Juz widze ze jestem w nich cialem a nie duchem a mam na mysli Ducha Swietecznego.
Mimo pewnych ulatwien spowodowanych przeprowadzka gdyz ona spowodowala ze tylko jedna osoba w postaci syna - ktory juz jest z nami - musial dojezdzac, mimo polskiego sklepu ktory nas zaopatrzy w pewne polskie wyroby dawniej sprowadzane , mimo ze u corki stoi piekna choinka, ze zewnatrz ma dom ozdobiony, ze mimo zapowiadania iz prezentow nikt nie potrzebuje to jednak nazbieralo sie ich sporo - absolutnie nie czuje radosci z tej okazji.
Oczywiscie ze smierc meza rzucila cien na celebracje, ze robimy wszystko jak w kazde inne swieta ale jak dobrze zaprogramowane automaty.
To teraz - a gdy zejdziemy sie przy wigilijnym obiedzie z jednym pustym nakryciem to nie obejdzie sie bez wspomnien, zalu i placzu. Wiec nie, nie jestem ani gotowa na to, ani nie mam motywacji jaka mialam w poprzednich latach.
Patrze by juz bylo po Swietach.......

Urok świąt skończył się dla mnie wraz z dzieciństwem. Potem był to rodzaj obowiązku, miłego gdy dziecko było małe, a potem ilekroć tylko mogliśmy to wyjeżdżaliśmy w tym okresie w góry. A teraz to po prostu rodzinne spotkanie. Chłopcy mają okazję siedzieć przy stole z dwiema swoimi babciami, bo dziadkowie już niestety obaj w innym wymiarze- ich dziadek ze strony ojca to zmarł gdy zięć był jeszcze b. małym dzieckiem, no a dla mnie to już szóste święta BN bez A. i tak samo trudne jak te pierwsze z 2019 roku. Bo to nie jest prawdą, że czas leczy rany. Trzymaj się Serpentynko, jakoś to wszystko przeżyjemy, przytulam;)
OdpowiedzUsuńSerpentynka chyba była dawno rozwiedziona
UsuńAnabell - w moim zyciu tez Swieta mialy wiele obliczy - czesto dyktowane tym co rynek ofiarowal, wiekiem dzieci. Od czasu wybycia dzieci z domu traktowalam je bardziej jako okazje spotkania sie w komplecie do czego czasem dolaczaly sie wnuki.
UsuńJak Ty mysle ze pewne rany czas tylko lagodzi, ze nigdy calkiem sie nie goja a to tyczy nie tylko smierci kogos bliskiego.
Przezyje te swieta patrzac na smierc troche inaczej niz dzieci, pragmatycznie, wiedzac ze wczesniej czy pozniej nikogo nie ominie - one nie moga sie pogodzic z mysla ze rodzice sa smiertelni. Nawet teraz gdy czesciowo widza ze to mozliwe, nie chca sluchac gdy informuje co prawnie przygotowalam na wypadek mej wlasnej.
Wiec nie bedzie w tych swiatecznych dniach dawnej swobody, radosci, wyglupow - i nic w tej sprawie nie moge zrobic, musza sami sie z tego otrzasnac.
Tym razem bede gotowac w dwoch roznych kuchniach, Wigilia bedzie u corki, obiad swiateczny u mnie :(
Oba koty zwariuja bo nie przyzwyczajone do zamieszania w ich krolewstwach.
Anonimowy - mylisz sie, nigdy nie bylam rozwiedziona a gdyby nawet to nie zmieniloby zalu po stracie.
UsuńZawsze tak jest, ze z jednej strony coraz mniej tej rodziny przy stole wigilijnym, a z drugiej dochodzi nowe pokolenie i wyrownuje sie liczba biesiadnikow. Ale kiedy ktos odchodzi i trzeba przezyc ujakos te pierwsze swieta "bez", to jest to trudne. Bo przeciez oni byli zawsze, wiec jak to tak. Nie da sie wyjac tych swiat z kalendarza, po nich przyjda nastepne, czas sie nie zatrzymuje.
OdpowiedzUsuńWlasnie tak bedzie - ten pierwszy raz ktory tez uwazam za najciezszy dla wszystkich.
OdpowiedzUsuńJak mowisz - czas leci, jeszcze pare dni i bedzie po wszystkim.
Pea, ktora jak wiesz nabrala dziwnych zwyczajow, jakby po wczesniejszym pobyciu syna u corki choc zwalaja na Belle, jeszcze bardziej zdziwaczala bo teraz gdy on znowu tam jest wogole nie uzywa kuwety oba interesy zalatwiajac na dywanie. Jej kuweta jest umieszczona blisko jego sypalni/lazienki. Corka postanowila przeniesc kuwete do innego pokoju .
Bella od poniedzialku, dnia wizyty, nie rozmawia ze mna, odgania mnie i tylko w nocy raczy spac przy mnie. Mowie Ci koty zwariowaly tak jak caly wspolczesny swiat :)
Też tak miałem, gdy odeszło kilka osób, z którymi zawsze spędzałem święta. Pierwsze święta bez niej... Pierwsze święta bez niego... A to on zawsze przebierał się za Gwiazdora i wszystkich rozśmieszał... Teraz tęsknię do świąt już tylko dlatego, że to jedyna okazja, żebyśmy się wszyscy zeszli. Jak długo jeszcze?
OdpowiedzUsuńDokladnie - choc bysmy nie wiem jak sie wysilali to zawsze da sie odczuc brak osoby, atmosfery jaka robila, dawala odczucie calosci. A pusty talerz i krzeslo tylko doloza do chmuru smutku.
UsuńNo i wiadomo ze dzieci odczuwaja to bolesniej.
Każdy ma jakieś smutki i tęsknoty, teraz to frajda głównie dla dzieci.
OdpowiedzUsuńRadość wnuka jest bezcenna 😉
Wspomnienia to wielka wartość, zwłaszcza te najlepsze.
jotka
O tak - widzialam ta radosc u swych dzieci gdy byly male, pozniej wnukow.... Ta radosc nadal istnieje ale jest oparta na innych czynnikach. Zreszta czyz nie bylo podobnie ze mna?
UsuńJedno jest wiadome - takich swiat jakie mielismy w dziecinstwie juz nigdy nie doznamy.
Doskonale Cię rozumiem, Kochana. Święta były fajne w dzieciństwie. Potem już niekoniecznie. Teraz przygotowuję je ze względu na wnuki.
OdpowiedzUsuńW tym roku to będą pierwsze święta "bez", święta w strachu o życie cioci. Dla mnie bedą smutne.
U nas tez bedzie gorowal smutek, duzy brak kogos. W dodatku maz byl ta dusza towarzystwa.
UsuńZycze by zdrowie cioci poprawilo sie.
Wszystkiego najlepszego i wesołych świąt, mimo, że na pewno będą inne. Ale musi być radość życia, koniecznie. Pozdrowienia - smacznego jedzonka.
OdpowiedzUsuńAnna
Dziekuje Aniu - Tobie wzajemnie zycze udanych, radosnych Swiat, zeby nic nie zaklocilo radosci .
UsuńDziękuję Ci bardzo za tę refleksję, trafiła w mój czuły punkt.
OdpowiedzUsuńWprawdzie nie poniosłem ostatnio żadnej straty w kręgu najbliższej rodziny czy przyjaciół, ale z upływem lat czuję jak mój świat szybko się kurczy - składają się na to dorastanie i oddalanie się naszych wnucząt, zmiany otoczenia (potęga mediów i komercji) i oczywiście kurczenie się moich zasobów sił i energii.
W rezultacie jakoś nie potrafię wykrzesać w sobie wiele entuzjazmu na nadchodzące dni.
Pozdrawiam serdecznie.
U mnie bardzo podobnie i wyglada ze nadchodzi z wiekiem - troche inaczej niz dzieci odbieram ten nieodwolalny fakt zycia.
UsuńUrzadzamy swieta wedlug szablonu wypracowanego od lat a jednak beda inne i nie calkiem radosne.
Tez nie ma we mnie entuzjazmu , w dodatku wiem ze zwlaszcza Wigilia bedzie traumatycznym wydarzeniem. Corka nadal co pomysli to poplakuje.....
Smutne takie rozmyślania, bardzo. Święta maja urok dla dzieci, dorośli mogą różnie świeta przeżywać, a jak się kogoś straciło to wcale nie chce się mieć tych świat, bo bardziej boli.
OdpowiedzUsuńChociaz robimy wszystko jak co roku to nie da sie rozgonic tej wciaz towarzyszacej nam mysli a gdy dojdzie do Wigilii to juz wiem ze nie obejdzie sie bez lez.
OdpowiedzUsuńTo beda ciezkie Swieta, Tereso, bardzo mi zal dzieci ktore ogromnie przezywaja smierc ojca.
Rozumiem Cię doskonale. Na to nie ma rady, trzeba przeżyć i tyle. Ściskam!
OdpowiedzUsuńTak robimy, niemniej te swieta nie beda beztroskimi.
OdpowiedzUsuńZycze by Twoje byly udane i radosne, duzo nowych ksiazek gwiazdkowych.