Cherries!!!!
Tak mi sie krzyknelo w sklepie widzac je - bo pierwszy raz w tym roku.
Na to ukladajacy owoce pan mowi - o tak, piekne i smaczne, duzo ludzi kupuje.
Z kolei ja na to : jak to kupuje, od kiedy sa?
Pan odpowiedzial ze od dwoch tygodni.
Gdzie mialam oczy ze ich nie zauwazylam wczesniej?
Pochodza z Kalifornii, ale wkrotce bedziemy miec wlasne.

U nas byly jakies importowane, ale w cenie, ktora mnie w asfalt wbila. Poczekam zatem na lokalne, a i tu nie ma pewnosci, ze beda w cenie akceptowalnej. Przy czym mam pod oknem drzewo czeresniowe, zawsze jest na nim mnostwo owocow i to za darmo. Problem tylko jeden, nie ma do nich dostepu, te nizsze galezie szybko pustoszeja, a do wyzej polozonych nie ma sie jak wspiac. Moge tylko popatrzec i obejsc sie smakiem.
OdpowiedzUsuńCzyli rabusia tylko wysoka drabina moze uratowac :)
UsuńSzkoda ze nie da sie zerwac wszystkich czeresni bo sie marnuja a przy tym tylko draznia ludzi tym ze sa.
Pamietam ze w dziecinstwie spedzalam troche wakacji u rodziny na wsi i tam razem z grupa kolezkow brata chodzilismy na podkradanie czyichs owocow - nie z potrzeby tylko dla draki - i nigdy tak bardzo mi zadne owoce nie smakowaly tak bosko jak te kradzione.
Niestety widze ze jak caly swiat i owoce juz nie te same co dawniej - bez smaku i zapachu choc z wygladu dorodne. Jak tu mieszkam 40ty rok to jeszcze nie jadlam dobrej gruszki czy sliwki.
Chyba wszyscy latalismy na szaber do cudzych ogrodkow rwac jablka prosto z drzewa albo wlasnie czeresnie, choc wtedy wszystkich bylo stac, zeby kupic na ryneczku. Ale ten dreszczyk emocji, czy wlasciciel z klonica sie nie pojawi albo czy psa nie spusci z lancucha.
UsuńFakt, owoce sa przepiekne i dorodne, ale nie znajdziesz w nich robaka, bo nawet robaki nie chca ich jesc.
Czeresnie bez ogonków i zafoliowane, w Polsce tak nie ma🙄 😏
OdpowiedzUsuńZ ogonkami są.
UsuńKrystynkaR
Gosia - maja ogonki, tyle ze niektorym odpadly.
UsuńTak, sa przygotowane porcjami co bardzo wygodne. Podobnie pakuja winogrona.
KrystynkaR - masz dobre sokole oczy :)
Do czereśni to u nas daleko, nawet truskawki dopiero startuja, a poziomki dopiero kwitną...
OdpowiedzUsuńjotka
To jest sprawa klimatu jotko - Kalifornia to stan plantacji i sadow wielu owocow i warzyw, podobnie Floryda.
UsuńDzieki temu wielu nie musimy sprowadzac jako ze mamy wlasne.
Jezdzac do corki na Floryde widze przy domach drzewa pomaranczowe, cytrynowe - musi byc wygodnie wyjsc na ogrod i zerwac co sie chce. Corka nie chce zasadzac bo trzeba o nie dbac spryskujac, nawozic a ptactwo i inne zwierzeta nadgryzaja a takze gdy same opadna to gnija i zanieczyszczaja trawniki. Poza tym ich jest dwoje, nie przejedliby calego plonu gdy jest dojrzaly.
U mnie mamy juz pomidory i ogorki, zaraz zaczna sie czeresnie i brzoskwinie a te sa bardziej popularne niz czeresnie.
U mnie byly w grudniu. Przypilnowalam zeby miec od poczatku sezonu. Kupowalam w duzych ilosciach, a poniewaz bylo to przed Christmasem mialam okazje kupowac w pieknych pudlach kilogramowych takich jak prezent, a tam byly zawsze te najpiekniejsze, najbardziej dorodne, oczywiscie z ogonkami, no pychotka. Teraz beda w sprzedazy czeresnie od Was.
OdpowiedzUsuńTym sposobem - ze przez czesc roku macie wlasne a pozniej sprowadzane - mozesz jesc czeresnie caly rok!
UsuńU mnie tez przed Christmas sa owoce w formie prezentu ale czeresniowych nie widzialam.
My dwoje lubimy ale nie zjadamy ich w duzych porcjach za jednym przysiadem, moze 12 sztuk, reszta lezy az czeka czasem gnije wiec wyrzucam. Wolalabym by sprzedawano luzem bo moglabym kupic tylko tyle ile wiem ze zjemy gdy swieze. Podobnie z winogronami - pakuja zbyt duze porcje jak dla nas.
Nie wiem, czy u nas będą w tym roku. Moja czereśnia miała wprawdzie dużo kwiatów, ale zimna wiosna sprawiła, że niewiele owadów zdołało je zapylić. Poczekamy, zobaczymy.
OdpowiedzUsuńNiedobrze! Wyobrazam sobie ze przyjemnie miec wlasne czeresnie. Takie wlasne sa rowniez zdrowsze bo nie opylane chemikaliami Domyslam sie ze Twoja rosnie na dzialce bo pamietam ze masz.
UsuńZycze by jednak byly i smakowaly.
Ta, rośnie na działce. Ładne, dorodne drzewko. Ale choć uwielbiam czereśnie, jeszcze bardziej lubię wiśnie. Takie wyraziste w w smaku, orzeźwiające. Uwielbiam wiśnie pod każdą postacią - a najlepiej prosto z drzewa. I jak fajnie jest przyłożyć gołębiowi pestką!
UsuńJesli masz na dzialce zbyteczne miejsce posaz sobie wisnie.
UsuńA jak przykladasz tymi pestkami golebiom? rzucajac czy prztykajac nimi z palcow? Bedac mloda tez tak robilam chociaz celem nie byly ptaki tylko kosz. Ustawialismy go w lekko pochylej pozycji i prztykali - nawet bylam dosc celna.
Oj, jakie fajne mielismy rozrywki, czesto samodzielnie wymyslone, bez potrzeby komputerow.
Eeeech, te stare, dobre czasy..........
Kiedy miałam dom na wsi, miałam też ogród, a w nim dwie czereśnie. Miały bardzo smaczne owoce. Robiłam z nich powidła. Kiedyś "wyprodukowałam" ponad 200 słoiczków!
OdpowiedzUsuńO jejku - 200 sloiczkow powidla! Ogromna robota, ja bym temu nie podolala.
UsuńNigdy nie mialam duzego warzywnego ogrodu ale jednego roku, przy innym domu niz obecny, zasadzilam 4 krzaczki pomidorow i obrodzily mi przepieknie dajac ponad 200 owocow, w dodatku dorodnych. Cieszylo mnie bo zarazem byly niezmiernie smaczne ale jak pomidory - dojrzewaly w jednym czasie wiec nie dawalismy rady ich przejesc, musialam rozdawac sasiadkom by sie nie zmarnowaly. Nastepnego roku powtorzylam eksperyment ale juz sie tak wspaniale nie udal wiec porzucilam raz na zawsze.
Jeśli tu będą to ich cena przyprawi mnie o stan omdlenia a może nawet i o zawał serca. Ostatnio odżywiam się głównie bananami - sycące, zawierają dużo błonnika i nie trzeba sterczeć przy garach. I świetne do pieczenia bezglutenowych ciasteczek. Serdeczności;)
OdpowiedzUsuńanabell
Podobnie jak moj maz - ostatnio nic tylko banany. Je w domu, bierze do pracy a gdy mowie ze jade do sklepu , co trzeba kupic pod jego katem to nie slysze nic tylko banany. Je tez lubie ale nie musze jesc codziennie. Moj chys to jablka - zjadam jedno kazdego dnia.
UsuńW moim stanie czeresnie nie sa tym pierwszym ulubionym owocem - najbardziej popularnym sa brzoskwinie , mamy ich cale sady.
Dobrego, zdrowego tygodnia Anabell, cieplego tez.
To Przeczytałam: Wczoraj byłam w takim miejscu, które jest klasyczną pułapką na turystów, pełno stoisk z pamiątkami i pięknie ułożonymi w pudełkach owocami, które od razu chciałoby się zjeść. Tyle że... cena na przykład za czereśnie wynosi dużymi literami 79 koron (czyli około 16 zł) i turysta widząc takie pudełko pełne owoców od razu łapie za portfel i kupuje. Po czym okazuje się, że to była cena za 10 dag, a w pudełku jest tego o wiele więcej 😂 I tak kupujesz czereśnie po 160 zł za kilo 🤣
OdpowiedzUsuńBardzo nieuczciwie - a turysta powinien zrezygnowac a takze zmusic sprzedawce do podania prawdziwej informacji.
OdpowiedzUsuń160 zl za kilogram czeresni to doprawdy rozboj.
U nas tez produkty spozywcze bardzo zdrozaly. Nas jest dwoje wiec za bardzo tego nie odczuwamy ale czesto sie zastanawiam jaki to ma wplyw na duze rodziny, wielodzietne? Widze mlode mamy z wozkami wypelnionymi zakupami po brzegi a nie wszystkie sa tymi ktore sluza przez jakis czas, wiekszosc musza kupowac co pare dni - napewno nie jest im lekko.
Powiadaja ze najkorzystniejsza dla nas zywnosci to ta, ktora jest produkowana na miejscu , w ktorym mieszkamy i z okolicy do 30 km.
OdpowiedzUsuńTa dalsza nie jest dla naszego organizmu az tak wartosciowa. Dlatego wszekie produkty powinny miec oznaczenia, skad dana zywnosc pochodzi. Skoro ktos je pomidory, na ktore nie ma akurat w danym rejonie sezonu to niech klient zdaje sobie sprawe, ze np.: kupuje pomidory z Holandii, a papryki z Hiszpanii....
Kiedys czlwoiek jadal sezonowo to bylo bardzo sprzyjajace . Teraz je sie caly rok to, co sie chce. Na tych wszelkich programach kulinarnych pojawia sie czesto haslo : " Jedzcie sezonowo, to co w danym sezonie wasza ziemia moze zaoferowac".
U nas pojawily sie truskawki, nawet powiedzialabym, ze niedrogie- chyba marokanskie, ale one az tak nie smakuja jak te tutaj wyhodowne i kiedy akurat jest na nie sezon. Tyle tylko, ze te tutejsze sa dosc drogie. :) .
Nie znalam tego faktu ale robi dla mnie sens - jesli wezmie sie pod uwage ze te miejscowe plony rosna w warunkach w jakich zyje dany mieszkaniec.
OdpowiedzUsuńMamy przyklad na to kupujac ten sam z nazwy owoc a pochodzacy z roznych czesci swiata - czesciowo moze to przyzwyczajenie do miejscowego smaku - czesto widze roznice pomiedzy np pomaranczami pochodzacymi z Florydy a tymi z A. Poludniowej. Moje ulubione jablka Fuji smakuja roznie w zaleznosci od jakiego dostawcy pochodza. Nie wiem jaka jest w kilometrach roznica pomiedzy nimi ale w smaku jest.
Bo jakosc gleby , sposob nawozenia ziemii, woda ... wszedzie moze byc inna. Ponoc najlpeiej spozywac rodzima zywnosc, niezbyt odleglego okregu . Jesc sezonowo . Mowia, ze tak jest dla nas najzdrowiej:)
UsuńPodobnie jak Ty mysle ze te czynniki robia cala roznice - a my, ludzie, jestesmy jeszcze jedna roslina z nich korzystajacych, oprocz nawozenia.
UsuńTrochę zmroziło mnie, że czereśnie skrępowane są folią. Nawet ogonków nie można oberwać żeby mniej ważyły...
OdpowiedzUsuńZ kolei bedac opakowanymi jest mniejsza mozliwosc dotykania ich przez setki roznych brudnych rak zanim dojda do konsumenta.
OdpowiedzUsuńO tyle niewygodne dla mnie ze zbyt duze porcje, nie dajemy rady przejesc gdy jeszcze swieze.
Winogrona sprzedaja podobnie, juz zapakowane.
Czy Twoja uwaga o ogonkach oznacza iz obrywacie je przed wazeniem- zaplata?
Ja nie obrywam, ale razu ktoregos uslyszalam od znajomej ekspedientki opowiesc jak kobieta pakowala sobie pieczarki. Nie lubila ogonkow ( pienka tego grzyba) wiec je odrywala i kladla obok a kapelusze pakowala do torebki ... no i ja dorwala obsluga sklepu. Ogolnie to jest zasada, ze klient to krol. I jak z taka krolowa teraz sobie poradzic? Tak zwrocic jej uwage aby dama nie poczula sie urazona i zrozumiala, ze postapila niewlasciwie, przy okazji nie robiac zadymy w sklepie. Trudna sytuacja.
UsuńRaz tez slyszalam historie jak kobieta atakowala personel sklepu, ze promocyjny ser ma za duze dziury i to oni na pewno sobie je powycinali , pakujac dla siebie do domu, kazac klientom obejsc sie bez polowy sera:)))
Ludzie potrafia byc dziwni:))
Ja dyskretnie obrywam ogonki przed ważeniem. Gdyby się dało to pestki też bym wydłubał!
UsuńZ drylownicą musisz do sklepu chodzić:)
UsuńTe torebki u nas -Colorado są na suwak i zawsze można ująć . W naszym przypadku nie robimy tak , bo czereśnie ida jak woda ale jak widzę zgniła to wyjmuje.tak się czasami zdarza w tych gotowych opakowaniach.
UsuńNie dalo mi mozliwosci indywidualnych odpowiedzi wiec robie grupowe :
OdpowiedzUsuńAnia - o takim numerze pierwszy raz slysze! o tych pieczarkach znaczy sie.
To juz czysta przesada i ciekawe jak obsluga sobie poradzila.
Z dziurami w serze tez dobre i nawet nie wiem jak osobe robiaca taki zarzut okreslic.
U nas grzyby tez sa w zapakowanej postaci - na steropianowej tacy lub koszyczku i obkrecone folia.
Niestety zawsze tak bylo ze placi sie za produkt jaki jest - z ogonkami, mieso z koscia lub tluszczem choc sie go nie potrzebuje - ja tak obkrawam swoje ze z calosci czyli calej wagi zostaje mi polowa. Najlepszym przykladem jest indyk w calosci - odrzuca sie pewnie 2/3.
Watermelon, ktory nie wiem jak sie w Polsce nazywa, moze arbuz ? - jakaz on ma gruba skora a niejadalna i gdy nie kupuje obranego i poczastkowanego tylko w calosci to po odkrojeniu tej skory do zjedzenia zostaje moze jedna trzecia wagi. Ale tak musi byc bo skora chroni przed wyschnieciem, przed rozlecieniem sie calosci itd a transport jest wliczany w cene produktu.
Boja - opracujesz sie wiec zanim zatopisz zeby w pysznych czeresniach :)
Ania z Colorado - u nas tez sie spotyka takie na suwak, niektore maja otwory dla dostepu powietrza, jeszcze inne sa otwarte i maja uchwyty......Nigdy nie ujmowalam z torebek bo nie wiedzialabym co zrobic z ta odlozona czescia. Rodzaj opakowania chyba zalezy od dostawcy, kazdy ma swojego subcontractora. Ale wiesz co mi sie zdarzylo? Gdy gotuje zupe to mi potrzeba do niej doslownie jedna lodyge celera i dwie marchewki. Z marchewkami nie ma problemu bo mozna kupic na sztuki, zreszta czastki kalafiora tez co mi wygodne gdy gotuje kalafiorowa ale nie chce kupowac calej wiazki celera dla jednej lodygi - wiec odrywam i biore jedna albo dwie. Kasjerka je wazy i wycenia. Nigdy nie sprawdzilam czy rzeczywiscie za jedna czy za wiazke ale jesli tak to wybaczam bo nie ich wina ze mi sie chce tylko jednej. Zreszta ilez na tym trace, to nie jest drogie.
Jak bylo w Meksyku? Wrocilas wypoczeta i zadowolona?
Nigdy mi nie napisalas czy kosztowalas gdzies budyn chlebowy, czy Ci smakowal?
Dziekuje wszystkim za uwage i poswiecony czas - kto by pomyslal ze tyle ciekawostek z roznych krajow mozna sie dowiedziec jesli chodzi o zakupy owocow?