4 lipca 2023

NIEZWYKLE KOSZTOWNY TYDZIEN

A z tego co widze to przeciagnie sie na drugi tez.

 Jedni specjalisci zarobili 700 $, drudzy 800 $, truciciel robactwa na juniperach 100$, a jako ze nie widzielismy rezultatu maz kupil inny srodek i sam popryskal kosztem 50 $. Ci od spryskiwaczy maja wrocic w czwartek naprawic jeszcze jedna usterke na ktora kiedys nie mieli czasu wiec oczywiscie cos znowu sobie zarobia.

 Wczoraj maz wzial moj samochod do warsztatu ale poniewaz to bylo po poludniu to jedynie zdiagnozowali mowiac ze oba tylne kola wymagaja nowych lozysk, jednak nie maja pod reka czesci (!!!) wiec sprowadza i zadzwonia a koszt bedzie ~ 1700 $. 😭 

 Zanim pojechal do warsztatu moim samochodem wybralam sie nim na lunch - czasem, a szczegolnie w takie dlugie weekendy chetnie wyrywam sie z domu chcac pobyc sama i w innym otoczeniu.

 Przebiaralam sie wiec a tu slonce zniklo co samo w sobie bylo ewenementem, sciemnialo i nawet zaczelo padac - bez wczesniejszej prognozy na jakis deszcz. Zanim sie do konca wyfiokowalam i wyjechalam z garazu to tak lalo iz naprawde swiata nie bylo widac, wycieraczki nie nadazaly zmywac szyb, w dodatku byl bardzo mocny wiatr. W Polsce nazwano by to nawalnica. Kto inny moze by zrezygnowal z jazdy bo tak bylo nieciekawie.

 Do wybranej restauracji nie mialam daleko a jechalam bardzo dlugo bo powoli nie widzac wogole linni rozdzielajacych pasy i tylko polegajac na swiatlach tego przede mna. Odcinek szosy ktory po marcowym tornado byl zablokowany powalonymi drzewami byl najgorszy bo to waska, dwuliniowa szosa po obu stronach gesto obsadzona drzewami a one bedac starymi sa niezwykle bujne i kruche, dotykaja sie galeziami tworzac jakby tunel. Gdy tamtedy przejezdzalam to truchlalam bo liscie, galezie male i duze ino fruwaly, balam sie by ktoras nie spadla na samochod.  Zajechalam pod restauracje i tylko przejscie ze samochodu do niej umoczylo mnie od stop do glow bo parasolke mi wydzieralo z rak nie chroniac glowy, wody sie tak nazbieralo ze wlewala mi sie do butow.

 Wlaze do restauracji a obsluga mi mowi ze nie obsluguja bo im prad wysiadl. I okolicy tez. To mi powiedzialo ze nie mam co szukac innej, jezdzic w takich warunkach pewnie po nic wiec wracam do domu, tym bardziej ze maz wkrotce ma nim jechac do warsztatu. Przy okazji przemokniecia a mroznego nadmuchu w samochodzie tak przemarzalam ze mna trzeslo. Temperatura na zewnatrz spadla z codzienniego 100 plus F do tylko 72 co jest pokojowa temperatura. No cuda !

W domu odgrzalam sobie stara lasagne i nawet mi smakowala. A jak mnie ciagnelo do lozka to nie macie pojecia ale przeciez w srodku dnia nie wypada.

 Wtedy to maz pojechal z tym moim autem i za jakas godzine zadzwonil z wiadomoscia ktora zanim poda kazal mi usiasc na krzesle - to byla ta o koszcie naprawy 1700$. To nie nieszczescie bo wszystko co sie da naprawic nie jest nieszczesciem, w dodatku mamy na to bez zrujnowania nas - jedynie wolalabym stracic na wnuki czy dzieci niz mechanikow.

 Policzylam sobie wydatki tygodnia, wszystkie nie przewidziane, wszystkie jakby sie umowily na ten tydzien czy miesiac i wyszlo mi 3350 $ a przeciez to nie koniec, po drugiej wizycie spryskiwaczy cos dojdzie a cena naprawy samochodu jest tylko w przyblizeniu.

 W miedzyczasie powysylalismy troche gotowki wnukom i dzieciom jako nasz zdalny udzial w celebracji swieta 4 July. Nic, podliczylam, odzalowalam, troche sie rozgrzalam bo sie ocieplilo i postanowilam pojsc na zewnatrz potowarzyszyc Belli, poczytac na ogrodzie.

 A tam przywitala mnie nastepna niespodzianka = wydatek :



 jutro, po swiecie, musze dzwonic do pana ktory sie zajmuje scinaniem drzew/galezi i zamowic go. Nie bedzie kosztowalo duzo, moze 100 $ bo tylko sie jeden konar brzozy odlupal ale jak tak kazdego dnia beda sie dzialy usterki, zepsucia, naprawiania czyli koszta - to ja sie tak nie bawie.

 Wy tez tak macie ze nic nieprzewidzianego nie dzieje sie przez dluzszy czas a pozniej wiele na raz?

 Na oslode syn mi przyslal kolejne zdjecie grzybow jakie zbiera spacerujac z psem. Ten bardzo dorodny maslak wyrosl doslownie pare krokow od ich domu : 


Prawde mowiac wcale mi nie oslodzil tylko narobil zazdrosci . 
A jesli ten co puszczal wczoraj petardy w nocy i zestresowal mojego kota bedzie dzisiaj robil to samo bo przeciez to dzisiaj jest swieto - to nie recze za siebie !!!!!!

12 komentarzy:

  1. Tak to jest - wydatki z reguły przychodzą stadami a przychody- kroplami. Raz w życiu miałam problem z łożyskiem, ale bardzo szybko rozpoznałam sprawę nim mi zaczęło stukać a tylko dziwnie "szeleściło" w trakcie jazdy. Należę bowiem do tej grupy kierowców , którzy się wsłuchują w swój samochód. Bo nie lubię radia w samochodzie. W ostatnim nie pozwoliłam wmontować, bo głównie ja nim jeździłam. Grzybobranie - to jedyna rzecz której mi tu brak. Lasy są tu głównie prywatne a odkąd tu jestem są suche jak pieprz i jest zakaz wstępu z uwagi na niebezpieczeństwo pożaru. Serdeczności posyłam,
    anabell

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew Twemu przekonaniu da sie sluchac radia i samochodu tez jako iz jest wiele momentow gdy radio milczy. Ja tez jestem odpowiedzialnym kierowca - slucham samochodu i wlasnie dzieki temu wykrylam ten nowy odglos, polecilam mezowi zrobic probna jazde dzieki ktorej orzekl ze to chyba lozysko.
      Miliony ludzi ma i slucha radia - ja nie znam samochodu bez radia prawde mowiac, kazdy ma - a jednak wykrywaja samochodowe odglosy wiec da sie zrobic bez radykalnych krokow.
      Zasylam moc pozdrowien.

      Usuń
  2. Wiadomo nie od dzisiaj, ze nieszczescia chodza wcale nie parami, ale seriami, jak zaczyna sie cos walic, to ciagnie za soba lawine pecha. Pol biedy, kiedy jeszcze jest z czego placic, choc rzeczywiscie dzieci/wnuki mialyby z tych pieniedzy lepszy pozytek. No ale bezpieczenstwo w samochodzie to priorytet, nie ma ze boli, trzeba zadbac o siebie.
    My tam jezdzimy na grzyby, ale raczej zawsze jesienia, a tymczasem w internetach widze, ze mimo suszy lasy sa pelne, wiec moze sie wybierzemy, ale ze slubnym ostatnio roznie bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dodatku zlozylo sie tak iz to byly naprawy zewnetrzne, przynajmniej nikt mi nie robil balaganu w domu.
      Zostalo nam male, kosmetyczne uprzatniecie a ono czeka chlodniejszych dni.
      Uwielbiam grzybobranie i wcale nie polega na ilosci zebranych grzybow tylko tej przyjemnosci lazenia po lesie. Nasze lasy maja tylko dzikie grzyby, o ile wogole bo przeciez klimat na nie zbyt suchy i goracy . Te dzikie znajduje na wlasnym trawniku bo jest codziennie podlewany wiec wyrastaja i kto wie czy nie mam ich wiecej niz las :)
      Tu w USA na grzybobraniu bylam zaledwie kilka razy, moze 3, gdy odwiedzalam syna w Bostonie, bo przeciez nie zawsze moja wizyta u nich odbywa sie w sezonie grzybowym. Wiec chodzilam, szukalam za kazdym razem myslac "moze to juz ostatni raz w zyciu?"
      Korzystaj kiedy mozesz Pantero bo czas leci jak glupi i kazdemu nadejdzie takie "moze ostatni raz".

      Usuń
  3. tak to bywa, ze jak nie wydajemy to nie wydajemy, a jak sie worek rozwiąże, to końca nie widać, ale jak mawiają mądrzy ludzie - pieniądze sa do zdobycia, byle zdrowie dopisywało i dobry humor.
    U nas tez grzyby już są podobno.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham grzybobranie a na przekor temu w moim stanie nie istnieje - za goraco i za sucho na grzyby. Na trawnikach rosna mi dzikie bo wciaz podlewany. Usuwam je majac namiastke prawdziwego grzybobrania. Kocham golabki w sosie grzybowym a szczegolnie dobrze smakuje gdy jest zrobiony z takich samemu zebranych grzybow, nie z hodowli. Wybierasz sie na grzybobranie?

      Usuń
    2. Jesienią zbieramy czasami:-)
      Na razie jadłam kurki.
      jotka

      Usuń
    3. Zona syna z dziecmi jest na wakacjach czyli on sam sie zywi i rzadzi i za bardzo nie wiedzial co zrobic z tymi nazbieranymi grzybami. Doradzilam by do kupnych posilkow te grzyby usmazyl z cebulka i posypal po miesie czy ziemniakach - tak zrobil i podobno bylo pyszne. Lubie grzyby i grzybobranie tez.

      Usuń
  4. No rzeczywiscie duze wydatki, ale jak wszystko bylo potrzebne to tak musi byc. Moi znajomi tez mi ostatnio opowiadali jak im sie w tym samym czasie nagromadzilo do placanie.
    Mnie zadziwia ze przy takich upalach u Ciebie ludzie pracuja na zewnatrz, podziwiam i wspolczuje. Jak mam w lecie ogrodnika to zawsze wole zeby przyjechal w chlodniejszy dzien. Od samego patrzenia na pracujacych w upal robi mi sie slabo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie maja wyjscia Tereso - trzeba pracowac bez wzgledu na warunki.
      Mam tak samo jak Ty - patrze na tych pracujacych na zewnatrz i nie moge pojac jak to znosza. Jednak mieszkajac tu tyle lat zaobserwowalem iz rodzimi amerykanie lub meksykanie odbieraja upaly lzej. My zaczelismy 40ty rok pobytu i nadal nie mozemy, choc bedac mlodszymi dawalismy rade.
      Z wiadomosci wiem ze duza czesc USA miala rekordowo goracy czerwiec, w niektorych miejscach pobijalo wczesniejsze rekordy. Obecnie mamy ociupinke chlodniej a takze pojawily sie deszcze - oby tak zostalo do konca lata.

      Usuń
  5. Zgadzam się z poprzednim komentarzem - posiadanie, używanie czegoś - kosztuje.
    Nam ostatnio dopiekł rachunek za gaz - zużyliśmy 5% więcej niż rok temu, rachunek wyższy o 50%.
    To już wolę czytać o grzybach. Akurat w naszym stanie rośnie ich sporo, oczywiście nie teraz. Kiedyś rosły w kilku miejscach w najbliższej okolicy - w parku, na placu zabaw. Niestety osoby odpowiedzialne za roślinność w tych miejscach zajadle niszczą grzyby i robią wszystko żeby nie rosły.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie tez jedynie gazowy rachunek podskoczyl. I uslugi. Wczoraj przyszli skonczyc reperacje podlewania i oczywiscie dac nastepny rachunek a ten byl tylko troche nizszy od pierwszego.
    kochalam grzybobrania ale nie mam tutaj okazji sie nim rozkoszowac. Nasze lasy , a tak duzo ich mam dookola, "nie produkuja" grzybow - za goraco i za sucho, poza tym nie maja posciolki. Na domowych trawnikach i innych podlewanych terenach rosna same dzikie. Przy tym nawet gdyby byly to nie jest bezpiecznie wloczyc sie po lasach wiec nawet nie odwazylabym sie.

    OdpowiedzUsuń