Znajoma Kryska zatrudnila mnie jako zegarynke, proszac o wczesnoporanny telefon, 4:40.
Leci bowiem do Szwecji by odwiedzic swa siostre. Wie ze Serpentyna cierpi na bezsennosc i zawsze jest na nogach grubo przed ta pora.
Kryska natomiast spi zdrowo i mocno a rozpoczynajac prace o dziewiatej moze sie kazdego ranka wylegiwac do osmej a w weekendy ile sie jej podoba - w te poranki budza ja psy spragnione pojscia do ogrodu za swoja potrzeba. Mowila ze nastawi budzik, ze zaprogramuje telefon ale zwyczajnie zna siebie sama na tyle iz podejrzewa ze to moze nie wystarczyc, ze najlepszym sposobem bedzie gdy zadzwonie i jako sprawdzian jej przytomnosci zapytam ile jest 6 x 7? I bede dzwonic i pytac az do uzyskania prawidlowej odpowiedzi.
Zrobilam o co prosila a telefon odebrala za drugim podejsciem. Brzmiala polprzytomnie ale wynik podala prawidlowy co znaczy ze mimo nienormalnej pory przebudzenia ma jakas kontrole nad umyslem.
Przy tej okazji znow mi sie pomyslalo jak ludzie sa rozni. Wychodzi to nie tylko przy okazji jakichs wielkich wydarzen kiedy nasza osobowosc ma okazje wykazac sie postawa i charakterem ale takze w drobnych i niewaznych zwyczajach.
Oczywiscie zawsze porownujemy kogos ze soba bo to pierwsze co sie narzuca nie mowiac iz najlatwiej bo my najlepiej siebie znamy.
Nigdy nie bylam spiochem, nie wylegiwalam sie porankami, nawet w weekendy. Jakos mialam swoj wlasny, naturalny budzik ktory zawsze zrywal mnie na nogi o tej samej porze a w dodatku posiadalam zdolnosc calkowitego przebudzania sie, bez ociagania sie, bez okresu bycia zaspanym, bez snucia sie polprzytomnie po mieszkaniu jak lunatyk. Natychmiastowa kawa tez byla pomocna. A gdy zdarzylo sie ze nalezalo wstac wczesniej bo czekala mnie podroz albo istnialy inne powody do wczesniejszego przebudzenia to wystarczalo mi "wbic" sobie do glowy ze musze obudzic sie np. o trzeciej nad ranem i zawsze to dla mnie pracowalo - budzilam sie o wymaganej porze niemal co do minuty. Pewnie ze korzystalam z budzika, bo nigdy nic nie wiadomo ale okazywal sie niepotrzebny.
Zdarzalo sie ze dostawalam telefony o przeroznych nocnych porach, najczesciej od dzieci bedacych w klopotach i wciaz byli zdziwieni ze odbieram najpozniej po drugim sygnale a rozmawiam inteligentnie, nie jak ktos zaspany i zdezorientowany. Nawet stac mnie bylo na dobre rady, na podpowiedzenie rozsadnego rozwiazania klopotu.
A gdy mnie wypadlo dzwonic do kogos w srodku nocy to spotykalam sie z zaspaniem i absolutna nieobecnoscia w rzeczywistosci. Az mialam wyrzuty sumienia ze budze i przerywam.
Sama nie wiem czy zazdroscic ludziom z mocnym snem czy nie. Bardzo pragne byc wyspana i wypoczeta ale jesli dlugi sen, pozne poranki burzyly by moja rutyne, powodowaly przesuniecia i opoznienia w zwyczajowych zajeciach, powodowaly ciagly pospiech albo odlozenie zaplanowanej czynnosci - to wcale nie chce takiego spania.
Bezsennosc jest straszna i meczaca a ponadto powoduje iz wczesnym wieczorem, kiedy ludzie funkcjonuja, korzystaja z tego na co nie ma czasu w ciagu dnia, jak tv, kino, wzajemne towarzystwo - wtedy ja jestem spowolniona i niechetna do aktywnosci, nic nie potrafi utrzymac mego zainteresowania bo jedyne czego pragne to pojsc do lozka.
Byc spiochem zle, nie spac tez niedobrze. Eeeeech ;)
Nie zazdroszcze ci Serpentyno - uporczywe niedosypianie odbija sie na zdrowiu.Na calym systemie odpornosciowym, ktory zaczyna szwankowac. Tylko ze ludzie sie roznia, ci ktorzy potrzebuja wiecej snu po prostu spia, a ci ktorzy mniej - snuja sie po mieszkaniach :)) Jesli w ciagu dnia funkcjonujesz normalnie i wstajesz rano bez problemow - to mysle, ze twoj organizm dokladnie wie , ze potrzebujesz mniej snu niz inni. Szybciej sie kladziesz, szybciej zasypiasz, to i szybciej wstajesz. Ja jestem akurat twoim przeciwienstwem. Lubie dlugie wieczory i z zalem ide do lozka, bo szkoda mi dnia, nawet o 23.00.Za to rano, godzina 7.00 to dla mnie srodek nocy, mecze sie okrutnie aby wstawac o tej porze do pracy, a w wikendy odsypiam ile moge. Tak jestesmy zaprogramowani, obserwuje te roznice w spaniu miedzy ludzmi - chyba jest jakos pol na pol? Sowy i skowronki , prawda? Mam kolezanke , ktora chodzi spac o 20.00 i zupelnie nie rozumie, czemu budzi sie regularnie o 2 w nocy i juz nie moze spac. Ale ona ma do tego czasu 6 h snu, wiec jest to calkiem sporo. Widac jej organizmowi wystarcza w zupelnosci. No mnie nie :)) Potrzebuje 8-9 h snu, bo jak nie, to jestem wlasnie polprzytomna, zmeczona, nie moge funkcjonowac. All in all ty masz chyba lepiej;))) Za wszystko i tak odpowiada chemia w naszym mozgu i tzw. chemical balance. Pozdrawiam i ziewaaaaaam, dzis sie nie wyspalam!!! za krotko bylo...
OdpowiedzUsuńWyobrażam sobie, że bezsenność musi być koszmarem. Ciągłe zmęczenie wykańcza i fizycznie i psychocznie. Ale i bycie śpiochem jest uciążliwe. Ja mam takie powiedzenie, że do 8 to się śpi po weselu.Nawet jeśli się kładę nad ranem, to wstaję między 7 a 8.30. Podobnie jak Ty, kiedy muszę wstać o określonej porze, to zawsze budzę się kilka minut przed czasem. Ale odkąd jestem na emeryturze i mam więcej czasu dla siebie, lubię się zdrzemnąć na kilkanaście minut w ciągu dnia. Nawet nie z konieczności, ale dla poczucia luksusu - że już mogę:)Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńCałe życie pózno się kładłam i wstawałam wcześnie, więc wciąż byłam niedospana. Teraz to sobie "odbijam", chodzę spać około 1-2 w nocy, śpię przeważnie 7 godzin i to mi starcza. W razie potrzeby zaprogramowuję się na określoną godzinę i zawsze budzę się przed budzikiem. Obudzona w środku nocy mogę siąść za kierownicą i jechać w drogę, nawet w trudne warunki pogodowe. Ale gdy coś mnie trafia, jakaś choroba - uciekam w sen, każdą chorobę przesypiam.Dla mnie sen jest wtedy lekarstwem.Miłego, ;)
OdpowiedzUsuńOj, dobrze wiem jak bezsennosc meczy, robi wciaz poirytowanym. A ironia losu jest to ze mam nadzwyczaj dobre warunki na spanie, z czego najwazniejszym jest iz nie musze sie nigdzie rano spieszyc. Jak wspomnialam nigdy spiochem nie bylam ale bezsennosc przyniosl przezyty szok emocjonalny a z tym nielatwo sobie poradzic. Slyszalam o ludziach "przesypiajacych" swe klopoty - niestety ja mam inaczej. Zbliza sie weekend wiec zycze Ci odespania calego tygodnia:)
OdpowiedzUsuńStrasznie meczy, Maskokropko. Jednego dnia sie zepsulo i nie moze wrocic do normalnosci. A mam na nie czas i inne komfortowe warunki. Dawno temu, jeszcze w mlodosci i w Polsce, gdy pracowalam na trzy zmiany, dwie-trzy godziny spania byly koniecznoscia ale nigdy nie przypuszczalam ze na starosc stana sie normalka. Kryska mnie zadziwila bo na ogol ludzie przed tak wielka podroza sa podekscytowani i nie spia jak kamien a musialam ja budzic kilkakrotnym dzwonieniem - gdyz chciala miec swa conocna porcje spania i juz!Pozdrawiam Cie serdecznie.
OdpowiedzUsuńMoje zwyczaje spania byly inne - spi sie w nocy, w dzien pracuje czyli bylam porannym ptaszkiem, przytomnym i gotowym do akcji od momentu otwarcia oczu. Jestem nim i teraz z tym ze pod wieczor ma energia spada do zera no bo nie mam za soba nalezytych godzin snu. Serdecznie Cie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa zasypiam szybko,lecz śpię jak zając na miedzy.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńI ja, zmeczona niewyspaniem, zasypiam szybko ale na krotko. Nieraz budze sie po godzinie, dwoch, niby wyspana, bez zdolnosci powrotu do snu, wkoncu znudzona lezeniem i rozmyslaniem, wstaje. A pozniej, w ciagu dnia, ciezko za to place. I ja serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa śpię mocno, ale też, obudzona, jestem przytomna i wiem, o co chodzi. Też najczęściej budzę się przed zegarkiem. Ale jak mam jakąś podróż, to noc wcześniej nie mogę spać, tylko już przeżywam, co będzie. Jedno, co się zmieniło, to mniej śpię, budzę się wcześniej i w miarę szybko wstaję. Dawniej spałam dłużej. Ja tez lubię obserwować różnicę między ludźmi, fascynuje mnie to:) Uściski ciepłe:)
OdpowiedzUsuńMilo slyszec ze istnieja osoby ktorych przy przebudzaniu nie musi sie pytac ile jest 6x7. Z wiekiem i ja blizej obserwuje zachowania i reakcje ludzkie. Wczesniej jakos bardziej pelne i pospieszne zycie nie pozwalalo na to, bylam bardziej zaabsorbowana rodzina i praca. Obecnie niby tryb zycia trzyma mnie z daleka od wydarzen, pracy, stycznosci z ludzmi ale nawet te mizerne okazje jakie mam daja okazje do obserwacji i czestego drapania sie po glowie :)Wzajemnie - cieple usciski.
OdpowiedzUsuńTak, bezsennosc jest okropna. Na szczęście nie mam problemów ze snem, z tym, że chodzę spac wcześnie /około 21, zimą wcześniej/ i wcześnie /jak na emerytkę/ wstaję, bo około 7 rano. Muszę miec conajmniej 8-9 godzin snu. Szkoda mi życia na wylegiwanie się. Jestem typowym skowronkiem, taki mam cykl biologiczny. Ale moja starsza siostra od 22 lat własnie ma problemy ze spaniem. A stało się to po nagłej śmierci jej syna. Niestety, ciężkie traumy skutkują. Pozdrawiam, Serpentyno :)))
OdpowiedzUsuńI ja ide spac wczesnie a przebudzam sie o okropnie wczesnych godzinach. Nawet te przespane to plytki sen i pelen przebudzen, wiercenia sie, nie dajacy wypoczynku. Jak u Twej siostry przezyty szok zaklocil i nie pozwala wrocic do normalnosci. Wczesne wstawanie odpowiada mi bo bedac porannym ptaszkiem duzo porobie z rana kiedy to mam najwiecej energii ale milo by bylo miec za soba spokojna, 7mio godzinna noc. Serdecznie Cie pozdrawiam, Gajo.
OdpowiedzUsuń6 x 6 i owszem Serpentyna. Ale z siódemką to i w dzień się muszę zastanowić he he. Należę do tych bardzo obowiązkowych. Nie potrzebuje budzenia jak jest taka potrzeba zawsze wstaję bez budzika. W czasie stresu cierpię na bezsenność. To jest straszliwa przypadłość. W ciągu dnia chodzę potem jak przymulona. Nie lubię nocnych telefonów. Długo potem nie potrafię spowrotem zasnąć.Miłego.
OdpowiedzUsuńJa musze sie zastanawiac nad 9x7, 8x7, dzien i noc, bo nigdy nie pamietam tych dwoch. Ale gdy sie przebudzam to przytomnie. Tak, bezsennosc meczy a gdy sie ja ma prawie trzy lata to bardzo przyspiesza starzenie - mysle ze przez ten czas z wygladu postarzalam sie wiecej niz za wczesniejsze 15. Zazdroszcze tym co moga spac spokojnie, stres nie stres.Moja znajoma Kryska tak ma - u niej przezucie zmartwienia czyli stres trwa moze dwa dni i dwie kiepskie noce a potem wraca do normy. Zasylam moc usciskow.
OdpowiedzUsuńSerpentyno, wydaje mi sie , ze caly czas meczy cie twoja psychika. Nie potrafisz albo nie chcesz jej wylaczyc. Mam wrazenie, ze zasypiasz z zamiarem rozprawiania sie z przeszloscia i terazniejszoscia i ze to nigdy nie daje ci spokoju...czy nie warto skupic sie wylacznie na sobie samej i swoich potrzebach? Czy nie warto isc do lozka z radoscia, ze mozesz wylezec sie i wypoczac i wyspac za wszystkie czasy? Tak jakby byla to dla ciebie nagroda - a nie kara...Tylko trzeba wylaczyc wszelkie mysli "do przodu" i " do tylu" - skupic sie wylacznie na tej nocy, ktora przed toba, wyobazic sobie, ze bedzie to cudna, mila , spokojna i dluga noc, i ze wypoczniesz, wyspisz sie, nie myslac o niczym - tylko o tym wlasnie, zeby sie wyspac....Mysl tylko o wlasnej wygodzie - o niczym innym, a dobry sen sam cie odnajdzie. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNie tutaj miejsce na pisanie o tym wiec tylko wspomne ze moja bezsennosc zaczela sie od pewnego szczegolnego dnia i trwa a poniewaz zarazem zmienilo sie me zycie i przyszlosc to niemozliwym udawac ze wszystko po staremu i dobrze. Czy nie myslisz ze probujac wszelkich sposobow stosuje i ten - pozytywnego myslenia? Zasylam moc usciskow.
OdpowiedzUsuńSerpentyno, zycie nigdy nie biegnie tak jak sobie zaplanowalismy. Jesli chcesz sie skupic na pozytywnym mysleniu i otrzasnac sie z tego co bylo, zeby moc normalnie zyc dalej - jako przyklad polecam zycie Doris Day. Niesmowite ile przeszla w zyciu upadkow, upokorzen, choroby, zostala oszukana i ograbiona ze wszystkiego na co w zyciu ciezko zapracowala przez wlasnego meza, a po jego smierci okazalo sie, ze zostawil jej jeszcze do splacenia dlug 500 tys.dolarow. Jak ona sie po tym podniosla, splacila to, odpracowala i zarobila na dalsze zycie nie mam pojecia. Do tego doszla jeszcze jedna o wiele gorsza tragedia : najpierw okropny wypadek, ktory jej syna pozostawil sparalizowanym, a potem jego smierc. Pochowala wlasne dziecko, a nie ma wiekszej tragedii niz to. To byla jej jedyna rodzina i najblizsza jej osoba. A Doris zyje nadal - prowadzi skromne, ale pogodne zycie w Kalifornii, ma 88 lat i poswiecila sie opiece nad zwierzetami. W kazdym razie przyjaciele mowia, ze jest pogodna , otwarta , zawsze milo rozmawia z ludzmi i cieszy sie kazdym dniem... Zawsze kiedy mi ciezko i mam momenty zalamania i braku sensu w zyciu - mysle o niej. I zawsze mysl o Doris Day wywoluje u mnie usmiech na twarzy i daje mi do myslenia, ze zawsze jest inne wyjscie i ze zycie nie konczy sie na jednym niepowodzeniu. I ze od nas zalezy co z nim zrobimy.Zawsze ja uwielbialam jako aktorke i za jej sposob spiewania , ale dla mnie najpiekniejsza jest wlasnie jako osoba prywatna, za to ze nigdy nie dala sie zyciu pokonac.
OdpowiedzUsuńGlowe dam ze pelno na swiecie takich cichych przezytkow ktorzy uporali siie ze swym zyciem i tragediami. Pewnie zajelo im troche czasu i cierpliwosci bo nic sie nie dzieje przez jedna noc. Serdecznie Cie pozdrawiam, Gino.
OdpowiedzUsuńCo to znaczy "cichych przezytkow " ? Brzmi to jakos mocno negatywnie. Pewnie i jest wiele takich osob, ale o nich nie wiemy, bo nie sa slawni. Doris Day to taki kwiatuszek wsrod swiata aktorskiego, zawsze przypominala mi rozkwitnieta stokrotke:)) Zawsze w pastelowch bielo-zolciach, zlote wlosy, ze zniewalajacym usmiechem , pelna niesamowitej energii i radosci zycia. Takie swiatelko, ktore ciagle swieci, choc tylko ona wie sama ile przeszla i ile ja to kosztowalo. A moze nie tak wiele? Wszystko zalezy jak podchodzimy do problemow.Bankierzy po utracie pieniedzy skacza z okien lub strzelaja sobie w leb, a byc moze Doris na wiesc o utracie calego dorobku ze wszystkich swoich filmow plus dowaleniu jej dlugu 500 tys. dolarow wzruszyla ramionami i powiedziala : "Eee tam, to tylko pieniadze, na tym zycie sie nie konczy, zarobie nastepne i juz. " Cos mi sie wydaje , ze to tylko i wylacznie kwestia podejscia do tej samej sprawy. Jesli chcemy widziec tragedie to ja widzimy, niektorzy w niepowodzeniu widza nastepna "opportunity".Pozdrawiam rowniez
OdpowiedzUsuńCisi przezytkowie to tacy ktorzy po cichu staraja sie sprostac swym tragediom. Mozemy z nimi pracowac czy w inny sposob miec z nimi codzienne kontakty a kompletnie nie wiedziec co ich dreczy. Nie, nie ma w tym nic negatywnego ani podejrzanego jedynie okresla sposob wyrazania stresu czy nieszczescia, to co sie czasem mowi o kims - ze dusi w sobie.
OdpowiedzUsuńSerpentyno, pierwszy raz spotykam sie z takim rozumieniem slowa "przezytek". Przezytek to "rzecz przestarzala, pozostalosc z przeszlosci badz potocznie czlowiek nienowoczesny" . Cichy przezytek skojarzyl mi sie z "ramolem", z jakas zupelnie przestarzala niedojda :)) A tu podajesz zupelnie nowe i pozytywne znaczenie - takich przezytkow to faktycznie warto znac :)) Rozumiem teraz o co ci chodzilo. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMoj "przezytek" to doslowne tlumaczenie slowa "survivor" z ktorym, mieszkajac w Anglii, powinnas sie spotkac. A moze byc nim nie tylko ten co przetrwa katastrofe natury naturalnej czy raka ale i kazda inna tragedie. Trudno mi uniknac mieszania polskich i angielskich pojec - u mnie dzieje sie to automatycznie i machinalnie umiem dostosowac do kontekstu.
OdpowiedzUsuńBezsenność dopada mnie od czasu do czasu, taka bardziej chwilowa niż stał, np na tydzień. pewnie wywołuja ja stresy, jak wszystkie inne zdrowotne problemy. ja zauważyłam, ze najlepszą porą na wstawanie dla mnie jest koło7, najczęściej przed. jesli śpię mniej niż 7,5h to sie prawie nie nadaję do życia, tzn może taki być jeden dzień "bo cośtam", ale nie na stałe. kiedyś mogłam siedzieć do późna, późna i mało spać. teraz już nie. pozdrawiam i życzę kolorowych snów :)
OdpowiedzUsuńSłowo ,,przeżytek,, powinnas sprawdzić w słowniku polskim, od czego komputer ? Znaleźć nie tłumaczenie a znaczenie. Śmieszne jest kiedy ktoś czytając inne blogowiczki nie umie pisać poprawnie ( nie chodzi o ogonki !)Nagminnie piszesz ,,napewno,, zamiast ,,na pewno,, i wiele jeszcze innych słów rodem ze wsi. Sorry za krytykę. Spij dobrze ( może jakieś środki ziołowe ?)
OdpowiedzUsuńOj Serpentyno, a ja zachodzilam w glowe skad ci sie to wzielo...Przetlumaczylas "survivor" doslownie, ale wyszlo cos o zupelnie przeciwnym znaczeniu!:)) Szczerze mowiac mam problem, jak przetlumaczyc jednym slowem survivor na polski - bo nie mozna tego okreslic jednym slowem, nie da sie! Slownik podaje : jedyny pozostaly przy zyciu, ten , co potrafi wyjsc calo z kazdej opresji, ten co przetrwal. Rzeczywiscie trudne slowo do tlumaczenia - ale kontekst trafiony.Tylko ten cichy przezytek mnie dalej bawi , sorry Serpentyno, ale wyszlo bardzo smiesznie :))) Sprobuj nazwac kogos tak dzielnego przezytkiem, toz sie obrazi :)))
OdpowiedzUsuńPewnie i "przetrwalek" by takiemu nie spasowal bo brzmi jeszcze smieszniej ;)
OdpowiedzUsuń"Przetrwalek " jest genialny Serpentyno, tylko brzmi troche jak "Przechwalek":)) Taka madrala, co to zawsze przetrwa :)) Ja wymyslilam "Przetrwalnik", ale to z kolei kojarzy sie bakteria albo owadem przetrwalnikowym:))) No nie ma sily, nie ma w jezyku polskim takiego slowa i juz!!! Buziaki
OdpowiedzUsuńPisze sie: ludzie,ktorzy przetrwali ciezkie czasy, katastrofy zyciowe,przezyli tragedie. Trzeba przemyslec zanim sie cos napisze glupiego!
OdpowiedzUsuńK, czy mozesz nie wtracac sie ze swoimi trzema groszami w moja rozmowe z Serpentyna? Jesli masz cos ciekawego do dodania, to napisz osobny komentarz. Rozumiem, ze raza cie bledy czy tez nietypowe wyrazenia autorki, ale juz nie raz wyjasniala skad sie to bierze. Moze sprobowalabys dawac wskazowki w troche mniej opryskliwy sposob? O jezyku i formie pisania mozna spokojnie dyskutowac, wymieniac sie uwagami, poprawkami itp., bez niepotrzebnych osobistych wycieczek.... A propos: jestes moze nauczycielka, polonistka ? Ja nie jestem ( tak, tak wiem, nie zaczyna sie zdania od "ja"...), natomiast jezykiem polskim i jego bogactwem interesuje sie od zawsze. Czytam teksty Serpentyny rowniez z ciekawosci, poniewaz jej sposob pisania jest nietypowy. Nie zawsze poprawny, ale nietypowy i interesujacy. Wlasnie ze wzgledu na jej dlugoletni pobyt w Ameryce i stosowanie wielu "kalek " jezykowych ( od slowa kalka, nie kaleka :)).!
OdpowiedzUsuńKiedys, dawno temu, mialam podobnie - odpowiednia ilosc snu, taka w sam raz a gdy zdarzylo mi sie spac dluzej to przynosilo odwrotny skutek bo powodowalo sennosc i opieszalosc. O obecnych sennych klopotach szkoda mi nawet pisac a moj stan to chroniczne niedospanie. Pewnie ze stres jest winowajca a tak ciezko pozbyc sie go. I Tobie zycze milych snow, Shaak Ti.
OdpowiedzUsuń