Post bedzie o takim wydarzeniu iz bardzo dobrze ze "zieloni" fanatycy nie znaja mojego adresu 😂
Ale po kolei -
do obecnego domu wprowadzilismy sie lekko ponad 10 lat temu, dziedziczac po wczesniejszych wlascicielach frontowy i tylny ogrod i styl w jakim byly obsadzone. Na przestrzeni lat pozmienialismy bardzo duzo chcac miec rosliny rosnace z roku na rok albo caly rok zielone, ostatnio wyzbywajac sie niektorych by grzadki/rosliny wymagaly mniej obrabiania.
Otrzymalismy w "spadku" rowniez duzo drzew, prawie wszystkich juz doroslych. Z poczatku tylko klony byly rozmiaru trzonka miotly, obecnie sa olbrzymami. Jednak rosna z takiej strony domu i odleglosci ze malo przeszkadzaja. Brzoza , tez dojrzala, robi swoj balagan ale jakos do spolki z ogrodnikiem dajemy rade utrzymac pod nia porzadek.
Najgorszym byl dab rosnacy na froncie, pod oknem jadalni robiac najwiecej balaganu a z kolei beda jedynym drzewem dajacym nam duza korzysc bo cien, taki cenny i przydatny w czasie naszych upalnych miesiacach letnich.
Gdy bylam mlodsza, a nawet jeszcze ze 2 lata temu, bez problemu utrzymywalam porzadek pod nia - zbierajac mniejsze i wieksze galazki, grabiac kore, zbierajac tone zoledzi z grzadek, jeden po jednym a w niektore lata bylo ich tyle ze wypelnialy pojemnik na smieci. Wybierac z grzadek musze bo inaczej kielkuja i robia sie male deby - te w trawie ogrodnik szreduje maszyna.
Poza tym gdy przyszla jesien zaczynaly sie liscie. One byly robota ogrodnika ale..... Co tylko wydmuchal i poszedl to za chwile byly nowe, czesc osiadajac na krzewach, wplatujac sie w galazki i wyplatywanie ich znowu bylo moja robota. To bylo moze gorsze niz zbieranie zoledzi. Dopiero po B. Narodzeniu drzewo robilo sie gole, moje sprzatania zakonczone oprocz dalszych galazeczek i kory - przekonalam sie ze deby sa brudnymi drzewami.
W koncu nadeszly czasy ze kolana i plecy przestaly mi pozwalac na ta gimnastyke a nazywam te zajecia tak poniewaz tak je traktowalam - jako mile zajecie w ogrodzie, w pieknej jesiennej pogodzie, gimnastyke, ruch, swieze powietrze. Przy tym zawsze przystanela jakas sasiadka albo dwie by polotkowac co tez bylo mila rozrywka.
Ale sie skonczylo - juz w tamta jesien musialam znalezc kogos do wyzbierania zoledzi (ogrodnik nie chce tego robic), a w tym roku nie udalo mi sie - ostatnio nikt nie chce pracowac chociaz tyle miejsc oferuje prace! Dawniej, dawniej latwo mozna bylo zatrudnic nastolatka do takich malych zajec - teraz nie, wysmiali by mnie nie slyszac taka oferte. Jutro ma przyjsc kobieta by obgadac mycie okien - tez mialam klopot ja wyszukac, nie tak jak przed Pandemia ze ludzie prosili o prace - teraz my prosimy i szukamy by zyskac usluge. Zapytam ja czy nie zna kogos, moze nastolatka ktory by zebral te zoledzie a moze ona sama zechce ?
W tym roku widzac jak ciezko znalezc zbieracza, ile trudu z utrzymaniem porzadku pod debem a tu przeciez opad lisci sie nawet nie zaczal, jeszcze dab zielony jakby nigdy nic, zdalam sobie sprawe ze po prostu juz nie dam rady lisciom ktore trzeba regularnie usuwac nie czekajac ogrodnika bo by nas zakopaly. Z bolem serca , majac na mysli strate cienia, zdecydowalam ze dotad a nie dalej - dab musimy usunac. Juz za pozno zapobiec zoledziowemu potopowi ale na unikniecie lisci w sam raz.
Zamowilam wiec fachowca i przyszedl dzisiaj (sroda) z pomocnikiem i calym sprzetem. Ma rowniez zeszredowac pniak a ogrodnik miejsce podsypie ziemia i polozy tam darnie.
Wyobrazcie sobie ze mimo iz tyle wysilkow i potow, nawet psioczenia ten dab mnie kosztowal, to patrzac jak ubywa mu najpierw konarow, potem pnia to zrobilo mi sie zalosnie - tym razem nie za samym cieniem ale calym drzewem - zdrowym, ogromnym, milym dla oka. Za te dziesic lat ktore tu mieszkamy widzielismy jak sie rozrasta, jak mu u nas dobrze, jak ptactwo i wiewiorki lubily sobie po nim skakac.
Jednak oprocz wygody dla mnie istnialy inne powody ze rozsadnym bylo je wyciac - moglo sie przy duzym wietrze zwalic na dom bo tak blisko roslo a takze jego korzenie zaczely wrastac pod podmurowke domu. To oznaczalo niebezpieczenstwo dla domu i nas.
Coz, trzeba bedzie sie przyzwyczaic do jego braku a w lecie zakrecac zaslony czego wczesniej oknu jadalni nie musialam robic.





Każdego drzewa szkoda, gdy są młode podziwiamy i dbamy.
OdpowiedzUsuńMoja znajoma tak zasadziła iglaki, ale po wichurach musiała ona i sąsiedzi wyciąć drzewa, które rosły za blisko domu.
Drzew żal, ale ludzi jeszcze bardziej, a nieszczęście gotowe...
Gdy drzewo przerasta wysokosc domu i rosnie bardzo blisko to robi sie niebezpieczne - nawet jeden konar moze sie odlupac i uszkodzic dach.
UsuńJuz wczoraj, dniu wyciecia, mialam probke tego jak braklo cienia, jak slonce prazylo w jadalnie - czyli jakim bylo pozytecznym.
Normalka. Wprawdzie nie musiałam usuwać wielkiego drzewa, ale "tylko" winobluszcz, który rozrósł się nadmiernie pod moją loggią i powrastał jak głupi pomiędzy szczebelki balustrady. Też miałam mieszane uczucia tak jak wtedy gdy znienawidzona teściowa spada moim nowiutki mercedesem w przepaść. A kilka lat wcześniej miałam pod loggią pnącze (caprifolium Tellmana), które też musiałam usunąć bo dorwała je jakaś zaraza i schło namiętnie. A duże drzewa rosnące blisko domu to spore niebezpieczeństwo. Z tego co pamiętam to w Polsce istniał przepis, że nie wolno sadzić drzewa w odległości bliższej niż 8 m od budynku mieszkalnego.
OdpowiedzUsuńSerdeczności posyłam;)
Ten dab i inne bo mam jeszcze inne, to sadzac po dojrzalosci jest resztka lasu ktory kiedys tu byl zanim wykarczowano i stworzono osiedla. My to pamietamy - zaraz po przybyciu bo obecne miasto bylo pierwszym w ktorym zamieszkalismy, zwiedzajac, szukajac pracy , widzielismy tutaj las. Gdy budowano domy pozostawiano czesc drzew by osiedle nie bylo lyse i smutne. Sa domy majace po szesc debow, klonow - o ci to dopiero maja multum lisci w jesieni.
UsuńBella zmusila mnie do zlikwidowania kwiatow domowych - i nawet dobrze, mam mniej roboty bez pielegnacji ich a majac tyle przyrody dookola nie odczuwam ich braku.
Mocno pozdrawiam.
Przez jakis czas bedzie Ci brakowac tego drzewa, no i ten cien, wiec dawal tez troche chlodu, to beda te minusy, ale te lezace wszedzie zoledzie to bylo nawet niebezpiecznie chodzic.
OdpowiedzUsuńMasz racje - musialam codziennie usuwac ze sciezki wiodacej do drzwi by sie jakis dostawca nie przewrocil i podal do sadu.
UsuńJuz wczoraj widzialam roznice jaka zrobil brak cienia - nie tylko grzalo w ten pokoj ale akurat on jest najwazniejszym miejscem obserwacyjnym Belli patrzacej na chipmunki - wczoraj wyraznie slonce ja razilo w oczy a takze bylo jej goraco siedziec na parapecie godzinami jak zawsze. Moglam zakrecic tylko czesc blinds by jej nie blokowac widoku.
To znaczy, że nie musieliście dostawać żadnej zgody na wycięcie tego dębu?
OdpowiedzUsuńJako mieszkanka bloku przez całe życie za dobrze nie wiem, ale wydaje mi się, że u nas nie da się tak wyciąć drzewa na własnej posesji.
Będziesz miała wreszcie spokój od tych żołędzi i liści, ale pewnie, że na początku będzie łyso i smętnie, w końcu przez te wszystkie lata przyzwyczailiście się do drzewa.
Nie, nie potrzeba pozwolenia.
UsuńTak, bede miec czysciej ale juz wczoraj mialam probke tego jaki ten cien byl pozyteczny a przeciez teraz slonce nie tak mocne jak w lecie. Mysmy wlasnie przez ten cien zwlekali i zwlekali z wycieciem tego drzewa zdajac sobie sprawe jak wspaniale jest jego ocienienie.
To przeczytalam:)
UsuńMoj ojciec kiedys zasadzil modrzewie pod blok iem. Dostal od znajomego lesnika sadzonki. Zapyta sasiadow czy wyrazaja zgode na wsadzenie tych drzew- wyrazili i nawet mojemu rodzicielowi pomogli je wsadzic- zagospodarowac. Drzewka sobie rosly. Dawaly latem mily cien, az tu nagle sasiadowi pietro wyzej( przechodzil akurat andropauze) cos odbilo, nie widzial ze swoich okiem zaparkowanego swojego samochodu, drzewa przyslanialy mu widok na miejsce parkingowe i ... wzial pile i pojechal po drzewach. Rozpoczela sie potezna klotnia sasiedzka. Tata nie mogl sasiadowi przebaczyc tego czynu. Okazalo sie, ze urzedowo nic nie da sie zalatwic. Nie mozna pociagnac sasiada do odpowiedzialnosci.
No i ... obaj panowie zaczeli sobie, od tego momentu, nawzajem dokuczac. Wojenke podjazdowa zaczeli prowadzic.
Niesamowite! Bardzo nieuczynny, zlosliwy sasiad i wandal pierwszej klasy.
UsuńA czy nie mogl korzystac z innego miejsca parkingowego, raczej w ten sposob rozwiazac problem zamiast zabijac zdrowe drzewa ktore wyglada ze wszystkich innych cieszyly? ja bym tez nie przebaczyla i nigdy z takim nie chiala miec do czynienia bo skoro pochopny, nieodpowiedzialny to i niebezpieczny czemu dal dowod.
Czyz nie prawda jest ze ludzie sa najgorszymi zwierzetami na ziemi?
Ja go usprawiedliwiam tym, ze mial lata przejsciowe. mezczyzni o tym nie wiedza, ale tez takie dziwne sprawy przechodza jaK kobiety klimakterium ( menopauze). On sie ze wszystkimi klocil. Wszczynal awantury o wszystko. Mial swoje ulubione miejsce parkingowe , widzial samochod z okien , a tu nagle modrzew zaczal mu zaslaniac widok wiec trzeba bylo pozbyc sie chwasta. Mysle, ze w jego przypadku - dosc butny to czlowiek- zmiana miejsca parkingowego nie wchodzila w gre. Wszystko musialo sie usunac z jego drogi, bo on tak sobie zyczyl.
UsuńMoj ojciec sie odcinal. Kiedys ow sasiad zaczal myc samochod na podworku to mu moj rodziciel ( nawet nie wiedzielismy, kiedy to zrobil) straz miejska przed blok wezwal. I sasiad zaplacil spory mandat.
Panowie ( moj tata i sasiad) sie ciagle o cos spierali. Moj rodzic nie mogl mu tego modrzewia przebaczyc.
Z opowiadan ludzi znam historie ich doswiadczen z rodzicami dotknietymi demencja czy inna starcza choroba i wszystkie mowia o bardzo irracjonalnym ich postepowaniu. Najgorsze ze nie za bardzo mozna leczyc czy kontrolowac. Wyglada ze klimakterium mezczyzn tez jest czyms niepojetym i szkodliwym.
UsuńOj, tylko sobie zyczyc by nas nigdy nie dotknelo ! Coz za obciazeniem byloby dla dzieci, absolutnie nie chcialabym ich postawic w takiej sytuacji.
Hm. Doprawdy nie wiem, jak skomentować tę historię... bo smutna. Z takimi ludźmi nie wygrasz...
UsuńPodobnie jak ToPrzeczytałam zainteresowało mnie, że nie było potrzebne żadne pozwolenie, w Australii chyba nie jest tak prosto. Inna sprawa, że władze głównie zainteresowane są ochroną rodowitych australijskich eukaliptusów , które zupełnie nie pasują do miejskich ulic.
OdpowiedzUsuńNie, nie potrzeba pozwolenia. Istnieja przepisy co mozna albo nie mozna ale drzew nie tycza. Nie mozna sie tykac np. lini gazowych czy innych. Gdyby ktos budowal przybudowke do domu jak pokoj sloneczny czy dodatkowy to wymagaloby moze nie tyle pozwolenia co tego by wybudowano wedlug przepisow, przeszlo inspekcje. Tak miala corka gdy w starym domu remodelowala sunroom, dodawala mu AC. Ale drzewa nikogo nie obchodza.
OdpowiedzUsuńPodejrzewam ze eukaliptusy sa pozostaloscia z czasow gdy dopiero w tych miejscach powstawaly ulice, miasto sie rozrastalo. U nas tak jest - dawniej w miejscu mojego osiedla byly lasy, my to pamietamy z czasu gdy tu przybylismy 39 lat temu - pozniej wykarczowano je by stworzyc osiedle ale czesc zostawiono dla ozdoby.
Szkoda tego dębu, wyglądał bardzo zgrabnie no i ten cień. Ale rozumiem , ze przysparzał za dużo obowiązków. My mamy rajska jablonke i to dopiero jest bałagan. Codziennie trzeba wyzbierać opadłe, cześć spada na taras i jak się stanie na takie jabłuszko to się rozciapie i dopiero wtedy jest sprzątanie. Swoje dokłada wiewiórka rzucając w nas ogryzkami. Hanna z Colorado
OdpowiedzUsuńo tak - drzewa moga bardzo balaganic. Ten dab doprawdy dawal codzienne sprzatanie a w jesieni te zoledzie i liscie mnie dobijaly.
UsuńLatwo wierze ze Cie jabluszka denerwuja, nie mowiac ze moze przyciagaja pszczoly gdy kwitna.
Moi z Florydy wciaz kupuja limes do napojow az jednego razu mowie: a czemu nie posadzicie sobie pod domem, cytryne i pomarancze tez? Widze jak sasiedzi ida rano na ogrod i zbieraja swieze na sniadanie? Wtedy corka powiedziala ze za nic w swiecie wlasnie przez balagan jaki robia, gnicie owocow, owady i robactwo jakie przyciagaja, przy tym takie drzewa trzeba nawozic, pryskac od szkodnikow itd.
Wiec rozumiem Cie. Wiewiorka rzuca w was ogryzkami? Co za niewychowane i niewdzieczne stworzenie :)
A wczoraj juz nam slonce dokuczalo, juz brak cienia odczuwalismy a przeciez nie ma juz pelnego lata. To okno jadalni jest rodzaju arch, ta polokragla gorna czesc nie ma blinds i do tej pory nie byla potrzebna - od dzis patrze online za odpowiednia bo widze ze sie bez niej nie obejdzie.
Drzewa podczas wichur potrafia byc niebezpieczne. Nie wiem czy miewacie wichury, ale w Polsce jest to powod ku temu aby otrzymac zgode na wyciecie drzewa przy domu.
OdpowiedzUsuńAniu - wichury? - miewamy tornada! Czyli niebezpieczenstwo powalenia drzewa albo konara na dom jest bardzo wielkie.
UsuńJak napisalam wczesniejszym komentatorom - u mnie nie potrzeba pozwolenia jesli drzewo jest na mojej wlasnosci. Za publiczne pewnie by mnie ukarali mandatem. Dodam ze tak jest w moim stanie, w innych moze jest wymagane ale po prostu nie wiem.
My mamy cały salon i kuchnie od wschodu. Niemal pełne przeszklenie. Nie mamy firanek, zasłon ani rolet, bo nie lubimy. W sezonie pokój się nieziemsko nagrzewał, jak słońce świeciło, to nie mogliśmy oglądać TV, bo nic nie było widać na ekranie. 😁 I zamontowaliśmy markizę. Akurat przez te wielkie ona wychodzi się na taras, więc markiza i zacienia dom, i jeszcze chroni nas od słońca, jak siedzimy na tarasie. A jak wieje albo pada, to ja skręcamy. KasiaPoland
OdpowiedzUsuńMoj dom ma okna dookola czyli przez caly dzien przez ktores mocne naslonecznienie a letnie slonce robi nam w lecie temperature ok 40 st C. Lato spedzamy wiec szczelnie pozaslaniani. Markize ma moj taras - ona jest zamocowana na stale. Taka zwijana, wlasciwie duze odaszenie, miala corka w starym domu nad swym patio. Ono mialo pilota, nie musialo sie recznie zwijac a w dodatku mialo sensor ktory w razie nieobecnosci sam powodowal zwijanie gdy sila wiatru osiagala okreslona moc.
UsuńNad tym oknem ktore utracilo cien nie moge zalozyc bo wtedy dla utrzymania balansu wygladu domu musialabym zalozyc nad kazdym jednym. Poza tym ten cien padal nie tylko na samo okno ale spora czesc domu co tez bylo pozyteczne. My wiedzielismy ze kiedys musimy sie pozbyc tego drzewa ale wlasnie utrata cienia nas powstrzymywala az do teraz. Musimy sie przyzwyczaic do nowego, innej rady nie ma.
Dziekuje i serdecznie Cie pozdrawiam.
Aha, i też byłoby mi przykro wyciąć takie piękne drzewo. Gdy miałam jakieś 6 lat, tata zasadził pod oknem mojego pokoju malutki srebrny świerk. I tak sobie roślismy razem z tym świerkiem. Ja utknęłam przy wzroście 1,70, a świerk przerósł dom. Parę lat temu mama zdecydowała się go wyciąć, bo przy wichurach stanowił zagrożenie. KasiaPoland
OdpowiedzUsuńPieknie ojciec zrobil sadzac swierk pod Twoim oknem - i Tobie i rodzicom z pewnoscia bylo przyjemnie widziec jak rosniecie. Przy tym srebrne swierki sa pieknymi drzewami, nawet zakladajac im swiatelka moga sluzyc za zewnetrzna choinke. Szkoda ze w koncu musial odejsc......
UsuńOj szkoda takiego pięknego drzewa, ale masz rację - bezpieczeństwo przede wszystkim.
OdpowiedzUsuń