Udane dnie mam prawie zawsze a nawet gdy cos nie wyjdzie wedlug planu to sa drobiazgi, nic co by zepsulo ogolny lad i porzadek, czego by nie mozna zrobic na drugi dzien. Jednak, jak u kazdego, sa takie nadzwyczajnie obfite w same dobre wydarzenia, takie kiedy wszystko idzie gladko a nawet jeszcze lepiej.
Wczoraj mialam takowy a zbieg okolicznosci sprawil ze glownie tyczyly zoladkow. Na dodatek wszystkie "dobre" moglam zalatwic w jednym sklepie, zwanym Fresh Market, w ktorym kupuje ruskie pierogi. Wpadlam do niego po jedna rzecz nie biorac nawet koszyka bo po co a tymczasem okazalo sie ze do kasy poszlam obladowana pudelkami, pojemnikami z ktorych zrobila sie niezla wieza ktora musialam ekwilibrowac by mi sie zadne nie wyslizgnelo, podpierajac broda.
W tym sklepie maja wiele produktow ktore lubimy i jadamy ale przewaznie trzeba trafic na dzien w ktorym maja bo gotuja i pieka wedlug swego harmonogramu albo niektore produkty raz czy dwa w miesiacu - jak golabki. A wczoraj mieli wszystkie nasze ulubione wiec musialam kupic wszystkie.....
Najpierw bylam w glownej bibliotece i mimo jazdy w deszczu a do niej daleko, dobrze mi sie jechalo gdyz nie bylo zatloczonych drog. Tam, wiedzac ze nie znajde zadnej dobrej a zarazem nieznanej mi ksiazki, wypozyczylam sobie takie dawno temu czytane czyli sprawdzone , gwarantujace ze mi sie beda podobac. Dalo mi to zadowolenie numer 1.
W drodze powrotnej wstapilam do tego sklepu majac smak na ich migdalowe placki czy moze ciastka, jakkolwiek by je nazwal. Maja wyglad drozdzowek, sa kopertami z francuskiego ciasta wypelnione masa migdalowa i nimi upstrzone. Mimo iz nie powinnam jadac migdalow to od czasu do czasu chytrze sie na nie liczac ze w imie zasady "niejedno mozna byle z umiarem" nie zaszkodza mi. Wiec kupilam pudelko zawierajace trzy.
Pozniej rzucajac okiem tu i owdzie patrze - maja golabki ! Kupilam dwie porcje, dzisiaj bedziemy miec na kolacje.
Nastepnie patrze maja moj ulubiony chleb, nazwany chlebem siedmioziarnistym. Ten chleb jest tam codziennie, zreszta w innych sklepach tez ale dla mnie liczy sie tylko w dzien upieczenia gdy swiezy i wilgotny w srodku a z chrupiaca skorka co traci na drugi dzien. Mieli taki wlasnie, swiezy i chrupiacy wiec wzielam.
Nastepnie pomyslalam ze i mezowi nalezy sie cos slodkiego zwlaszcza ze on wciaz zabiera ze soba do pracy roznosci na przegryzke - to ciasteczka, to owoce a najczesciej banany, a to czekoladki albo chipsy. Wczoraj wybralam kruche z malinowym powidlem.
Kupilam sobie rowniez rogaliki z francuskiego ciasta by na sniadanie nie jadac wciaz obwarzankow co robie codziennie niemal.
Czego nie kupilam to pierogow gdyz mamy je w domu , zamrozone, wiec nie byly mi potrzebne. Wyszlam stamtad z zadowoleniem numer 2, plus moze trzecim gdyz nie zawsze moge kupic tam co lubie w jednym dniu a nie bede przeciez jezdzic tam codziennie i sprawdzac czy i co maja.
Pozniej w domu zauwazylam ze Bella jest w pokoju zwanym slonecznym i pilnie sie czyms zajmuje nie asystujac mi przy rozpakowywaniu co zazwyczaj robi. Sprawdzam a tu okazalo sie ze znowu zlowila na ogrodzie jaszczurke i przyniosla ja do srodka bawiac sie nia. Albo myslac ze skoro mam tyle smakolykow to dolozy mi jeszcze jeden? Zrobilam szybkie zdjecie i na nim, po powiekszeniu, mozna zobaczyc pyszczek jaszczurki wolajacy glosno o ratunek. Zwroccie uwage jak przemyslnie wlozyla ja do drapakowego pudelka by nie uciekala.
Tak zrobilam by jej uratowac zycie - odebralam Belli i przerzucilam na druga strone plotu by juz jej nie zlapala.
Na to, na to zdjecie, corka przyslala mi fotke swojej jaszczurki pytajac Belle czy bawilaby sie ta, jako ze byla ogromna i ze strasznie dlugim ogonem.
Poza tym przyslala mi inne by sie pochwalic tym co jej wyroslo na jednej z palm. Podobnie bylo gdy mieszkala w poprzednim domu, tez przyniesione wiatrem nasienie orchidei przyjelo sie pod drzewem i nawet mialo kwiat ale nastepna silna burza ja zniszczyla. Nauczona tym corka ta obecna oblozyla mchem i umocowala delikatnym drucikiem. Ladnie to wyglada i jest niespodzianka bo corka nie wiedziala o niej dopoki sie nie rozkwitla. Teraz ino chodzi pod palme i sprawdza czy sie jej cos nie stalo. Mowila ze to zdarza sie innym mieszkancom tez, ze niejednemu sie zasiewa w ogrodzie.









Faktycznie żołądek powinien być zadowolony. Gołąbki też lubię tak jak i ciasteczka kruche. Gorzej z migdałami bo nie jestem zwolennikiem i pewnie 15 lat już nie jadłem. I jakoś nie tęsknię za ich smakiem.
OdpowiedzUsuńJa mam podobnie z czekolada i wiorkami kokosowymi, powszechnie kochanymi przez ludzi - nie lubie i nie jadam, omijam tez ciasta i lody czekoladowe. Czasem sie skusze na czekolake z rumem i czeresnia w srodku bo w niej mniej czekolady niz dodatkow wiec jakos znosze :)
UsuńCo tam kalorie, czasami trzeba sobie zrobić trochę przyjemności!
OdpowiedzUsuńRoślina i donica są piękne, świetnie dekorują pokój!
Bella, jak to koty poluje i ma z tego radość, dobrze, że martwych wróbli Ci nie przynosi...
jotka
Odkad Bella jest kotem wychodzacym wszystko co zyje pouciekalo z mego ogrodu wiec mam nadzieje ze nie przyniesie mi tu ptaka. Gdyby to chyba bym zmarla na atak serca z obrzydzenia.
UsuńJaszczurke przyniosla nie pierwszy raz i zawsze jest bardzo dumna ze siebie, ze swych lowczych zdolnosci :)
A to zołza z tej Belli - tak męczyć biedną jaszczurkę! Ale za to doszło jeszcze jedno zadowolenie - z uratowania jej życia :)
OdpowiedzUsuńMasz racje - bylam zadowolona ze uratowalam jej zycie. Bella jest dobrym lowca bo wylapuje muchy i cmy tez a wlatuja do srodka bo musze dla niej trzymac drzwi wciaz uchylone.
UsuńTez lubie te ciastka z masa migdalowa. Kiedys czesto kupowalam, bo bywalam blisko cukierni w ktorej byly te pysznosci. A teraz tylko od czasu do czasu, a czesciej inne ciastka, bo lubie slodkie. Golabki uwielbiam, ale te na zdjeciu nie podchodza mi, bo nie lubie takich polanych sosem, ja nie lubie sosu pomidorowego. Chleb wyglada smakowicie.
OdpowiedzUsuńOj Bella Bella zabawisz jaszczurke na smierc, dobrze ze mamusia uratowala to malenstwo. A jak Bella zachowala sie jak stracila zywa zabawke? Do mnie do domu wchodza czasami takie male jaszczurki, nazywam je malymi smokami czyli smoczkami, troche ciesze sie nimi i wyganiam do wyjscia.
Golabki lubie w kazdej postaci, najbardziej podrumienione w piekarniku i z pieczarkowym sosem. Te ze zdjecia tak wlasnie "udoskonalam" ze wyjmuje ze sosu i podpiekam, spowrotem wkladam do sosu a nawet dodaje wiecej, takiego typu marynara zawierajcego warzywka bo ma wyrazny smak a nie mdly jak pomidorowy. My sos pomidorowy lubimy, jadamy go w pizzy, spaghetti, z golabkami. Ten gatunek chleba bardzo lubie ale tylko zaraz po upieczeniu gdy chrupki - na drugi dzien juz nie jest taki :(
OdpowiedzUsuńOj, Bella nie byla zadowolona z utraty zabawki, o nie, popatrzyla na mnie z wielkim wyrzutem.
Czesto widze je w ogrodzie, nie sa duze. Natomiast u corki to olbrzymy , poza tym czasem na jej teren przyplataja sie iguany a te to naprawde wygladaja jak smoki. Ona tez jak Ty, znajduje je w domu, na scianach.
Odkąd jestem sama zupełnie przestałam zwracać uwagę na jedzenie - jest mi o tyle dobrze, że nie muszę gotować i mogę swobodnie jeść to co lubię, bo tu nie mam kłopotu z przestrzeganiem diety bezglutenowej. Z polskiej żywności brak mi jedynie czasami kiełbasy suchej myśliwskiej, ale nie na tyle by mi się chciało pojechać do któregoś z polskich sklepów, których jest tu kilka. A jeśli mnie nachodzi dzika chęć na coś słodkiego to jem świeże daktyle. Zauważyłam, że najbardziej mi odpowiada żywienie się bananami, które wbrew pozorom wcale nie tuczą. No właśnie, koty mają ten zwyczaj, by przynosić do mieszkania swoje "łupy", a w mieszkaniu obgryzać roślinki doniczkowe, więc trzeba kupować tylko takie, które im nie szkodzą - taka mądra jestem w tym temacie dzięki Iwonie bo Ona wszak ma kicię. Piękna ta chińska donica! U mnie dziś +8 stopni, wiatr, temp.odczuwalna to połowa tego co na termometrze. Serdeczności;)
OdpowiedzUsuńJa tez nie gotuje regularnie, jedynie od swieta i gdy mam gosci albo gdy przyjdzie mi na to natchnienie. Zauwaz ze to co pokazalam, te zakupy, to nic wymagajacego kuchcenia bo sa gotowe do spozywania.
UsuńJesc sie musi a skoro tak to wybieramy to co lubimy, tym bardziej ze nie mamy ograniczen typu bezglutenowe czy inne. Mimo mego niegotowania mamy dosc urozmaicona kuchnie, miedzynarodowa bo korzystamy z meksykanskiej, chinskiej, wloskiej (tej to najmniej bo nie lubimy olejow w ktorych oni sie kochaja), u niemca jadamy dwie potrawy, ale glownie kroluje u nas amerykanska i polska.
Ty masz swoja sytuacje uproszczona bo mieszkasz sama ale wszyscy inni musza sie jakos dostosowac do rodzinnych smakow i zachcianek.
Dziekuje - ta donica jest piekna - mam ja ze 30 lat i wedruje ze mna do miejsc i domow w ktorych mieszkam. Bardzo ciezka, nawet bez ziemi - gdy trzeba podniesc albo przesunac to maz ledwie daje jej rade.
Dobrego weekendu Anabell.
Ciekawe zakupy , ale ja to wszystko robie sama. Rzadko ale robie.
OdpowiedzUsuńChleb pieke dla nas I przyjaciol I nie chwalac sie wychodzi coraz lepszy.
Troche tak dziwnie brzmi, ze sie chwale ale tak juz mam, ze szukam skladnikow na Amazon jak nie dostepne I musi sie udac…..
lub nie.
Nie jem miesa ale reszta domownikow jak najbardziej wiec gotuje dosc czesto.
Jak gotuje , bo na emeryturze mam mniej czasu niz pracujac , opiekujac sie wnukami. One raczej nie gustuja w golabkach(jeszcze) ale nalesniki lubia bardzo.
Nasze koty kiedys , bo teraz nie mamy znosily roznosci do domu . Najczesciej zywe myszy ale zdarzyl sie I zajac. Z wiekiem to sie zakonczylo ale w jednym roku musielismy owinac pien drzewa blacha, bo ptaki mialy gniazdo na nim a to bylo rachityczne drzewko a waleczne byly bardzo . No dosc tych opowiesci. To jest Twoj blog. Czytelniczka z CO
Popatrz - ja tez jestem emerytka a wbrew przekonaniom jestem wciaz czyms zajeta, nigdy sie nie nudze czy marnuje czas.
OdpowiedzUsuńGotowalam i pieklam regularnie gdy dzieci byly w domu, pozniej zaczelam upraszczac , wiecej polegac na polproduktach albo gotowych daniach. Tak mam ze ze wszystkich domowych zajec najmniej lubie gotowanie a jak wiesz polska kuchnia wymaga duzo czasu jako ze wszystko nalezy robic od zera. Moje wnuki sa wychowane na amerykanskich "gotowych", ich matka nie gotuje, wiec gdy sa u mnie gotuje dla syna i meza, wnukom sie zamawia gotowe albo wszyscy idziemy do restauracji. Gdy przyjezdza corka z mezem gotuje wiecej bo oni lubia polska kuchnie. Ziec uwielbia moje zupy ( z ktorych slyne) wiec codziennie musze gotowac inna by sie najadl. Lubi tez moje miesa w roznych sosach, fasolke po bretonsku, bigos. Poznal zupe szczawiowa i ogorkowa, zurek, czerwony barszcz z krokietami, zawsze o nie prosi, lubi salatke jarzynowa i buraczki a tego wczesniej nie znal. Oni maja u siebie polski sklep z fajnym wyborem ale gdy sprobowal zup z niego to ocenil ze sie nie umywaja do moich - ucieszylo mnie. Nie gotuje wiec czesto, tylko na dlugi weekend, gdy mamy gosci albo gdy mnie samej przyjdzie smak na cos.
Bella wychodzi jedynie na tylny yard a tam nie ma niczego co musze przed nia chronic. Nawet zwierzeta i ptaki ktorych dawniej bylo bez liku, poznikaly widzac ze po ogrodzie lazi lowczyni.
Nie przeszkadza mi gdy cos napiszesz o sobie, wrecz chetnie czytam, ciekawi mnie zycie i zajecia innych Polakow, porownuje do tego co sama robie , poznaje cos nowego.
Dziekuje i serdecznie Cie pozdrawiam.