30 listopada 2021

SERPENTYNA - SUPER WOMAN

Sama sie tak nazwe bo nikt inny nie da mi tego przydomka bedac przyzwyczajonymi ze zawsze taka obrotna bylam i jestem.  Dobrym przykladem jest ostatni dlugi bo czterodniowy weekend, ten indykowy.

 Cala Ameryka sobie swietowala i leniuchowala, odwiedzala lub nawet leciala na male wakacje jak moje wnuki ktorzy spedzili tydzien w Meksyku  - a Serpentyna jeszcze przed swietem zrobila rozpiske zajec na te dni, takich zwiazanych z nadchodzacymi Swietami a ktore mgly byc zrobione juz teraz.

 Wyszlo ze kazdy dzien byl czyms wypelniony  i nawet bardziej aktywny niz zwykle dni. Cieszy mnie to bo rzeczywiscie duzo sobie porobilam a co nowego nadejdzie to nie spowoduje nalozenia sie roboty.

 Czwartek, dzien indykowy, byl dniem gotowania i w taki sposob by starczylo na inne dni tez. Piatek byl lzejszy lecz by mi sie nie nudzilo pralam posciel z dwoch lozek i kurtki, wyszorowalam obie lazienki i dom. Wciaz mam rowniez taka rozrywke jak zdmuchiwanie lisci spod kazdych drzwi, reczne podlewanie bratkow gdyz juz nie uzywamy spryskiwaczy, karmienie chipmunkow, manicure.

 Poza tym przegladnelam garderoby w goscinnych sypialniach robiac miejsce dla swiatecznych gosci. Musialam z nich usunac torby i walizki bo one nigdzie sie nie mieszcza, nie maja swego przeznaczonego miejsca - w kazdej trzymam to jakas torbe, to walizke. Nie majac ich gdzie umiescic wlozylam do .....spizarki. Spizarka miesci malo zywnosci bo mam na tyle szafek w kuchni ze mi wystarczaja wiec wszystko co nie wiadomo gdzie upchac idzie do niej. Zawiera wiec troche "grochu  z kapusta" lacznie ze stacjonarnym komputerem ktorego nie uzywamy poslugujac sie laptopami, a teraz jeszcze wiecej.




 Mialam przygotowana paczke z prezentami dla synowej wiec wypchalam meza na poczte by wyslal razem z kartkami swiatecznymi jakie wczesniej przygotowalam. W sobote wreszcie dostalam decyzje meza ze owszem, ubieramy choinke ale gdy skonczy ogladac mecz.

 Po sniadaniu wiec a bylo dosc "urozmaicone" jakbym przeczuwala ze choinka wyczerpie ze mnie duzo energii - i mialam duzo smiechu gdy zdjecie sniadania poslalam dzieciom na dzien dobry a zebralo bardzo niepoprawne politycznie komentarze w rodzaju "ilez ludzi masz na sniadaniu?" robilam reszte prania a uzbieralo sie trzy pralki - z dwojga ludzi - i przypominam ze dzien wczesniej wypralam posciel i kurtki a koszule meza ida do osobnego worka jako ze je daje do pralni bo inaczej byloby 5.





 Po poludniu wreszcie nadeszlo ubieranie choinki - co nalezalo zaczac od usuniecia z przeznaczonego jej kacika lampy stojacej i fotela. Pozniej, by sie wyskrobac na strych, nalezalo usunac samochod meza i zaczelo sie jego lazenie po strychu, podawanie mi pudel i pudelek z dekoracjami a takze dwoma choinkami - bo oprocz oficjalnej duzej mamy o wiele mniejsza ktora zawsze stoi w jadalni by nam umilala posilki i dodawala atmosfery.




 Chociaz przez ostatnie lata wykorzystuje moze 2/3 ozdob to i tak jest duzo wieszania, rozmieszczania, nie mowiac ze po ustawieniu choinki kazda galazke musi sie roztrzepac, wyprostowac. Na polce kominka rozlozylismy jego ozdobe a nie chciala nas sluchac ukladajac sie po swojemu zamiast po naszemu co tak meza zdenerwowalo ze malo jej wyrzucil do smieci :)

 W inne lata maz w tym samym dniu rozwiesza swiatelka na zewnatrz, wiesza na drzwiach wieniec ale w tym roku choinka go tak umeczyla ze odlozyl na inny dzien i do dzis to jest nie zrobione.

 Gdy choinka byla przygotowana to Serpentyna pozakladala ozdoby a bylo tego nie wiem ile, moze milion - bo tak odebraly to moje kolana. Nastepnie kazde pudeleczko poszlo do pudel i wszystkie do garazu co mnie denerwuje - bo nienawidze garazu zapelnionego czyms co do niego nie nalezy. Dawniej maz je wynosil spowrotem na strych ale w tym roku byl tak umeczony ze postanowilam nie nalegac tylko jakos przetrawic i przezyc.

 Umieszczam zdjecie PRZED ubraniem choinki gdyz gotowej zamieszcze gdy nadejdzie pora swiatecznych zyczen. Gdy to bylo skonczone Serpentyna musiala posprzatac podlogi gdyz byla pelna jakichs smieci i przede wszystkim brokatu.  Kolacje w tym dniu postanowilismy zjesc na miescie i okazalo sie to zla decyzja bo tak bylismy zmeczeni ze tylko pogrzebalismy w talerzach bo sie nam nie chcialo jesc.



 W niedziele zrobil sie nawrot pieknej cieplej pogody a moje kolana, po nocy wypoczete, czuly sie jak nowe. To mnie ucieszylo gdyz mialam robic pedicure co wymaga przekrecania kolan wiec dobrze ze sie przez noc naprawily.

 Zaraz po sniadaniu zrobilam paznokcie, podlogi umylam by sie pozbyc resztek brokatu i.... zachcialo mi sie byc na zewnatrz, cos robic na powietrzu, tylko co? Jako ze kto szuka to znajdzie znalazlam sobie robote - pograbilam caly tylny trawnik z lisci, odbierajac ogrodnikowi robote. Poniekad robilo sens bo z tylu mam tylko jedno drzewo, brzoze, ktora juz chwile temu sie ogolocila i nowe liscie nie dolatuja. Nasz ogrodnik z okazji swieta wzial urlop i powroci do pracy moze jutro wiec frontowy trawnik mam caly w lisciach a oba deby jeszcze je maja i dokladaja wiec nawet gdy ogrodnik je wydmucha to zaraz sa nowe i nowy balagan.

 Wspaniale mi sie pracowalo czyli grabilo - temperatura byla ok 18 st, w pelnym sloncu bylo mi goraco, ptaki cwierkaly, chipmuki mnie podgladaly..... Tak mi sie spodobalo bycie na zewnatrz ze po grabieniu posiedzialam troche pod gola brzoza czytajac ksiazke.

 A pojutrze, w czwartek, mamy podobno miec 25 st co moze nas zmusic do przelaczenia sie na klimatyzacje.

 Bardzo mnie zadowolil ten aktywny weekend bo duzo zostalo zrobione - oprocz zewnetrznych swiatelek co wstyd bo wszyscy sasiedzi maja pozakladane co wieczorami bardzo ladnie wyglada - ale i na to nadejdzie czas, moze w nadchodzacy weekend?

 Wczoraj pojechalam do glownej biblioteki a takze posciagalam poduchy z obu sof by sie upewnic ze nie ma pod nimi paprochow i bylam przerazona bo byly i nie wiem skad sie wziely? Jemy przy stole wiec to nie byly okruszyny. Jak dobrze ze mi przyszlo do glowy sprawdzic...... 

Tak czy siak nie wiem skad sie wzielo przekonanie ze na emeryturze sie odpoczywa a nawet leniuchuje - my wciaz mamy cos do roboty nie mowiac ze przeciez maz nadal pracuje zawodowo. Przy okazji tych prac i bolacych kolan wyszla ciekawa rozmowa ktorej mozna dac tytul "wygodny sposob liczenia sobie lat" a niechcacy syn jeszcze tylko do niej dodal liczac nasze jeszcze inaczej - ale zostawiam to na nastepny wpis.    

26 listopada 2021

O TYM JAK SOWA ZNALAZLA SOBIE DOM

Pare dni temu, jako prezent jesienno - indykowy, moja sasiadka Dorothy ofiarowala mi taki prezent : 



sluzyl wtedy za flakonik bo mial w sobie kilka chryzantem ale jest kubkiem do kawy. Oczywiscie pieknie podziekowalam choc od pierwszego momentu bylam troche niezadowolona jako ze sow nie lubie a nawet boje sie, nie uzywam tego rodzaju kubkow a ten wydal mi sie szczegolnie niewygodny do picia z niego chociaz bardzo leciutki i dobrze sie go trzyma w dloni. Chryzantemy umarly i powstal problem co zrobic z kubkiem ? - wyrzucic nie wypada, gromadzic badziewia nie chce.........

Gdy na pytanie synowej "co slychac" powiedzialam ze obecnie do mojego zwierzynca doszla mi sowa i wyjasnilam jakiego rodzaju sowa, poprosila o zdjecie ktore poslalam.

 I wiecie co? bardzo sie jej ta sowa spodobala chociaz nie jako kubek do kawy. Powiedziala mi ze powinnam uzywac jako flakonik albo nawet umiescic na grzadce jako dekoracje. Odrzucilam te rady bo nie chce sowy w zadnej postaci ani funkcji na co synowa mowi - zamiast wyrzucac przyslij mi ja, ja bede w zimie uzywac jako flakonik a na wiosne wkomponuje w grzadke.

 Paczke z kurtka dla niej mialam juz zapakowana wiec musialam odkrecac by dolozyc sowe, pozniej od nowa opakowywac nowym papierem i adresowac. Ale mam z glowy sowe  a sowa ma dom na stale - plus co najwazniejsze, komus sie przyda.

 A na przyszlosc, gdy zobacze ze Dorothy idzie w strone mojego domu z "czyms"  udam ze mnie nie ma !  

23 listopada 2021

JAK ELLEN ZAMKNELA PLAC ZABAW . . . . .

Chociaz to uczucie zbieralo sie we mnie od jakiegos czasu to od paru dni wyraznie widze ze nie mam o czym pisac na blogu. Coronavirus przyjadl mi sie na dobre, polityka tez tym bardziej ze przekonalam sie iz by nasza dobrze znac i rozumiec nalezaloby mieszkac w USA.

 Wydarzenia rodzinne niewielkie, sama codziennosc albo drobne sprawy zwiazane z nadchodzacymi swietami i goscmi, pogode zawsze chwale a obecna jest cudna i w sam raz ze zasluguje na szczegolna pochwale - suche, bardzo sloneczne dni z temperatura pomiedzy 15 a 20 st, a ile mam kolo domu zoledzi i lisci !!!! co mi sie nie podoba i najgorsze ze jeden dab dopiero opadl z nich moze 1/3, drugi jest jeszcze zupelnie zielony, a to znaczy ze beda sobie tak opadac i zasmiecac trawniki jeszcze dlugo. Podobno w mym kraju pieniadze rosna na drzewach ale jakos tego nie widze bo zlatuja liscie :) 

W tegorocznym swiatecznym sezonie gdzies sie ludziom spieszy bo jeszcze nie przeminalo indykowe swieto (odbedzie sie w czwartek) a juz widze domy i ogrody ozdobione choinkami i swiatelkami. Normalka bylo i jest ze sklepy sa nimi udekorowane od lipca ale domy z reguly czekaly az przeminie indyk.




 To swieto powoduje ze bedziemy miec baaaardzo dlugi weekend, 4ro dniowy, co mi sie wcale nie podoba bo przymusi do gotowania.  Tu podam iz moje wnuki korzystajac z malych ferii spowodowanych indykowym swietem polecieli spedzic je w Meksyku, w jakims kurorcie nad Oceanem Spokojnym ale nie podano nam miejscowosci.

  Proponowalam mezowi aby weekend wykorzystac na ustawienie naszej choinki i swiatel ale co narazie nie dostalam odpowiedzi tylko dziwne spojrzenie - mimo przezytych tutaj prawie 38 lat jeszcze nie przyzwyczail sie ze w USA juz teraz ubiera sie choinke a rozbiera 26tego grudnia albo dzien po Nowym Roku.

  W tym wszystkim zaszlo wydarzenie z typu "nie ma zlego coby nie wyszlo na dobre" : pamietacie moze patchwork kurtke ktora zachcialo mi sie miec? Maz zamowil jako gwiazdkowy prezent dla mnie z mysla ze moge ja nosic juz teraz i nadeszla ale juz wczesniej powstala konfuzja gdyz bank pokazywal ze odtracono zaplate dwa razy. Czekalismy z interwencja myslac ze pomylka i sama sie naprawi a tymczasem nie gdyz na drugi dzien dostal email informujacy kiedy druga nadejdzie - czyli kupil dwie kurtki . Nie robilismy z tego duzej sprawy bo dosc latwo sie da naprawic - odsyla sie niechciana przesylke i dostaje zwrot pieniedzy. W miedzy czasie, bo ta druga ma nadejsc w srode ( a w pierwszej, mojej, juz chodzilam i jest fajna, lubie ja), przyszedl mi do glowy wspanialy pomysl - zamiast synowej wysylac jako prezent bezduszna karte wysle ta druga kurtke - ona nosi ten sam rozmiar co ja, nawet butow tez. To bedzie lepsze niz karta i bardzo sie nam ten pomysl spodobal, mamy nadzieje ze sie jej spodoba tez. Wiec niechcacy czyjas pomylka wyszla na dobre, dobrze sie stalo.

 Ale glownie mialo byc o Ellen, mojej sasiadce zza plotu - wczoraj ubierali swoja choinke i troche im zazdroszcze ze maja to za soba. Ona i maz Andrew, oboje chyba jeszcze przed 30tka, oboje fizykoterapisci, maja trojke dzieci : chlopcow 5 i 3 lata, plus 7 miesieczna coreczke. Trzy dni temu krece sie pod garazem zdmuchujac liscie i widze ze Ellen wybrala sie na spacer z dziecmi - okazja do pogadania. Zaczelam sie zblizac do wozka z corka by zobaczyc jak sie zmienila od poprzedniego razu a tu Ellen mnie powstrzymala mowiac zebym sie do nich za bardzo nie zblizala gdyz Starszy bral udzial w urodzinach kolegi i pozniej okazalo sie iz jeden z rodzicow sie rozchorowal co znaczylo ze juz w tym dniu musial nosic wirusa i niechcacy wszystkich uczestnikow narazic. Nikt inny ani Ellen synek nie jest chory ale uprzedzaja ludzi i staraja sie osobiscie sobie zastosowana kwarantanne spedzac w czesciowej izolacji . Faktycznie majac trojke tak malych dzieci jak inaczej mozna zrobic? nie da sie takiego malego trzymac w jednym pokoju, z dala od rodzicow i rodzenstwa.

 Ellen siedzi wiec z nimi w domu, bawia sie na wlasnym ogrodzie cieszac sie ze cudna pogoda pozwala na to i chodza na spacery. Zaraz nazajutrz przejezdzam kolo osiedlowego placu zabaw dla dzieci  a on oblepiony zolta tasma i obwieszony tabliczkami ze zamkniety, istnieje zagrozenie covidowe i aby do odwolania absolutnie nie korzystac. Zaraz sobie pomyslalam o Ellen - czy to przypadkiem nie ona narobila tego zagrozenia wiec gdy tylko widzialam ze rodzinka znowu sie bawi na ogrodzie zapytalam ze smiechem i wyszlo ze tak, ze oni spedzili troche czasu na tym placu i dopiero pozniej maz zaniepokojony tym faktem kazal jej dzwonic do administracji by poinformowac o tym a administracja zaraz przyslala czlowieka ktory plac zamknal. Troche mnie to zdziwilo bo w jednym momencie Ellen ladnie ludzi informuje o zagrozeniu, o tym by sie do nich nie zblizac, a w drugim bierze dzieci na wspolny osiedlowy plac zabaw. Tych placow mamy wiele, co pare uliczek ale dla najblizszego sasiedztwa bylo wygodnie korzystac z najblizszego.



 Wiec tyle sie u mnie dzieje, takie codzienne nic urozmaicane drobnostkami - i ciaglym planowaniu w myslach swiat. W tym roku tak sie rozleniwilam jesli chodzi o gotowanie, a takze wiedzac co mnie czeka w czasie tlumnych swiat ze postanowilam iz zadnego indyka nie robie!!!!!!! Kupilam takiego przeznaczonego dla leniwych par albo singli czyli plastry upieczonego indyka w sosie, gotowe nadzienie ktore sie tylko zalewa woda z maslem i podpieka, do tego zrobie ziemniaki puree i buraczki a takze gar zupy pomidorowej by posluzyla na co najmniej dwa razy. Ugotuje troche makaronu i troche ryzu i zmieniajac ten wklad bedzie ta sama a troche inna. Jako ze to bedzie dlugi, 4ro dniowy weekend zrobie rowniez ze dwie rozne salatki do wedlin, w inne dni ugotuje szybkie dania i niemal jednogarnkowe - chicken spaghetti, pieczen wolowa kupna i tylko do odgrzania.......

 Jakos bedzie, moze nie umrzemy z glodu - ale widze jak to pomalu szukam skrotow, latwizny, gotowizny.

 Acha, maz obiecal ze ubierzemy choinke wiec cos zwiazanego ze swiatami bedzie zrobione. Mam 4 prezenty dla ludzi to je opakuje.......

 A coroczna choinka umiejscowiona na Promenadzie stoi sobie i gra bo oblozona jest swiatelkami tanczacymi w rytm nadawanej muzyki - kiedy tylko jestesmy na miescie po zmroku to jedziemy popatrzec i posluchac, wczesniej kupujac sobie lody i lizac w rytm muzyki co chwilami zmusza do niezlego przerabiania jezykami :)


  

16 listopada 2021

DZIEN CZESCIOWO SUKCESOWY

Wczoraj, oprocz rutynowego jezdzenia po miescie w celach codziennych, mialam do zalatwienie dwa biznesowe, trzeci, na rowni wazny z domu, z komputera. Czyli w sumie trzy a dzisiaj widze ze z dwoma powiodlo mi sie nadzwyczaj latwo i szybko, co bedzie z trzecim okaze sie dzisiaj.

 Jeden, w moim  banku, juz dawno chodzil mi po glowie a nie wiadomo czemu umyslilam sobie ze bedzie skomplikowany a nawet wymagal notariusza. Bylam, zapytalam i dowiedzialam sie ze nie, co musze zrobic to tylko zebrac informacje czyli dwa adresy i dwa numery, wypelnic krotki dokument gdy bede gotowa i to wszystko. Ulzylo mi bo nienawidze zalatwien chociaz tutaj w USA robi sie je szybko, nieskomplikowanie, najczesciej w jednym dniu, czesto nie wychodzac z domu tylko przez online. Wyszlam z banku wielce szczesliwa i pojechalam do krawcowej.

 Pare dni temu patrzac za prezentami dla moich (mam ich nadal niemal 0 ), kupilam sukienke dla siebie, taka caloroczna ale bardzo odpowiednia na Wigilie lub dzien swiateczny ( i stroik na glowe typu fascynator by dodal troche atmosfery i zabawy tez !)  ale rekawy sukni mi sie nie podobaja bo sa zakonczone szeroka falbana co dla mnie jest wiejskie. Wyprobowalam ze da sie z nich zrobic obcisly dalszy ciag rekawow a jesli nie to calkiem usunac co zrobi je takie tuz pod lokcie i, moze nie uwierzycie, ale to by przekszatlcilo wiejska suknie na dosc elegancka, napewno ladniejsza.

 Ta krawcowa znam i uzywam od lat, ona tez zna moje kaprysy i zawsze sie dostosuje, doradzi. Poza tym zaskarbilam sobie u niej specjalne traktowanie bo co uzbieralo mi sie wieszakow otrzymywanych z pralni z koszulami meza, to jej zawozilam. Ona sa typu najprostszego, zwykle drucianki ktorych ja nie uzywam a ona tak i wciaz potrzebuje nowych - cieszyla sie zawsze tymi ktore jej podrzucalam. Rowniez wtedy gdy zawiozlam jej moje dwie slubne suknie do skrocenia zakochala sie na smierc w jednej i gdy jej powiedzialam w ktorym miejscu kupilam ucieszyla sie bo i ona miala w planie duza celebracje i potrzebowala czegos unikalnego. Kupila sobie, wystapila w niej i wciaz mi dziekowala za to bo zrobila furore.

 Zajechalam wiec pod jej biznes a tam pustki, ciemno i tylko wywieszka ze interes zlikwidowany!!!!!!! Mozecie sobie wyobrazic jak mnie zamurowalo a nawet zepsulo caly dobry nastroj po tej dobrej wiadomosci bankowej.

 Nic, dzisiaj rano poszukalam na internecie innych miejsc i dzisiaj odwiedze najblizsze mego domu a takze bede trzymac palce by nie bylo w nim dlugiego czekania bo suknie potrzebuje przed swietami. 

Trzecie to o czym moze wspominalam: postanowilam zaangazowac kogos do wyzbierania zoledzi z grzadek bo juz niektore kielkuja a nie potrzebuje nowych debow wsrod bratkow. Ich sie nie da wydmuchac ani wygrabic, musi sie zbierac jeden po jednym. Gdy bylam mlodsza, nawet jeszcze rok temu, sama sobie to robilam i nawet z przyjemnoscia - bo mamy bardzo przyjemne jesienie, robota nieciezka jesli sie ma mocne kolana i krzyze, wciaz ktos ulica spaceruje to i zatrzyma sie by pogadac - same przyjemnosci.

 W tym roku nie czuje ze to moge robic bez konsekwencji a poniewaz mam miec piecioro gosci na swieta to nie szukam klopotu zdrowotnego.

 Ociagalam sie z napisaniem ogloszenia na naszej sasiedzkiej stronie internetowej ale w koncu zrobilam to dzisiaj wczesnym rankiem. Nie minela godzina odpowiedziala mi mamusia mowiaca ze jej nastolatka mi to zrobi bo ona wciaz pomaga sasiadom jako ze z zarobku oplaca sobie lekcje tanca. Nie podala ile corka ma lat ale stanelo na tym ze przyjada do mnie w czwartek albo piatek po szkole. Co tylko skonczylam z ta mama uzgadniac szczegoly dostalam dwie nastepne oferty - czyli ludzie/mlodziez chetnie podejmuje sie takich robot dla nich odpowiednich, chocby to byly glupie zoledzie.

 Mowie tak bo wciaz i wciaz wkurzaja mnie ci zebrzacy stojacy na kazdym skrzyzowaniu. Nigdy wczesniej tylu ich nie bylo a wiekszosc to ludzie, pomiedzy 20-30-40 lat, zdrowo wygladajacy. Ktos powie ze winna temu pandemia ale to tylko czesciowa prawda bo tylu miejsc oglaszajacych ze zatrudniaja tez nigdy wczesniej nie widzialam. Czyli praca jest tylko chetnych brak. Rzad bardzo pomaga niepracujacym a oni swe czeki dostaja w formie... czeku lub voucherow a tego nie mozna zuzyc na kupno alkoholu czy nikotyny wiec po to zebraja na inne potrzeby zyciowe majac datek od panstwa. Czy gdybym takiemu zaproponowala zbieranie zoledzi podjalby sie tego? Na pewno nie bo przeciez na swoje wyzebrze stojac bezczynnie, po co mialby sie schylac milion razy?

 Jestem bardzo zadowolona ze zglosila sie mloda dziewczyna z rzeczywista potrzeba pieniedzy, na dobry cel. Moze dostanie nawet wiecej niz planowalam zaplacic, niech ma zachete do pracy. Przy tym wciaz pamietam ze moje dzieci tez sobie wciaz dorabialy zaczynajac od mlodego wieku 13 lat wiec wiem jak to jest. 

  Sumujac i nie wiedzac jak mi wyjdzie u nowej krawcowej moge ocenic ze wczorajszy dzien byl udany na 2/3 co i tak niezle.

 Wczoraj mielismy + 20 st w sloncu, w aucie musialam dmuchac klimatyzacja na calego, zwlaszcza gdy pod rzad sluchalam dwoch utworow Guns 'N Roses  bo mam niezlego bzika na ich punkcie.

  Nie majac odpowiednich do tematu zdjec pokazuje maly fragment grupy bratkow a mam ich 7 wzdluz domu - i kupe lisci :(((((((  


 
 

14 listopada 2021

DWA "KONIEC SWIATA" . . . . .

. . . . . a jeszcze sie weekend nie skonczyl. Na poczatek pokaze widok jaki spotkalam wczoraj na trasie : a to znaczy ze jakies dziecko na gwiazdke otrzyma fajnego jeepa.



 Moj "koniec swiata" mial miejsce dzisiaj rano gdy sie po kapieli ubieralam zakladajac ulubione legginsy. Mam mase popielatych ale te byly nadzwyczaj lekkie w dotyku i w sam raz obcislymi. Ubralam i co widze?



 Nie mam pojecia jak to sie stalo wiec winie pralke i podeszly wiek legginsow.

 Nastepnie, gdy juz po sniadaniu i ogolnym porannym uprzatnieciu myslalam ze spokojnie zabiore sie do pedicure otrzymalam codzienny telefon od syna mowiacy ze ogolnie nic nowego i co mysle o "koncu swiata" u jego siostry czyli mej corki? Oczy a raczej uszy wystawilam bo nic nie slyszalam ale jako ze chodze spac wczesnie moglo byc iz dzwonila i rozmawiala jedynie z ojcem.

 Musze sie cofnac z opowiescia by poinformowac ze corka i ziec sa obecnie w tym miejscu gdzie rok temu brali slub bo sami sobie obiecali ze wszystkie rocznice tam beda spedzac a przy tym gdy rok temu przebywali w wybranym hotelu i SPA jako nowozency otrzymali ogromna znizke jesli bede co roku korzystac z miejsca i SPA, taka ktora da im 80 % nizsza cene. Sa wiec tam od piatku a wczorajszy dzien w duzej czesci spedzili w SPA mowiac ze to meczace bo ich przeganiano z zabiegu na zabieg, sauna malo ich nie wykonczyla i calosc dlugo trwala. To bylo wszystko co osobiscie slyszalam i tylko wiedzialam ze wieczorem maja pojsc na specjalna kolacje do Niemca ze swymi przyjaciolmi ktorzy razem z nimi tam przyjechali.

Syn, zdziwiony ze nic nie wiemy, opowiedzial mi o  tym koncu swiata bo pozno w nocy dostal od siostry placzliwy telefon. Jednoroczni malzonkowie i ich przyjaciele byli na tej kolacji, przyjaciele oczywiscie glosno na cala sale oznajmiajac o rocznicy, sala zaczela klaskac, spiewac, podchodzic do stolika by osobiscie zlozyc zyczenia i od reki robic sie przyjaciolmi bo w takich okolicznosciach ludzie sie latwo brataja . Pozniej, gdy przyszlo sie rozjezdzac czesc ludzi wyszla z moimi na parking jeszcze tam sie obejmujac i calujac po policzkach.

 Ale jako ze wszystko co dobre ma swoj koniec wreszcie dotarli do hotelu i wielce zmeczeni mieli pojsc spac gdy to kapiacy sie John oznajmil ze zgubil obraczke!!!!!! Nigdzie jej nie ma!!!!! Pierwsze oczywiscie przeszukali pokoj i lazienke, szuflady i walizki choc to troche nie robilo sensu. Nastepnie obudzili dyzurnego konsjera by im otworzyl SPA - choc i tam nie mogl John obraczki zgubic bo jest zakazane przychodzic z bizuteria, portfelem, mozna jedynie miec klucz od pokoju i telefon.

  Zostala tylko restauracja dokad pojechali znowu w srodku nocy a jeszcze byla czynna. Szukano tej obraczki po calej sali, toalecie meskiej i  od "wypadku" damskiej tez, sprawdzono parking na ile ciemnosci pozwolily - a obraczki nie ma. John jest pewny ze ja mial idac na kolacje wiec jedyny wniosek ze zgubil w restauracji, prawdopodobnie gdy wycierajac rece papierowym recznikiem sciagnal ja z palca. Ale to mu przyszlo do glowy gdy ponownie wrocili do hotelu wiec mieli plan wczesnym rankiem (dzisiaj) wrocic jeszcze raz do restauracji, przegladnac parking w swietle dziennym a takze poprosic by im pozwolono przegladnac smieci z toalety.

 Osobiscie glosuje za tym ze John zgubil obojetnie gdzie, ktos znalazl i postanowil zatrzymac bo ta obraczka ma wartosc 3 tys - i na tym sprawa sie konczy .

 Corka przyjela to za zly znak i to ja najbardziej dobija - podobno szlocha i placze ale nadal nie mamy od niej telefonu.

 Syn, rozmawiajac z nimi, podszedl do tego po mojemu - to nie zaden znak, to nie zaden zly zwiastun, po prostu zguba obraczki i tyle, kupicie nowa. Malzenstwo nie zalezy od obraczki tylko od ludzi o czym on sam dobrze wie. Ale mogl sobie tak powtarzac w kolko Macieju bo ani corce ani zieciowi to nie pomoglo.

 Zastosowal inna taktyke tez przypominajac im jak to slub odbyl sie 13tego i w piatek a malzenstwu w niczym nie zaszkodzilo, przypomnial ile to dziwnych i niezbyt wesolych wydarzen mialo miejsce tuz przed slubem ( pamietacie moze? : syn zapomnial przywiezc garnitur, maz spadl ze schodow, bladzilismy jadac do tego zadupia bez GPS-u bo tam nie dosiegal, itd) a sam slub byl przepiekny, udany i  nawet ciekawy dzieki tym wydarzeniom.

 Tu dodal iz on i jego nowa zona sami maja swa 2ga rocznice - jutro - ale beda celebrowac dzisiaj bo wygodniej w swieto niz dzien pracujacy. Oboje z zona gdy uslyszeli o zgubie Johna smiejac sie orzekli za na swa uroczysta kolacje od wypadku pojda bez obraczek . 

Podejrzewam ze ciag dalszy nastapi.

 Mowie Wam - nie ma u mnie nudy :) 


CIAG DALSZY :

Znow od syna dowiedzielismy sie ze obraczka sie znalazla !!!!!!! Wczesnym rankiem moi i ci ich znajomi z ktorymi przyjechali, jeszcze raz odwiedzili restauracje by ja szukac. Ta restauracja jest czynna od 4tej po poludniu do 2giej w nocy wiec duze sprzatanie sal odbywa sie rano czyli zastali podlogi jeszcze ani nie pozamiatane ani nie umyte. Wypatrzyl ja Jason, ten wspolny przyjaciel, gdzies w kaciku. Podobno moi przeszczesliwi ale nadal do nas nie pisneli ani slowka na ten temat. Pytalam syna o powod to powiedzial ze zadzwonia, opowiedza gdy im cale nerwy i stres przejda, gdy beda mogli cale zajscie przekazac w sposob spokojny a nawet moze zartobliwy .