Wieczorem dostalam wiadomosc ze dawni wlasciciele zakonczyli swe przenosiny i dzis otrzymam klucze od nowego domu. Przyspiesza to me plany tyczace malowania, sprzatania i wlasnych przenosin. A co musze pozalatwic poza oczywistym to nawet nie wspomne: wszelkie uslugi co wymaga rozmowy z kazda jedna instytucja, a gdy poznam nowy nr telefonu ( bo niemozliwe bym utrzymala stary) , zamawiac czeki z nowymi danymi, wizytowki, wyrabiac nowe prawo jazdy. Oj, zachcialo sie babie klopotu.
Jakby ich malo to dzisiaj uprzytomnilam sobie nowy problem. Wiedzialam ze nadejdzie ktoregos dnia, odwlekalam jak moglam ale teraz, gdy wejde w inne progi, nadszedl czas na realizacje.
Musze wyrzucic na smieci moj stary a bardzo ukochany recznik kapielowy!!!! Zadne smiechy bo moze wiekszosc ludzi nie ma specjalnych preferencji, kazdy recznik jest im dobry i spelniajacy potrzebe ale ze mna tak nie ma. Glownym powodem jest to ze nie lubie recznikow zbyt grubych, zbyt puszystych, zbyt frotowych. Moj osobisty recznik musi byc puszysty ale nie zanadto, raczej cienkawy w porownaniu do innych, jakis latwy do ukladania sie do konturow i zakamarkow mego ciala. Ponadto nie lubie ozdabianych jakimis aplikacjami, pierdolami, nawet ich koncowy szlaczek tkany innym sciegiem uwazam za irytujacy bo z reguly kurczy sie w praniu i suszarce i z pieknego recznika "przed" robi maszkare "po". Te co mam, zmalezione pod moj gust, susze nie do konca i gdy jeszcze troszke wilgotne naciagam ta szlaczkowa czesc by utrzymac wlasciwy ksztalt. A to o czym pisze widuje po wszystkich znajomych lazienkach - reczniki niby ladne ale znieksztalcone i w rezultacie wygladajace jak szmata.
Moj ukochany od poczatku nie grzeszyl uroda ale mial to cos co i tak robilo go dla mnie nie do oparcia sie. Przytulny, poddatny, latwo wchlaniajacy, nawet bez trudu wchodzacy w ucho. Uroda bardzo pospolita - kolor co nazywa sie "brudny bialy", w bordowe i zielone waskie paski i nawet nie pasujacy do wystroju lazienki, tej w starym domu. Tak, to znaczy ze obecnie jest bardzo stary, nawet i na dawnym miejscu nie byl mlodzikiem. Nie pamietam kiedy go kupilam ale jesli powiem 10 lat temu to wcale nie przesadze. Zaluje ze nie kupilam ze szesciu egzemplarzy bo tego rodzaju recznikow juz sie nie spotyka, same bardzo puchate i grube. A ten to nawet jakis wiekszy od innych, tak doskonale opatulajac ma osobe.
Na przestrzeni lat bardzo sie spral, stracil swiezosc kolorow, sam jego srodek wlasciwie nie ma zadnych bo te kolorowe nitki najszybciej sie wytarly. Brzegi ma postrzepione, po kazdym praniu obrywam albo obcinam wiszace nitki, niemal placzac widzac jak traci zycie i uzytecznosc, zdajac sobie sprawe ze nasza znjomosc ma sie ku koncowi.
Nie myslcie ze wszystkie moje reczniki sa takie, o nie - ten jest jedynym. Mam kupe innych, jedne dla goscinnej lazienki i ludzi ktorym wszystko jedno, mam tez i dla siebie ale wyciagam je i zawieszam kiedy mam gosci, by nie widzieli co mi sluzy za recznik i nie drapali sie po glowie posadzajac mnie o sknerstwo czy slepote. A gdy wizyta sie konczy to moj ulubieniec natychmiast wraca na wieszak, hihi.
Jednak rozstanie nie uniknione i uznalam ze przeprowadzka bedzie dobrym momentem do tego. Zreszta moja glowna lazienka w nowym domu jest wprost cudna i nie moge jej obrazac nadal trzymajac ten recznik - lysawego obdartusa, wyblaklego i z wiszacymi nitkami. Ale chwileczke - nowa lazienka ma jedna sciane bordowa wiec......
nowe prawo jazdy??? a to czemu, a sciane mozna pomalowac w koncu nic nie traa wiecznie nawet recznik, ja tez lubie proste i normalnie zakonczone ale nie cierpie recznikow bialych
OdpowiedzUsuńTak ładnie napisałaś tę odę, że przypomniałaś mi coś z dzieciństwa. Miałam niebieskiego misia, ukochanego, z nim spałam. W końcu jego uroda mocno sfatygowana predysponowała go do śmietnika. Juz chodziłam do szkoły, nie sypiałam z misiem, ale miałam go schowanego przed światem w tapczanie. A kiedyś zobaczyłam go przygotowanego z innymi starociami do wyniesienia na śmieci. Wyciągłam go, schowałam nadal i dopiero gdy przeprowadzaliśmy się do swojego /mojego aktualnego/ domu z rodzicami w 1966 roku, wyrzuciłam go. A miałam 15 lat. To była miłośc :)) Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńHi hi Serpentyno, Oda do recznika genialna :)) Zdalam sobie sprawe, ze ja tez mam taki! Przywloklam go nwet ze soba do Anglii. Zakupil go moj dawny byly maz, w Rosji, w latach 90-tych, czyli chyba bije cie na glowe ! I co ciekawe, tego recznika uzywam jedynie do wycierania wlosow. Mam dlugie wlosy, ktore myje codziennie, recznik musi wiec byc dosc duzy, ale nie za gruby, za grubych nie lubie, jak i ty. I sluzy mi od -nastu lat!!! Chyba to bedzie z 15 albo i wiecej?? I wiesz, ze wcale sie nie spral? Nie gniotsa, nie lamitosa - 100% ruskije ustrojstowo - genialna jakosc, zadne nitki sie nie pruja, nic sie nie przeciera. Ten recznik zabieram ze soba wszedzie, nawet do hotelu, bo w zadnym nie bede wycierac wlosow w jakies ichnie , ten jest najlepszy. Przez te nascie lat musialam go uzyc juz z ponad 5000 razy !!! Calkowiecie cie rozumiem - i mysle, ze twoj wierny przyjaciel chyba jednak sie ostanie.....schowany gdzies w kaciku, ale bedzie z toba. Takiego skarbu bardzo trudno sie pozbyc, mycie byloby juz nie to samo....:)))
OdpowiedzUsuńNowe prawo jazdy z nowym adresem - adres musi byc aktualny. Sciane mozna pomalowac i pomaluje sie a Ciebie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńI dobrze, Gajo. Skoro byl taki ukochany to nalezalo byc mu wiernym. Wiadomo ze kocha sie nie za wyglad tylko to "cos' ktore widocznie mial. A za pochwale serdecznie dziekuje.
OdpowiedzUsuńTwe uwagi uprzytomnily mi czego nie napisalam w swej odzie - ze jezdzil ze mna wszedzie, nawet do Polski, bo jak Tobie ichnie reczniki mi nie odpowiadaja, musze miec swoj ulubiony i tez przeszedl tysiace pran tyle ze po kazdym cos traci. Moj recznik jest amerykanski i taki z gorszej polki. Gdzie jestem to szukam podobnego ale nie potrafiam znalezc. Pilnuj swego jak oka w glowie i niech Ci jeszcze dlugo sluzy.
OdpowiedzUsuńZnam i rozumiem Twój ból- też mam taki ukochany ręcznik.Kupiłam kiedyś w czasie wakacji dwa chińskie duże ręczniki- właśnie takie miękkie, ale dość cienkie, bez tego ściągającego pseudo jedwabnego szlaczka. Wystarczy,że po upraniu naciągnę go i równo rozwieszę i jest równiutki. Kupiłam tylko dwa duże- zółto-biały i i różowo-biały.Kupiłam je w 1990 r. Mężowi dałam żółty, sobie zostawiłam różowy. Żółty już zakończył żywot, a mój nadal funkcjonuje. Tylko wieszaczek musiałam nowy dorobić- poprzedni już nie wyrobił.I wiesz, on nawet nie stracił koloru, tylko jakby nieco cieńszy się zrobił. Mąż się śmieje, że ja po prostu głównie obsycham i się pewnie wcale nie wycieram,żeby ręcznika nie zniszczyć.Ale co on tam wie.No to masz trochę zakrętaniny, ale dom cudny i wart zamieszania.Buziaki, ;)
OdpowiedzUsuńUśmiecham się czytając, bo też miałam taki ręcznik. Był wyjątkowo chłonny i miły w dotyku. W końcu rozpadł się ze starości, a jego kawałki służyły mi jako szmatki do ścierania kurzu. Myślę, że każdy choć raz w życiu ma taki przedmiot, z którym nie może się pożegnać.
OdpowiedzUsuńA ja myslalam, ze tylko ja mam takie "lekkie zboczenie recznikowe":))))Tez mam swoj ulubiny, nie za gruby, nie za cieknki, preferuje biale, bez szlaczkow, kwiatkow i innych ozdob.Oda do recznika, swietna:)
OdpowiedzUsuńSentymentalnie możesz go na coś przerobić. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAnabell - ty wiesz, ze ja chyba mam taki sam??? Tez jest dosc cienki, bladozolty, wcale sie nie sciera i byl kupiony w tym samym czasie, tyle, ze w Rosji, ale tam chinszczyzna juz byla wszedzie! Ja tu pochwalilam ruska jakosc, a to prawdopodobanie jakosc chinska! Recznik uwielbiam, nadal wyglada jak nowy, tyle ze faktycznie staje sie jakby cienszy, ale rownomiernie , wiec wyglada nadal swietnie. Najwazniejsze, ze jest po prostu niezastapiony do wycierania moich dlugich wlosow, a poniewaz nic nie wazy, wozr go ze soba wszedzie !!! Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńPilnuje Serpentyno, pilnuje jak oka w glowie, i nikomu nie daje :)) Tez tak jak i u Anabell byly ich na poczatku sztuki dwie, jeden zolty, a drugi bialy, ale z jakims idiotycznym rozowym misiem na srodku:) Misia zajezdzilam jako pierwszego, widocznie jakis slabszawy byl, i z zalem poszedl na scierki, musze tu zrewidowac czaso-okres, wychodzi na to, ze zolty jednak sluzy mi tylko jakies ponad 10 lat, bo zapomnialam o Misiu....No to zesmy sobie pogadaly :)) Genialna Oda do Recznika - masz talent do pisania takich kawalkow, uwielbiam taka ironie i sarkazmik :)) To juz ktorys z kolei :)) Ciekawa jestem na co padnie w nastepnej kolejnosci...hi hi
OdpowiedzUsuńKorci mnie skomponowac ode do brudasow i ich beztroskiego podejscia do zycia - wczoraj dostalam klucze do nowego domu i przeprowadzilam szczegolowa inspekcje zakamarkow bo wczesniejsze pozwolily zobaczyc tylko to co na wierzchu i wygladalo niezle. Tymczasem widze ze czeka mnie wiecej sprzatania niz mi sie snilo bo kazda szuflada i szafka niezbyt czysta, wymaga solidnego mycia. A kuchnia kolosalna wiec jest ich od liku. Lodowka dosc czysta, ale piekarnik nosi slady wielu pizz i innych wykipialych wypiekow. Nie rozumiem tego - przeciez skoro moj dom, zyje i uzywam to chyba i dbam. Poza tym kazde urzadzenie bardzo nowoczesne, zdigitalowane, z wieloma programami i przyciskami. Zejdzie mi zanim sie naucze i przyzwyczaje. A mialam tak nieskomplikowane zycie ;)
OdpowiedzUsuńJak latwo rozmawiac z kims kto ma podobne ulubione i rozumie o czym oda - i ze nawet recznik potrafi miec swa osobowosc! Zapomnialam w tekscie dodac ze moj jezdzi ze mna na kazde wakacje, tak jak mala poduszka. Byl nawet w Polsce choc troche go ukrywalam przed publika. A corka, niby wie o co mi chodzi z tym recznikiem ale ile razy widzi go w Miami to przekreca oczami, hihi. Anabelko - dostalam klucze wiec moge zaczynac Wielkie Sprzatanie. Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTak, sa przedmioty ktore maja dla nas specjalna wartosc, nieprzeliczalna. Nieraz pozbywam sie mebli czy innego badziewia i to bez zmruzenia oka ale mam i takie ktore sa ze mna od lat, wedruja z domu do domu i nie wyobrazam sobie zycia bez nich. Pewnie chodzi o ich "osobowosc", wartosc sentymentalna a w wypadku recznika nadzwyczajna uzytecznosc. Milo wiedziec ze nie tylko ja mam to "zboczenie", bo moi troche kreca glowa widzac jak bidny recznik traktuje ;)
OdpowiedzUsuńDziekuje, Ataner. Jakos chcialo mi sie uwiecznic wrazenia recznikowe bo zasluzyl na to bedac ze mna wiele lat i robiac swietna robore. A widze ze naprawde jest na ostatnich nogach, biedaczek. Cieszy mnie fakt ze wiele z was podziela me zdanie bo wciaz myslalam zem dziwaczka - a tymczasem wyglada iz zwyczajnie umiem okreslic co lubie a czego nie i na glos oznajmic. Dlaczego takie proste reczniki ciezko znalezc? Usciski:)
OdpowiedzUsuńMyslalam o tym ale niemozliwe bo zostawia za soba drobne klaczki - nie moze wiec sluzyc za szmatke do kurzow czy samochodu. Pozostaje tylko smietnik :(
OdpowiedzUsuńZawiadomie Anabell o Twoim komentarzu - od wypadku gdyby go nie zauwazyla. Czyz nie wspaniale ze mozna sie tak z dookola swiata porozumiewac, wymieniac uwagi i odkrywac ciekawostki i przypadki. Doprawdy chcialabym wiedziec czy macie takie same reczniki?
OdpowiedzUsuńOde do Brudasow popieram! ale prosze cie oszczedz balaganiarzy...ja ciagle cos myje i czyszcze, ale robie przy tym straszany balagan! Im wiecej sprzatam, tym balagan wiekszy, bo wywalam wszystko jednoczesnie i w kazdym miejscu jest rozkopane...i nigdy nie zdolam dokonczyc wszystkiego w jednym czasie. Ale brudu nienawidze, a juz zupelnym moim "konikiem" sa scierki do naczyn w kuchni...jesli widze, ze u kogos podaje sie na pieknej zastawie, ale sciereczka w kuchni to zwykla brudna szara sciera, w ktora nadal wycieraja naczynia ( a tak jest w wielu domach wierz mi), to za poczestunek dziekuje...Niektorzy ludzie potrafia taka sciera wycierac czyste naczynia a potem podloge i na odwrot!! No to dawaj te Ode do Brudasow - czekam :)) Dla mnie moze byc Oda do Scierki :))Usciski
OdpowiedzUsuńOj, i ja znam domy z takimi scierkami. Najgorsze ze wlascicielki robia wrazenie czystych i zadbanych. O balaganiarzach mam niesprecyzowana opinie bo z jednej strony wiem ze kazdy ma jakas osobowosc, zalety i wady a z drugiej wydaje mi sie ze to w duzym stopniu zly nawyk, brak dyscypliny, przyzwyczajenia sie do zakonczenia co sie robi, odniesienia przedmiotu na swe miejsce, odkladanie na pozniej, mnozenie zaleglosci, brak planowania i systematycznosci. Jesli ma sie odruch - koncze to chowam i sprzatam za soba - to balagan sie nie tworzy, poza tym nieodzownym w postaci kurzu. Pewnie ze niejeden jest tak zapracowany iz faktycznie nie starcza mu czasu ale jakos widac po tym jak robi czy ma w sobie ta zylke porzadnisia. A czy zauwazylas ilu tych balaganiarzy nie zaniedbuje swych szanownych osob i potrzeb a jedynie to co wymaga wysilku i czasu?O balaganiarzach nie bede narazie pisac bo jak juz oznajmilam nadchodzi dla mnie goracy czas, musze sie skupic na przeprowadzce nie na blogu bo inaczej to zrobie sobie..... balagan i pelno nieskonczonych projektow ;)
OdpowiedzUsuńJestem balaganiarzem Serpentyno, ale nie brudasem! To sa dwie rozne sprawy. A jak sie tworzy balagan? U mnie po prostu najczesciej ze zmeczenia..Siedze wieczorem na sofie i : czytam, pisze, ogladam TV, przynosze picie i jedzenie, cos musze uszyc, wiec wyciagam przybornik, szmaty jakies, rozmawiam przez telefon, cos musze podliczyc wiec przynosze olowek, papier, kalkulator, cos tam jeszcze, a moj facet doklada dwa razy tyle!I wierz mi, ze nagle kolo 22,00 robie sie tak zmeczona, po calym dniu pracy, ze momentalnie oczy mi sie zamykaja, wiec wstaje, ide sie myc i spac. Za mna pozostaje chaos, ale trudno, kosztem zdrowia nie bede ukladac przedmiotow martwych, ktore maja w nosie, czy beda schowane zaraz czy potem, a ja nie zmarnuje cennej godziny, kosztem snu, bo potem w pracy nie daje rady. Potem nadchodzi nowy dzien, nowy wieczor, gotowanie , zakupy, sprzatanie poprzedniego balaganu i....robi sie nowy. I kolko sie zamyka, bo w tygodniu nie mam sil na wieczne ukladanie i sprzatanie.I tak o to zostaje stalym balaganiarzem. To planowanie, i odkladanie , i organizowanie i utrzymywanie rezimu - to robie w pracy - w domu chce odpoczac od tego co wlasnie robie zawodowo.
OdpowiedzUsuńJak miło miec rzeczy, do których człowiek jest mocno przywiązany:) Ja Cię rozumiem:) I wcale go nie musisz wyrzucać, i tak jest tylko Twój i tylko Ty go widzisz... Choć nowy, dobry, pachnący nowością ręcznik tez jest pokusą... I dalej nie wiadomo, co zrobić... JA tez mam takie dylematy:) Uściski, Serpentyno:)
OdpowiedzUsuńWitaj Gino, to pewnie taki sam- idealnie w niego wszystko wsiąka i nadal wygląda dobrze. A kupiłam go w jakimś domu towarowym w czasie wakacji, które spędzałam w Borach Tucholskich. Najważniejsze dla mnie,że wsiąkliwy i że nie ma tego pseudo ozdobnego jedwabnego szlaczka, który zawsze, żeby nie wiem co robić, zawsze ściąga w tym miejscu ręcznik. Miłego, ;)
OdpowiedzUsuńNo wiec widzisz ze duzo polega na tym iz sie zaczyna i nie konczy. Jestem inna, zawsze bylam wiec ciezko mi zrozumiec - nie zaczynam drugiego zajecia jesli po pierwszym nie posprzatalam. Wiesz co, Gino - to malo istotne, kazdy sobie rzepke skrobie i wazne by byl szczesliwy.
OdpowiedzUsuńI nalezy sie cieszyc, Ello, ze tylko takie mamy dylematy. Co prawda mam wiecej i ciezszego kalibru ale skoro znajduje czas na myslenie o reczniku to nie jest zle, co nie? ;)
OdpowiedzUsuńWtrace sie do rozmowy by dodac ze i ja tych szlaczkow nie lubie i winuje za znieksztalcanie recznikow! Pozdrawiam obie Panie:)
OdpowiedzUsuńA ja mam w zwiazku z tym dwa rodzaje : male ze szlaczkami ( bo innych nie ma!) do rak, oraz srednie i calkiem wielkie kapielowe bez szlaczkow do innych celow:)) . Te ze szlaczkami ladnie wygladaja rozwieszone, pod kolor lazienki, do wycierania rak i sluza mi jako mata do wychodzenia z wanny, Szlaczki sie sciagaja, ale nie az tak - bo wszystko w domu piore na 40 st max. Gotowanie jest zupelnie niepotrzebne, chyba ze ma sie male dziecko, Wystarczy proszek i woda i bakterie gina:) A sila proszkow jest tak mocna, ze wyciaga wszelkie plamy i brud. Aha - i przyznam sie, ze wcale ich nie prasuje - susze rozwieszone i jest ok. Moze dlatego maja dluzsza zywotnosc, bo prasowane na 100 plus iles stopni szybko sie wykanczaja....Pozdrawiam - i trzymajmy sie naszych recznikow-staruszkow. :))
OdpowiedzUsuńGotowanie prania tak zaginelo ze sobie o takim sposobie calkiem zapomnialam. Pamietam z dziecinstwa ze tak robiono, gdzies i kiedys. Nawet ja, majac wlasne gospodarstwo i dzieci, nigdy nie gotowalam - staranne pranie wystarczalo.
OdpowiedzUsuńZostaw ręcznik. Przecież nawet jesli nie może juz służyć z powodu zniszczeń do wycierania się, to możesz jeszcze używac go do innych celów! I bedzie nadal z Tobą! :)
OdpowiedzUsuńCzesc, Shaak Ti. Co narazie jeszcze go uzywam chociaz ledwie dyszy, biedaczek. Chyba jednak pojdzie na smietnik bo zanosi sie ze kazde nastepne pranie moze okazac sie ostatnim - taki juz cieniutki i slaby, zwlaszcza srodkiem. Nic, bede musiala znalezc zastepce i probowac polubiec, hihi.
OdpowiedzUsuńWszystko pięknie, ładnie. Temat super wdzięczny. Tylko dlaczego nie stosujesz polskich liter? Wiem, ostatnio taka moda, ale to co mamy najlepszego to jest język polski, o który walczyli nasi przodkowie. Wszyscy twierdzą, że nasz język jest niesłychanie trudny. Podobno trudniejszy od chińskiego. Szanujmy go więc, bo my z nim problemów nie mamy. Jeżeli zaczniemy pisać "Oda, pisana proza...." to reszta mija się z celem. Myślę, że to po prostu lenistwo, bo na klawiaturze trzeba nacisnąć oprócz literki jeszcze klawisz "alt". Nie podobało mi się.
OdpowiedzUsuńco ty masz do tego recznika????do kosz na smieci jest ,tyle jest do wyboru...zbiera to sie cos do picia (alkohol np.wino)nie pasuje to zmien jak mieszkanie z starego na nowe...chyba ze wyjezdzasz zza granice i tam masz lepszy start...samoloty lataja ,statki plywaja ,samochody jezdza,ludzie tancza na dyskotece a ty mloda kobieta szuka swojego narzeczonego jak projektu domu ktory juz stoi na podworku kilka lat z wielkim tarasem i basenem,i altanka,marzenia sie spelniaja, chata jak namalowana tylko goscie sie musza wprowadzic...(DOM SIE SZYKUJE W SRODKU BARDZO SZYBKO,MILOSC SWOJEGO ZYCIA SIE POZNAJE KILKA LAT)
OdpowiedzUsuńPomysł ciekawy, opis dobry, ale wszystko zepsułaś obdzierając tekst z polskich liter. To tak jakby 12 potraw wigilijnych wymieszać w jednym garnku i podać na stół. Niby wszystkie potrawy są, ale jak to wygląda i smakuje? No i mam nadzieję, że to tylko wymyślona historia, bo strasznie żal mi ludzi przywiązujących się tak bardzo do przedmiotów...
OdpowiedzUsuńWYRZUC TE BRUDY ,TYLE LAT I NIC ???SMIECIARA JEZDZI CO TYDZIEN...NA RYNKU SA JEST TYLE INNYCH RECZNIKOW.PACHNACYCH ,KTORYMI CHCE SIE WYCIERAC CIALO I TULIC SIE DO TEGO RECZNIKA JAK DO UKOCHANEJ MILOSCI NA KTORA CZEKASZ JAK MLODY ,FACET KTORY ZWARIOWAL NA PUNKCIE SWOJEJ KOBIETY I PRZEWRACA ZNAKI ...
OdpowiedzUsuńale bełkot. czytać się nie da. kobito,daj sobie spokój z takimi przemysleniami,a najlepiej z tym blogiem o niczym
OdpowiedzUsuńJa nie rozumiem: dlaczego wyrzucać coś co się kocha?!?!? Ja rzeczy nie kocham, ale tak na logikę?!?!? I jeszcze zamienić to coś co się kocha na coś niewygodnego?
OdpowiedzUsuńCo za bzdura z tym numerem telefonu? Numer mozna przenosic!
OdpowiedzUsuńodetchmełam,ja tez mam ten jeden -jedyny pracy na okrągło i myślłam ze jestem nienormalna.Dzięki.
OdpowiedzUsuńPisz komentarze i ZARABIAĆ http://praca.dodatkowa.eu
OdpowiedzUsuńbyki czy literówki?
OdpowiedzUsuńto nie wyrzucaj. tez mi powód pisania ody do szmaty!
OdpowiedzUsuńCo się stanie, gdy środek wytrze się tworząc prześwit? Ty lepiej wyrzuć ręczniczynę, gdy jest ku temu okazja. :)
OdpowiedzUsuńSkad wiesz Ira , ze lenistwo? Autorka mieszka w Stanach i nie ma klawiatury z polska trzcionka. Ja mieszkam w UK i tez nie mam. To nie jest lenistwo, ale zwykla niemoznosc. Nie przeszkadza nam to ani w pisaniu ani w czytaniu, choc oczywiscie przeszkadza to niektorym czytajacym. Jezyk polski kocham i pielegnuje, a bez polskiej trzcionki tez mozna sie nim poslugiwac, choc moze nie jest to mile kazdemu oku. Uwazam, ze poprawne pisanie bez polskiej trzcionki jest i tak o niebo lepsze, niz pisanie "z" , ale za to z bledami.
OdpowiedzUsuńRealisto - autorka mieszka w Stanach i nie ma klawiatury z polska trzcionka. Ja mieszkam w UK i tez nie mam. To nie jest lenistwo, ale zwykla niemoznosc. Nie przeszkadza nam to ani w pisaniu ani w czytaniu, choc oczywiscie przeszkadza to niektorym czytajacym. Jezyk polski kocham i pielegnuje, a bez polskiej trzcionki tez mozna sie nim poslugiwac, choc moze nie jest to mile kazdemu oku. Uwazam, ze poprawne pisanie bez polskiej trzcionki jest i tak o niebo lepsze, niz pisanie "z" , ale za to z bledami.Co do tresci, to jest to tekst dla ludzi z poczuciem humoru. Gdybys przeczytal go w znanym tygodniku, jako tekst znanego felietonisty ( i z trzcionka polska !), to zapewne pialbys peany... "Oda do recznika" jest swietna i zreszta nie pierwsza satyra w wydaniu autorki. Bycie realista musi byc strasznie przyziemne.
OdpowiedzUsuń