4 października 2012

ZEGNAJ HONDO :(

         Dzisiaj pozbywam sie Hondy Accord na zawsze. Sluzyla mi niemal przez 17 lat a "niemal" tylko dlatego ze przez ostatnie poltora roku mam zupelnie inny i nowiutki samochod, a staruszka sluzyla jako ekstra, jako samochod zapasowy.

         Mimo ze mialam ja tak dlugo i wygladala troche przestarzale, nie miala zadnych nowoczesnych buzerow, to byla we wspanialym stanie technicznym a na liczniku tylko 120 000 mil, co wcale nie jest duzo. Byla tez udanym egzemplarzem, nie takim w ktorym od poczatku cos nawala - wystarczylo dawac jej benzyne, zmieniac olej, od czasu do czasu opony i to niemal wszystko czego wymagala. Tak naprawde to nie pamietam powaznych reperacji. Duzo pomagalo iz byla moim samochodem, nie mialam do niej wspolnikow a gdy nadazyl sie inny kierowca to rzadko i uwazajacy, rozumiejac ze inaczej narazilby sie na moj gniew i odciecie dostepu do niej.

         Ze wzgledu na moj styl zycia i potrzeby nie byla zbyt meczona choc od czasu do czasu robila dlugie wycieczki i w fajne okolice. Poniewaz  bylam niemal jedynym kierowca to mialam okazje traktowac ja dobrze i z czuloscia a takze utrzymywac w idealnej czystosci. Miala kilka rys na sobie ale na tak dlugiej przestrzeni czasu to nie do unikniecia a takze nie zrobione przeze mnie a tylko przez innych kierowcow na parkingach. Wnetrze natomiast bylo dziewicze - ani jednej plamki, rysy, zawsze odkurzone, zadnych smieci czy papierow. Nie jadlo sie w niej ani nie pilo czego zreszta nie lubie robic w samochodzie - jesli potrzebuje w czasie dlugiej podrozy posilku to zatrzymuje sie w restauracji i spokojnie jem przy stoliku.

Pochwale sie tutaj ze za ten czysty wyglad to wciaz zbieralam pochwaly a takze stwierdzenia: ja nie potrafie utrzymac swego samochodu w czystosci. Dziwne bo wystarczy zwyczajnie nie smiecic a juz bedzie lepiej. Nawet ten co odbieral dzis samochod nie mogl sie wnetrzu nadziwic.

        Jednym slowem sluzyla mi doskonale a ja odwdzieczalam sie miloscia i dbaloscia. Pozbylam sie jej tylko dlatego ze inne warunki zamieszkania, w pagorkowatej okolicy, nie byly zbyt wygodne dla recznego sprzegla - nowy samochod jest automatykiem (co za wygoda!!!!).

       Zaraz po przejsciu na swa emeryture znalazla kupca ale nie dalam sie skusic na pieniadze mowiac ze przyda sie, ze nic nigdy nie wiadomo.

       Stalo sie tak - moj syn jest w potrzebie, musi miec samochod od zaraz i dopoki nie sprawi sobie wlasnego, poprosil o przyslanie mu Hondy.

       Zostala wiec przegladnieta, pouzupelniana w plyny, nowy olej, bak beznzyny, komplet narzedzi i tyle co odebrana przez firme przewozowa. Facet bedzie mial szesc samochodow do dostarczenia w rozne punkty USA (poludniowo-wschodniej USA) i przewiduje ze "moja" Honda bedzie w Bostonie w sobote.

       Jak ze wszystkim co nam towarzyszylo przez dlugi czas, sluzylo dobrze, mielismy dzieki temu duzo przyjemnosci i wspomnien, zal mi jej. Zreszta niemal nie plakalam gdy przesiadalam sie w automatyka - jestem osoba przywiazujaca sie. Teraz to przynajmniej wiem ze idzie na dobry cel, ze nie daja jej obcemu. Ale zdaje sobie sprawe ze pewnie nigdy jej juz nie zobacze.

      Szkoda ze gdy niedawno widzialam ja nie wiedzac o nadchodzacym rozstaniu na dobre, nie poglaskalam jej.

      I tak pomalu, pomalu, koncza sie pewne etapy zycia. 

         

24 komentarze:

  1. Rozumiem Cię, gdy sprzedawałam swojego stareńkiego fiata uno to się zwyczajnie poryczałam, choć nowy wozik juz stał przed domem. Ale uno było prezentem urodzinowym od A., poza tym bardzo dobrze mi służył, wytłukłam na nim multum kilometrów po Polsce. Stałam przy oknie, patrzyłam na moje "białe cudo" i ryczałam. Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem to doskonale. Z każdym samochodem rozstawałam się z żalem /nawet z maluchem niezawodnym, na którym stawiałam pierwsze kroki/. Mąż też bardzo dba o samochód. Dlatego, gdy zarysowałam go wjeżdżając do garażu /pisałam wiosną o tym/ nie przyznałam się. A gdy sprzedawaliśmy poprzedni samochód, 6-letnią Toyotę, to pan w komisie nie chciał uwierzyc, że nasz skarb ma 6 lat. Wycackana i pachnąca była, że żal ją było sprzedawac, ale inny samochód był już zamówiony. My zresztą o wszystko dbamy, jak wiesz, mąż jest pedantem , ja także lubię porządek, więc nie niszczymy . Ale mój osobisty syn haracze każdy samochów. Że nie wspomnę o bałaganie wewnątrz.....

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam, ten ból, Serpentynko. Też płakałam, gdy zabierali mojego Citroena. Nic nowego ani starego nie kupiłam, tylko korzystam z komunikacji publicznej, a to zupełnie co innego, niż własne autko. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawie jak czlonek rodziny, najwazniejsze, ze oddalas go w dobre rece.Ja nie mam takiego sentymentu do samochodow, moze dlatego, ze czesto zmieniamy. Konczy sie gwarancja i kupujemy nastepny. Tak jak Ty, lubie miec czysto w autku i pachnaco, p. twierdzi, ze jak masz w samochodzie to podobie w domu, zauwazylam ze cos w tym jest.Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie pozbyłaś się Hondy, a zyskałaś wdzięczność syna.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie plakalam za Honda ale zdawalo mi sie ze trace bardzo bliskiego, oddanego przyjaciela. Niby nadal zostaje w rodzinie ale nie mysle ze kiedykolwiek ja jeszcze zobacze ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przy okazji przekazania Hondy w inne rece wspominalam jak to jeszcze w dawnym domu musialam zawolac fachowca od pralki. Pracowal nad nia a ja napomknelam ze miala prawo nawalic po 16 latach pracy. A pan stanal jak wryty dziwiac sie ze taka stara a w doskonalym stanie (bo usterka to bylo jakies male glupstwo) nie tylko technicznie ale i z wygladu - bo ja od czasu do czasu czyszcze i pralki, wygrzebujac ze szpar i zakamarkow co sie da. Aby uwierzyl w jej wiek pokazalam specyfikacje techniczna na ktorej byl rocznik. W nowym domu odziedziczylam pralke i suszarke po dawnych wlascicielach i przed pierwszym praniem dokladnie ja wyczyscilam, zreszta zmywarke do naczyn tez. To nie tylko pedanteria ale i przedluzanie zywotnosci sprzetow. A autem przeciez jezdzilam wiec zrozumiale ze przyjemnie bylo mi przebywac w czystym wehikule. Mam szczescie z moimi pracodawcami bo i oni bardzo pedantyczni a dziewczyny wyszkolone w czystosci wiec nie robia mi w samochodzie balaganu. Przez ostatnie miesiace mieszkal u mnie syn wiec korzystal z mego auta i mimo iz staral sie a takze wyreczal w myciu i odkurzaniu to nie bylo to samo, Gajo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Honda byla wylacznie moja, nie wspolna, wiec tym bardziej wychuchana, tym samym dajaca duzo zalu przy rozstaniu. Nowe auto niby nowoczesniejsze, niby ma wiele czego nie miala Honda ale mam dla niego mniej sentymentu. Dziekuje za pozdrowienia i wzajemnie sciskam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  9. I my przeszlismy przez wiele samochodow ale Honda byla przeze mnie wybrana, dla mnie kupiona i od "malego " wychowana - moze dlatego mialam dla niej duzo sentymentu i poczucie wylacznej wlasnosci. Sciskam serdecznie, Ataner.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wierze ze staruszka bedzie duza pomoca dopoki nie kupi sobie cos nowego a mnie przyjemnie pomyslec ze nadal jest w rodzinie choc tak daleko. Pozdrawiam serdecznie, Antoni.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie Cię rozumiem.... :(((( przypomniało mi sie jak ja się musiałam rozstac z moim autkiem .... :(((((

    OdpowiedzUsuń
  12. Po wypadku mojego męża ,kiedy już miał z głowy jazdę i kierowanie samochodem, nasz samochód także dostał starszy syn. Mnie samochód raczej teraz niepotrzebny. W razie potrzeby mam do wyboru samochody wraz z kierowcą w rodzinie, ale z tego raczej korzystam jedynie w bardzo drastycznych okolicznościach, a tak jeżdżę autobusami albo chodzę na piechotę. Zostawiam ci tu dla przypomnienia mój adres bo chyba już o mnie trochę zapomniałaś. Uściski serdeczne Nagrodą także wzgardziłaś jak widzę bo ją nie wkleiłaś buuutakiesobiepogaduszki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. skoro w potrzebie ,to dobrze ze sie tak stalo,nowe cieszy bardziej ;) mnie tez bylo naszego staregoVW polo tak cudownie mi sie nim jedzilo, ale tyle km przejechal ze trzebabylo go sprzedac, tego nowego juz tak nie lubie

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój samochód traktuję podobnie, na razie go nie sprzedam, a jak to kiedyś zrobię, to z wielką przykrością. Uwielbiam go, i tez mi służy bez większych napraw. Teraz jest brudny, bo co drugi dzień jeżdżę do lasu na grzyby. Syn miał go umyć w sobotę, ale stwierdził, że nie warto bo znów go ubrudzę w lesie... I miał rację:) Uściski Serpentyno.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyglada ze glowne pozegnanie z Honda nastapilo gdy ja wymienilam na nowy samochod. Mimo ze jej nie uzywalam to jednak mialam okazje widziec ja. Od soboty jest w Bostonie, syn zadowolony i nalezy sie cieszyc ze jeszcze komus bedzie sluzyc. Ale zbyt daleko by ja widywac co moze i lepiej bo wiem iz nie bedzie w nia tak dmuchal i chuchal jak ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uleczko - nie udalo mi sie wkleic nagrody, za ktora serdecznie dziekuje i ciesze sie. Pewnie Onet cos w tym dniu fiksowal. Wybacz wiec ale to nie moja wina - i nie jest tak ze zapominam o przyjaciolach - po prostu rzadziej patrze w blogi, mniej komentuje bo mam jakis psychicznie zly okres. Nie wszystkie miasta USA maja adekwatna miejska komunikacje. Wlasciwie tylko te olbrzymy takowa posiadaja, w innych nie oplaca sie budowac kolejek a autobusy kraza tylko kilkoma trasami. Kazdy ma samochod i na nim polega co o tyle wygodne ze nie musi sie trzymac zadnych rozkladow jazdy. Wygodnie miec kierowce ale dobrze byc samodzielnym i nie uzaleznionym od czyjegos czasu i dostepu - gdybym nie miala samochodu to nie moglabym pracowac.Serdecznie Cie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. O tak, LO - syn bedzie mial pozytek a staruszka okazala sie bardzo przydatna, mimo leciwego wieku.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak chetnie pojechalabym do lasu na grzyby!!!!!! I nic by mnie nie obchodzilo ze samochod mi sie zbrudzi. Grzybobranie to jedna z moich ulubionych przyjemnosci a tutaj tego nie ma. Mozna chodzic po lesie ale nie ma w nich jadalnych grzybow. Czasem slysze ze rosna ale tyczy to innych okolic, nie mojej. Milych grzybobran zycze, Ello :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Chyba jeszcze nie widziałem samochodu z recznym sprzeglem... Nawet nie bardzo wiem, jak to wyglada.A co do pozegnania - och, jak ja to dobrze znam! A jeszcze jesli samochod w dobrym stanie - podwojnie boli. No, ale przeciez moze sie zdarzyc, ze Cie syn odwiedzi Twoja stara Honda! I powitasz ja jak stara przyjaciolke.Z jednym tylko sie nie zgadzam: aby utrzymac auto w czystosci, nie wystarczy nie smiecic. Trzeba jeszcze pozbyc sie dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Moze powinnam napisac "z reczna przerzutnia" czy jakos tak? Mysle ze wiesz o co mi chodzi choc nie wyrazilam sie precyzyjnie technicznie, hihi. Podziele sie inna ciekawostka; w czasie pracujacego weekendu bardzo sie oziebilo, przez noc temp spadla z ponad 30 do zaledwie 8 st. Wioze z samego rana podopieczne i widze ze znow mi samochod mowi iz mam niskie cisnienie w oponach, co juz sie zdarzylo na wiosne a podobno nie powinno miec takiego wplywu na azot. Oczywiscie nalezalo dopelnic w punkcie naprawczym a tam zaczelam do mechanika zalic sie i biadolic. A on na to ze po pierwsze czujniki sa niezmiernie czule i reaguja na najmniejsza zmiane cisnienia, nawet taka bez znaczenia, a po drugie w oponach jest mieszanka azot-powietrze i nic sie nie stanie jesli dopelnie na pierwszej lepszej benzyniarni. Fajno ze teraz wiem i ze w razie nastepnego spadku bede wiedziec co robic ale.... jesli dopelnie powietrzem raz, drugi, trzeci to czy ewentualnie nie uzyskam w oponach samego powietrza albo przynajmniej niewlasciwej mieszanki? Nurtuje mnie to pytanie i przy najblizszej okazji znow bede mechanika meczyc. Nie, nie mam idealnego sposobu na smiecace dzieci oprocz wdrozenia dyscypliny i obowiazku posprzatania za soba. A Ciebie serdecznie pozdrawiam, Nitager.

    OdpowiedzUsuń
  21. Na pocieszenie zajrzyj na kawałek tortu do mnie, trzecie urodziny :))))

    OdpowiedzUsuń
  22. Na pocieszenie zajrzyj do mnie na kawałek tortu, trzecie urodziny bloga :)))

    OdpowiedzUsuń
  23. tez mielismy honde accord i to w wersji amerykańskiej. Rasowa, czarna ze srebrnymi wykończeniami wzbudzała zachwyt na ulicach, a my do dziś wspominamy ją z nostalgią. I tez bezawaryjny model:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Przez prawie 30 lat pobytu w USA przetarlismy spora ilosc samochodow, niemal zawsze japonskiej produkcji i zawsze dobrze nam sluzyly. Wspomniana Honda udala sie nadzwyczajnie utwierdzajac nas w tej opinii. Dla mnie byla czyms specjalnym bo po raz pierwszy tylko i wylacznie moim pojazdem, bez wspolnikow. Darzylam ja wielkim sentymentem, nie mowiac ze kolor lakieru i wnetrza moglam dobrac do swego gustu a byl "zlocisty" z bezowymi, pluszowymi obiciami.Serdecznie Cie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń