciaz przysyla nam zdjecia tych kwiatow bo naprawde dobrze mu sie chowaja, sa dorodne, zdrowe i kwitna a on jest bardzo z nich dumny.






 Wczoraj wiec po raz setny obgadujac i ustalajac co i jak zaleznie od sytuacji corka mi mowi ze dotarl do niej dodatkowy problem - te kwiaty - bo syn ich absolutnie nie porzuci czy rozda tylko bedzie chcial je tu przywiesc a nie mozna przywozic roslin z jednego stanu do innego, firma przeprowadzkowa odmowilaby ich zabrania. Jedyny ratunek to przywiesc samochodem.

Wtedy ja sie zlapalam za glowe bo podroz samochodem z Bostonu do nas to bardzo dluga wycieczka w porownaniu do samolotowej. Samolotowi zajmuje 3 godziny, samochodowi kilkanascie, 1459mil = 2349 kilometrow.  Pamietam ze gdy w roku 2008 pomagalismy synowi w przeprowadzce z Arkansas do Bostonu a byla robiona przez nas samych - owczesna zona i malency synowie polecieli samolotem, przyjaciel syna obeznajmiony z prowadzeniem duzego trucka przewozil meble, syn jeden z ich samochodow a maz i ja jechalismy ich drugim samochodem. Co prawda nie spieszylismy sie i mogli po drodze stawac na posilki i toalety, ale i tak meza umeczylo wiec nocowalismy w hotelu. Ile godzin nam zajelo nie pamietam ale co najmniej 15, noclegu nie liczac. 

Gdyby tak sie stalo przez te kwiaty to oczywiscie byloby ich dwoje kierowcow do zmieniania sie ale syn nie moze prowadzic samochodu dluzej jak godzine na raz wiec glownym kierowca bylaby corka. Co narazie nie mowimy synowi o tej niemozliwosci przewozu kwiatow by go nie denerwowac a moze i calkiem zrezygnowac z przeprowadzki, hehe ale moze sie stac ze przyjada samochodem. Oszczedzi to oplate jego transportu ale czy warto oplacic trudem i czasem? Nie bardzo.

Radzilam mu zaczac pomalu pozbywac sie zimowych ubran i butow tu niepotrzebnych oprocz paru na wypadek gdyby sie w zimie wybral odwiedzic synow ale odmowil mowiac ze przywiezie wszystkie bo gdy mu sie na Florydzie nie spodoba to wroci do Bostonu. Troche racji w tym jest a takze swiadczy jak nadal brak mu ochoty na mieszkanie w tropikach.

Kiedy i w jakiej kolejnosci sie nam pouklada nie wiem, co wiem to ze dwa nadchodzace miesiace beda bardzo meczace - nawet dla Belli bo zanosi sie ze w swoim domu bede gosciem.