18 lipca 2023

ZWARIOWANY PONIEDZIALEK - CZESC I

Moze powinnam wpis zatytulowac "gdzie sie podzialy moje spokojne, ulozone i idealne dni?" 

Sprobuje opisac wczorajszy poniedzialek ktory o malo nie doprowadzil mnie do szalenstwa a rownoczesnie byl dalszym ciagiem cyklu wydarzen niecodziennych, niemilych i kosztownych. Robiac w glowie pobiezny plan ulozenia tresci widze ze musze podzielic go na co najmniej dwie czesci - dzisiaj pisze pierwsza i tylko dwoch wydarzeniach, w dodatku lekkiego kalibru a mialy poczatek jeszcze w zeszlym tygodniu.

 Sprawca pierwszego okazal sie maz przynoszac wiadomosc ze w pracy dostal kilka projektow do opracowania ale bardzo prostych, nie wymagajacych pracy na firmowych komputerach majacych specjalistyczne programy i biurowej ogromnej drukarce. Oznacza to ze czesc dni bedzie mogl pracowac z domu i tak zrobi idac do biura tylko wtedy gdy konieczne. Przewiduje ze w praktyce bedzie wygladalo tak iz bedzie mial tylko 3 biurowe dni wiec pozostalymi dwoma postara sie tak zarzadzac by czwartek-piatek pracowac z domu co mu poniekad da dluzszy weekend. Przyznaje ze wcale a wcale mi sie to nie spodobalo!!!!!

 Raz ze jestem samotnikiem, dwa ze moj najwspanialszy czas to gdy jestem sama, ze wrecz potrzebuje takich chwil bez ludzi i gadania,  ze wtedy mi sie najlepiej pracuje bo przeciez ja tez mam swe prace i obowiazki - z ktorych akurat czwartek/piatek sa dniami wielkich porzadkow a te najlepiej i najszybciej mi ida gdy nikt mi nie spi do prawie poludnia, nie placze pozniej pod nogami, nie powstrzymuje przez dlugie spanie od uzycia odkurzacza, szorowania glownej lazienki z ktora sypialnia meza sasiaduje i po wstaniu uzywa. Zawsze co mam zrobic robie do poludnia by reszte dnia miec wolna i taka tylko dla siebie a nowy uklad dni calkiem mi ta wygodna rutyne zawali, zmusi do sprzatania na raty i bez dawnej logistyki.

 Wiem ze to nie koniec swiata ale koniec mojego prywatnego  i wlasnie tego wygodnego.

 Po tej wiadomosci chodzilam znowu skwaszona a przeciez wczesniejsze skwaszenie jeszcze mi nie przeszlo - to spowodowane niezalatwiona naprawa samochodu i powtornym zlamaniem sie drzewa.

 Moje sasiadki dosc spokojnie znosily fakt iz czesc wisiala po ich stronie plotu ale gdy dalam im update mowiacy ze moj znajomy pan od drzew nie odpowiada na me wiadomosci i telefony, zaczely sie powolutku denerwowac mowiac ze konar obsuwa sie i wkrotce moze odleciec i calkiem opadajac zahaczyc im o dach albo rynny -  dodajac mi koszta naprawy ich domu. Ja inaczej to widzialam wykluczajac mozliwosc by zahaczyl ale nie oponowalam bo przeciez ich prawo troskac sie o bezpieczenstwo wlasnego domu. Przyrzeklam ze jesli po niedzieli nic nie uslysze od Matt to maz pojdzie na ich trawnik i sam ta galaz obetnie. Na tym zostalo do poniedzialku rano.

 W niedziele po poludniu, majac caly czas w podswiadomosci sprawe drzewa i samochodu patrze a tu Bella ma dziure w glowie!!!!!!!  Niech was nie przeraza - to ja tak nazwalam co zobaczylam i  jak czesto przesadzilam dla efektu. Wyglada to tak :



 Ale zesmy sie zastanawiali co moglo sie stac tym bardziej ze ani zadrapania, ani ukaszenia, nic oprocz malej, okraglej jak od cyrkla LYSEJ plamki i tylko w tym jednym miejscu. Rozwazalismy takie mozliwosci :

 1 - ptak ja dziobnal. Nie, niemozliwe bo zostalaby ranka . To samo tyczy gdyby ja dorwala wiewiorka.

 2 - sama sie zadrapala. Tez niemozliwe bo nie ma zadrapania no i miejsce wygladaloby inaczej.

 Maz byl bardziej przerazony niz ja i nalegal isc z tym do weterynarza ale go powstrzymalam mowiac ze zobaczymy co dalej - bo wiem jakie by byly cyrki przy lapaniu Belli i wkladania jej do torby a moze niepotrzebnie.

 Corka po ogladnieciu zdjecia zapytala o pchly. Chcialam wiec sprawdzic ale gdzie tam - Bella nie dala mi sie ogladnac. Przy tym skad by wziela pchly skoro nie ma stycznosci z innymi zwierzetami? Niemniej kupie jej przeciwpchlowa obrozke i zaloze.

 W sobote wybieralismy sie na kolacje ze znajomymi w zwiazku z czym spedzilam troche czasu na strojenie sie, na makijaz a Bella widzac to bardzo zesmutniala, siedziala pod stolem patrzac na nas bo i maz sie zaczal tez przebierac, niezmiernie zatroskanym wzrokiem dobrze rozumiejac ze opuszczamy dom. Gdy wychodzilismy chcialam ja poglaskac i ucalowac, zapewnic ze wrocimy, nie porzucamy jej, nie wyjezdzamy, a ta weszla jeszcze glebiej pod stol i nie dala sie ani dotknac, moze bojac ze ja gdzies wywozimy? Zostala wiec pod stolem a gdy wrocilismy po dwoch godzinach to tak siedziala jak ja zostawilismy i nawet wtedy miala opory wyjsc i przywitac sie ze mna. Dokladnie bylo widac jak mocno przezyla nasze wyjscie.

 Wczorajszy poniedzialek byl bardzo szalony dla mnie wiec i dla Belli tez jako ze znowu mialam tu ekipe naprawiaczy, duzo lazenia po tylnym ogrodzie, halasu robionego narzedziami co Bella bardzo zle zawsze znosi, zawsze przesiaduje pod lozkiem w stanie niezmiernego stresu, bardzo spieta a ostatnio przeciez mamy takie dni doslownie 3 razy w tygodniu i to juz od chyba trzech tygodni co pewnie niezbyt dobrze dziala na jej nerwy i tylko sie naklada. Jako wiec jeszcze inna mozliwosc przyczyny dziury w glowie wymyslilam ze jesli to nie sprawa diety czym raczej nie jest to -

 3 - wielki stres. Jednak i on objawilby sie kilkoma lysymi miejscami a nie jednym.

 Wiec zostalo nam tylko czekac by sie prace przy domu skonczyly, wrocil spokoj i cisza, by Bella nie musiala w poplochu uciekac z ogrodu i wtedy zobaczymy czy ta moja stresowa teoria sie sprawdzi.

 Na tym minela niedziela i caly weekend (plus powrocily duuuuze upaly) a co sie dzialo w poniedzialek i malo nie doprowadzilo mnie do zwariowania opisze w drugiej czesci opowiesci.    

14 komentarzy:

  1. No faktycznie, dajesz zapowiedź niezłego horroru!
    Ja tez lubię te swoje chwile samotności i niezależności, zwłaszcza na emeryturze.
    Moja i męża praca w szkolnictwie przygotowały nas na wspólną emeryturę, bo w długie wakacje musieliśmy jakoś ze sobą wytrzymać ;-)
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bede sie musiala przyzwyczaic bo nie ma wyjscia ale juz wiem jak bardzo bede tesknic za swoboda poczynan i bycia sama. Nigdy to nie bylo dla mnie samotnoscia, wrecz potrzebowalam. Jedyne co pocieszajace ze tylko czesc tygodnia wiec samotne dni doladuja ma baterie na wspolne dni.

      Usuń
  2. Biedna Serpentyno, co Ty zrobisz, kiedy maz na dobre przejdzie na emeryture i w ogole przestanie wychodzic do pracy? To juz w ogole nic nie bedziesz mogla zrobic wedlug swoich planow. Mysle, ze powinnas sie powoli przyzwyczajac na nadejscie dnia X, przeciez malzonek nie bedzie pracowal wiecznie.
    Nie mam pomyslu, skad mogla sie wziac lysinka na glowie koteczki.
    No i juz sie boje czesci drugiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialam kolezanke, ktorej maz wieksza czesc zycia przepracowal jako kierowca ciezarowki zjezdzajac do domu na sobote i niedziele.
      W sumie to ona wychowala czworke dziec, borykala sie z ich chorbami, problemami , prowadzeniem domu ... sama tez dorabiala. On pracowal poza domem i byl troche jak gosc w tym domu. Kiedy zblizal sie czas jego emerytury, przyznala sie mi, ze boi sie tego momentu i codziennosci z mezem, bo sie odzwyczaila. Obawiala sie , ze beda musieli sie znowu docierac. Niestety bywa, ze ludzie maja takie dylematy.

      Usuń
    2. Pantero, nie wiem co wtedy zrobie oprocz tego ze mnie unieszczesliwi.W dodatku kiedys bedziemy musieli zminimalizowac warunki zycia czyli moze zamieszkac w apartamencie co ograniczy przestrzen mieszkalna, moznosc posiadania swych osobistych pomieszczen i kacikow co mamy obecnie. Przyjdzie sie zabic........
      Co narazie Belli lysinke obserwujemy i jesli nie pokaze sie wiecej uznamy ze spotkal ja jakis tajemniczy wypadek. Wczoraj maz wymysli ze moze sie zaczepila o galaz i to jej wytargalo siersc.

      Usuń
  3. Mi sie juz nie chce rozwiazywac problemow. Daze do swietego spokoju, ale widzac po Twoim poscie, o swietym spokoju moze czlowiek zapomniec. Zawsze dopadnie nas cos do zalatwienia- takie zycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dodatku ta duza seria wydarzen nadeszla po latach spokoju wiec tym bardziej mnie uderza , tak jak fakt ze bedac w domu na mnie spada przyjemnosc telefonowania, umawiania sie z robotnikami, pilnowania ich itd.

      Usuń
    2. Tak Aniu - tak bywa ze czesto praca trzyma malzonkow w sztucznej separacji i pozniej trzeba sie przyzwyczajac do nowego .

      Usuń
  4. Rozumiem Cie ze cenisz sobie ten czas tylko dla siebie, to tak prawie jakby odebrac wolnosc. No i rzeczywiscie wielka zmiana w Twoim programie dnia, wszystko zburzone, spokoj zaklocony.
    Co do tego malego “placka golego” na glowie Belli nie mam zadnego pojecia co to moze byc. Ale jezeli ona czuje sie dobrze to nie ma z czym isc do weterynarza, tylko obserwowac ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile wiem mieszkasz sama i z pewnoscia masz swoj wlasny tryb zycia ulozony wedlug tego jak lubisz - wiec latwo Ci zrozumiec zmiany i dostosowania jakie mam przed soba.
      Tak zdecydowalismy - obserwowac Belle, nie robic na razie poplochu.

      Usuń
  5. Prawdę mówiąc nie widzę problemu z obecnością męża w domu - po prostu robiłam wtedy w domu to co zawsze bo nie lubiłam zmieniać planów, jeśli mi to zbyt zaburzało stały "porządek dnia".Tyle tylko, że uprzedzałam go czego może się spodziewać. Co do tej mini łysinki -nie mam bladego pojęcia, koty to dla mnie terra incognita. Najbardziej intrygujący jest fakt, że to tak nagle się ta łysinka pokazała. Bardzo dziwne!
    anabell

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak bede robic no bo przeciez prace domowe musza byc wykonywane bez wzgledu czy jest w domu czy nie, niemniej logistyka sie troche zmieni. Przy tym ja nie jestem gadatliwa - trzeba cos obgadac, ustalic to ustalam i na tym koniec ale ciagle gadanie bez potrzeby bardzo mi przeszkadza.
    Nas tez dziwi ta kocia lysinka. Na razie obserwujemy czy nie pokaza sie nastepne uwazajac ze jedna mozna uznac za jakis niefortunny wypadek. Wczoraj maz wymyslil ze zaczepila sie glowa o jakas galaz i ta wyszarpala jej siersc. Moglo tak byc ale chyba nigdy nie dowiemy sie prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podejrzewam, że problem Belli to jednak stres. Biedna jest...
    Mój mąż pracował wiele lat za granicą i też bałam się jego powrotu na stałe. Trochę trudno mi było przez dwa-trzy tygodnie, a potem się przyzwyczaiłam. Ty też dasz radę. Po prostu pomyśl, że sprzątanie nie jest najważniejszym elementem piątku czy soboty. Może przenieś tę czynność na inny dzień? Byle to robić w miarę systematycznie.
    Mam nadzieję, że drzewo już zostało usunięte.
    Pozdrawiam ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ze przyzwyczaje sie mimo iz utrace wygodny rytm zycia i samotnej czesci dnia ktora bardzo sobie cenilam. Niezbyt da sie regulowac dniami sprzatania bo cale zycie robie to pod koniec tygodnia a od meza wiem ze jego dni pracy w domu beda przesuwalne, moga wypadac w kazdy tydzien inaczej zaleznie od potrzeb projektow nad ktorymi bedzie pracowal. Bardzo mi sie to nie podoba i oznacza ze bede musiala postepowac kazdego tygodnia inaczej. jakie to wygodne?
      Drzewo usuniete, dzis wracaja usunac pien.
      Dziekuje maskokropko i wzajemnie mocno pozdrawiam.

      Usuń