12 lipca 2026

NADAL......

....nie mam o czym pisac tym bardziej ze nauczona przeszloscia tematow politycznych czy spolecznych nie chce poruszac.

Dziele sie wiec tematyka spraw rodzinnych co nie koniecznie jest ciekawe dla blogowiczow.

Opisze projekt przeprowadzki syna z Bostonu tu do nas czyli miejsca zamieszkania corki/ziecia i mnie - na Floryde ktoremu juz urosla juz broda ze starosci ale moznosc przeprowadzki byla uzalezniona kilkoma warunkami wiec czekalismy az wreszcie nadchodzi pora, rawdopodobnie pod koniec sierpnia. Jednym z warunkow - oprocz ogolnej niecheci jako ze syn jak ja nie lubi tutejszego klimatu i wciaz jednakowej przyrody - bylo to ze oddali go to od synow. Obecnie juz drugi, mlodszy, wyjedzie na swa uczelnie wiec ta przeszkoda zniknela - beda sie wzajemnie odwiedzac.

 Gdy tylko zrobilo sie coraz blizej rozpoczecia dzialan w tym kierunku ziec zaczal miec powazne problemy z kregoslupem a jako ze zawiodly wczesniejsze metody leczenia orzeczono ze tylko operacja moze pomoc. Czekal na nia jak na zbawienie bo wczesniej musial przejsc przez inne metody leczenia a zalecone przez ubezpieczalnie co trwalo kilka miesiecy az w koncu mialo sie stac jutro, 13 lipiec. By jeszcze bardziej zieciowi wydluzyc meki i czekanie to od piatku lezy z ciezka grypa i goraczka przez co operacja zostala odwolana. Dostanie nowy termin gdy wyzdrowieje ale jak odlegly to nie wiadomo gdyz on chce sie trzymac tego samego chirurga, nie korzystac z innego chocby nawet dawal wczesniejszy termin. Ta operacja unieruchomi go na dosc dlugi czas - nie wiemy na ile bedzie sprawny by sie samemu obslugiwac - glownie czy bedzie mogl bez pomocy uzywac toalete, co wiemy to ze nie bedzie mogl wrocic do pracy, jezdzic autem przez 6 tygodni. Plan byl taki ze pierwszy tydzien po operacji corka wezmie urlop opiekunczy, pozniej ja bede pielegniarka, zaopatrzeniowcem, ta ktora przygotowywuje posilki a takze zajmuje sie kotem i kwiatami - gdyz corka musi rozsadnie rzadzic sie urlopem czesc trzymajac na wyjazd do Bostonu by synowi zorganizowac przeprowadzke.

 Wtedy wygladalo niezle, bezkonfliktowo jako syn musi opuscic obecne mieszkanie z konczem sierpnia bo wtedy wygasa mu umowa. Administracje apartamentow robia tak ze o dacie wyprowadzki albo zamiaru nie przedluzania umowy chca wiedziec 2 miesiace wczesniej - jesli sie tego nie dotrzyma mozna nadal mieszkac ale placi sie inaczej , duzo wiecej, czego kazdy stara sie uniknac. Wygladalo wiec ze jesli operacja ziecia i najgorsze tygodnie rekonwalescencji beda miec miejsce lipiec i moze poczatek sierpnia to pozwoli uniknac zderzenia sie dwoch wydarzen - ale przesuniecie operacji ziecia duzo zmienia i zostawilo nas w wielkiej niewiadomej. Ja w duchu mysle ze latwiej jest uzgodnic dzien operacji na taki dogodny nam wszystkim - jednym slowem danie przeprowadzce pierwszenstwo ale nie mowie tego na glos by mnie nie obrugano a moze nawet wypisano z rodziny. Uzgodnienie nowego terminu to sprawa jednego telefonu czy wizyty - przesuniecie daty wyprowadzki syna jest bardziej skomplikowane i angazujace wiele firm - jego administracja mieszkaniowa, prad, woda, internet i moze wiecej o ktorych nie wiem, a takze przeciez trzeba zamowic firme przeprowadzkowa, druga do przewozu samochodu a te firmy i agencje gdy juz umowione jest ciezej przesuwac  no i takze miec tutejszy apartament oplacony i klucze w reku. A syn nawet nie zdecydowal ktory z trzech kandydatow wybiera zwalajac ta decyzje na nas. Z tych trzech ja jednego nawet nie biore pod uwage a corka tak wiec co narazie nie zgadzamy sie miedzy soba. Powtorze - ja naprawde mysle ze prosciej poczekac z operacja na po przeprowadzce co dawaloby takze inna korzysc - bo gdyby syn tu juz byl to tez moglby pomagac w pielegnowaniu ziecia a takze byc mu towarzystwem. Co wiecej - przeciez musimy rowniez znalesc czas na urzadzanie nowego mieszkania syna bo absolutnie kobieca reka bedzie przydatna. 

 Gdy tak z corka rozwazalysmy te rozne opcje jak sprawy moga sie obrocic, na co musimy byc przygotowane, corce przyszedl do glowy jeszcze jeden problem ktory pozornie jest smiesznym ale nie dla syna - jego KWIOTKI !!!!!

 Gdy sie urzadzal w obecnym apartamencie to od znajomych dostal doniczkowe kwiaty, 4 albo 5 roznych jako ze ciezko obdarowac kogos kto wszystko ma, na dodatek singla. Wtedy te kwiaty byly mlode ale z czasem sie rozrosly i zmusily nawet do rozsadzania z czego zrobilo sie ich pewnie z 10 albo wiecej. Syn dawal im super opieke - ma trzy rodzaje ziemi by kazdy kwiat otrzymywal odpowiednia, uzywa nawozow scisle przeznaczonych do gatunku, skorupy z jajek magazynuje i pozniej mieli je walkiem do ciasta na drobniutki pyl dodajac do ziemi. Gdy przyjezdzal do nas co czasem trwalo 2 tygodnie a czasem miesiac uruchamial system podlewania co bylo duza robota - od kuchennego kranu rurka rozprowadzala "kroplowke", wode do innych rurek a te miala kazda doniczka. Jak mu sie chcialo to nie wiem - ja mam jednego zywego kwiatka i wydaje mi sie za duzo. Syn wciaz przysyla nam zdjecia tych kwiatow bo naprawde dobrze mu sie chowaja, sa dorodne, zdrowe i kwitna a on jest bardzo z nich dumny.






 Wczoraj wiec po raz setny obgadujac i ustalajac co i jak zaleznie od sytuacji corka mi mowi ze dotarl do niej dodatkowy problem - te kwiaty - bo syn ich absolutnie nie porzuci czy rozda tylko bedzie chcial je tu przywiesc a nie mozna przywozic roslin z jednego stanu do innego, firma przeprowadzkowa odmowilaby ich zabrania. Jedyny ratunek to przywiesc samochodem.

Wtedy ja sie zlapalam za glowe bo podroz samochodem z Bostonu do nas to bardzo dluga wycieczka w porownaniu do samolotowej. Samolotowi zajmuje 3 godziny, samochodowi kilkanascie, 1459mil = 2349 kilometrow.  Pamietam ze gdy w roku 2008 pomagalismy synowi w przeprowadzce z Arkansas do Bostonu a byla robiona przez nas samych - owczesna zona i malency synowie polecieli samolotem, przyjaciel syna obeznajmiony z prowadzeniem duzego trucka przewozil meble, syn jeden z ich samochodow a maz i ja jechalismy ich drugim samochodem. Co prawda nie spieszylismy sie i mogli po drodze stawac na posilki i toalety, ale i tak meza umeczylo wiec nocowalismy w hotelu. Ile godzin nam zajelo nie pamietam ale co najmniej 15, noclegu nie liczac. 

Gdyby tak sie stalo przez te kwiaty to oczywiscie byloby ich dwoje kierowcow do zmieniania sie ale syn nie moze prowadzic samochodu dluzej jak godzine na raz wiec glownym kierowca bylaby corka. Co narazie nie mowimy synowi o tej niemozliwosci przewozu kwiatow by go nie denerwowac a moze i calkiem zrezygnowac z przeprowadzki, hehe ale moze sie stac ze przyjada samochodem. Oszczedzi to oplate jego transportu ale czy warto oplacic trudem i czasem? Nie bardzo.

Radzilam mu zaczac pomalu pozbywac sie zimowych ubran i butow tu niepotrzebnych oprocz paru na wypadek gdyby sie w zimie wybral odwiedzic synow ale odmowil mowiac ze przywiezie wszystkie bo gdy mu sie na Florydzie nie spodoba to wroci do Bostonu. Troche racji w tym jest a takze swiadczy jak nadal brak mu ochoty na mieszkanie w tropikach.

Kiedy i w jakiej kolejnosci sie nam pouklada nie wiem, co wiem to ze dwa nadchodzace miesiace beda bardzo meczace - nawet dla Belli bo zanosi sie ze w swoim domu bede gosciem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz