30 maja 2022

SUPER LUNCH

Jesli ide na lunch do IHOP, miejsca specjalizujacego sie w pancakes to tylko dlatego ze rowniez serwuja nalesniki, ktore zamawiam na deser. Robia przerozne a najbardziej lubie ze serem albo te nazywane "szwajcarskie" ktorym towarzyszy niezmiernie smaczny, slodko-cierpki dzem, z lingonberries. Do innych, serowych daja rowniez owoce w syropie, bita smietane co powoduje ze choc zamawiam pol porcji, dwa, na telerzu wygladaja jak wysoce kaloryczna gora.

Bomba kaloryczna, zawsze 
musze wyciskac na bok czesc sera
bo za duzo wpychaja
  





To sa moje ulubione, z lingonberry



 Wybralam sie wiec juz czujac na jezyku smak tych nalesnikow a tam same niespodzianki, w dodatku nie wrozace nic dobrego. 

Tu musze wstawic dwie dygresje bo one tlumacza dlaczego mi mina zrzedla widzac co zastalam i nawet bylam sklonna zrezygnowac i wyjsc : nie wiem jak jest teraz w Polsce ale gdy jeszcze w niej mieszkalam nie bylo niczym nadzwyczajnym, gdy restauracja byla pelna, przysiadac sie do stolika ktory juz byl zajety. Tutaj tak nie ma - jesli nie ma zupelnie wolnego stolika to sie czeka, nikomu by nie przyszlo do glowy dzielic go z obcym towarzystwem.

 Druga dygresja tyczy ludzi etnicznej grupy zwanej Cajun. Wywodza sie z grupy dawniej mieszkajacej w Acadii, terenie USA najbardziej polnocno-wschodnim, grupy pochodzenia francusko-kanadyjskiego, ktorzy porzucili brytyjskie "jarzmo" i w polowie 19tego wieku przeniesli sie do Louisiana ktora wowczas nalezala do Francji, gdzie nadal mieszkaja. Od poczatku byli inni od reszty amerykanow bardzo mocno trzymajac sie swego jezyka i tradycji. W Louisiana mieszkali ( i mieszkaja) na terenach moczarow ktore byly i sa istnymi labiryntami, pelne m. in. krokodyli, w bardzo prymitywnych warunkach (bez elektrycznosci, biezacej wody) i glownie zywiac sie tym co dawala im brudna moczarowa woda. Byli i sa bardzo serdecznymi, goscinnymi ludzmi, a ich orginalna kuchnia i muzyka/tance, staly sie popularne.






 Oczywiscie ich warunki zycia zmienily sie, bardziej korzystaja z cywilizacji i technologii, mlodzi odlaczaja sie od grupy ksztalcac sie i pozniej zamieszkujac w cywilizacji ale sa nadal ci inni ktorzy tam mieszkaja nadal wedlug tradycji. Nigdy tam nie bylam, nie widzialam na wlasne oczy ale znam z filmow i opisow - ciekawi ludzie, czesto nieposkromieni jako ze raczej ignoruja prawo, dawniej zyli ze szmuglu, pedzenia alkoholu, handlu narkotykami. Lubie ich muzyke i tance, a do muzyki nadal uzywaja przedziwnych instrumentow i robia to dobrze.




 Troche kojarza mi sie z naszymi Amish jako ze obie tworza swoista i niezintegrowana grupe , obie zyja scisle wedlug dawnych tradycji ale tak naprawde to sa jak dzien i noc : Amish super ukladni, obowiazkowi, planujacy, przestrzegajacy praw, nie uznaja uzywek, tworza bardzo mocne rodziny i pracuja od rana do nocy. Cajun odwrotnie - zyja tym co los przynosi, nie przejmujac sie jutrem, nie boja sie lamac prawa, lubia sie bawic , popijac i uwazaja ze praca nie zajac, nie ucieknie. Moze obecnie jest inaczej ale opinia przetrwala.

  Wracajac do tematu - zaszlam, stoje przy ambonie hostess ktora powinna byc i rozsadzac ludzi a jej nie ma! Malo tego - IHOP pelniutki jak nigdy, nie widac wolnego stolika czy lozy. Czekam chwile a hostessy nadal nie ma i co prawda kelnerow pelno, kreca sie jak w ukropie ale rozsadzanie ludzi nie jest ich robota. Na to nadeszla inna kobieta , tez sama jedna i tez czeka i czeka. Porozumiewalysmy sie oczami jako ze ja w maseczce ale i tak dalysmy rade jedna drugiej zasygnalizowac ze nadzwyczajna sytuacja.

 Zaczelam sie zastanawiac czy nie opuscic restauracji, przyjsc na nalesniki kiedy indziej ale jeden z kelnerow obrzucil mnie wzrokiem moze dzieki temu ze machalam rekami by zwrocic czyjas uwage na to ze czekamy. Przyszedl i zaczal ogladac plan sal , szukac dla mnie miejsca, na co ta druga kobieta mowi - jesli ci (czyli mnie) nie przeszkadza to moze ze wzgledu na brak wolnych stolikow usiadziemy razem? I nie bede ci przeszkadzac, mozesz sobie czytac swoja ksiazke? Nawet kelner patrzyl na nia spod oka zdziwiony propozycja bo jak wspomnialam - nie ma tu sadzania razem roznych grup. Mnie nie za bardzo sie to podobalo glownie ze wzgledu na ksiazke bo od razu do mnie dotarlo ze nie da sie dzielic stolika i slowem nie odezwac do siebie. A jesli nie moge czytac przy jedzeniu to mi posilek nie smakuje i juz! Ale nic, zgodzilam sie myslac ze odmowa bylaby lekkim afrontem dla kobiety ktora chciala jak najlepiej.

 Ona wygladala na ociupine mlodsza ode mnie, bardzo przystojna i naturalna co mi sie podobalo, bez mocnego makijazu, wlosy sol i pieprz ale wrodzona uroda jej wystarczala.

 Wiec posadzono nas razem, dano menu choc ja wiedzialam co chce i okazalo sie ze ona tez. Zamawiam wiec glowne danie dodajac co chce na deser a tu kelner mi mowi ze dzisiaj NIE MA nalesnikow bo ten co jest od nich nie przyszedl do pracy! Popatrzcie ile mnie przeciwnosci spotkalo od poczatku - dlugie czekanie, wspolny stolik z obca osoba i wszystko na nic bo nie ma kto robic nalesniki. Doslownie juz drugi raz chcialam stamtad wybyc i tylko dobre wychowanie mnie powstrzymalo bo uwazalam ze w tym momencie byloby nietaktem porzucic ta kobiete.

 Zrobilam wiec dobra mine i czekajac na danie postanowilam sie odezwac. Przedstwilam sie, ona tez  i gdy uslyszala ze pochodze z Polski dodala ze ona z kolei pochodzi z Cajun nacji. I zaczelo sie - oczywiscie mojej ksiazki wogole ani nie otwarlam. Obie z grubsza opowiedzialysmy sobie bardzo skrocona historie zycia ale glownym przebojem lunchu byly jej historie na temat Cajun, co nie dziwne gdyz fakty o Polsce ktora opuscilam to byla zwykla codzienna rzeczywistosc w tamtym okresie i tyczyla calego wschodniego bloku. Ona opuscila rejon Cajun z chwila pojscia na studia ale rodzina zostala, odwiedzala ich i brala udzial w rozrywkach i wydarzeniach jako ze Cajuni sa niezmiernie rozrywkowymi ludzmi.

 Natomiast ona miala do przekazania wiele nieznanych mi faktow jesli chodzi o tradycje tych ludzi a takze cala fure smiesznych i dziwnych historii bo ich zycie, kazdy dzien byl niezmiernie obfity w wydarzenia i ludzkie postepki, lacznie z tym ze pierwszego meza musiala postraszyc dubeltowka by jej dal spokoj - on stal sie narkomanem wiec oczywiscie malzenstwo sie rozlecialo. Wyszlo ze obie mialysmy podobne warunki wyrastania jako ze ja, urodzona w 1948 roku, ona 1955, pamietalysmy wioski bez elektrycznosci i biezacej wody, chociaz ja tylko z widzenia, ona zyla jakis czas w takich prymitywnych warunkach.

Nie dam rady opisac wszystkiego co uslyszalam, z kolei o tyle bylo latwo przekazac pewne polskie fakty gdyz ona wiele razy byla w Europie co dalo jej pojecie o czym mowie. Bardzo fajno sie nam rozmawialo, nawet kelner, ten sam co nas usadzil, cieszyl sie ze tak wspaniale sie sklikalysmy, ze az jedzenie nam styglo bo geby mialysmy zajete gadaniem. Chociaz sporo wiem o tych Cajun jednak informacje z pierwszej reki i wlasnego doswiadczenia byly ciekawe i czesto tak smieszne ze zasmiewalysmy sie do lez.

  Obecnie mieszka z drugim mezem gdzies na prowincji gdyz maja farme a do "miasta" wpada od czasu do czasu na zakupy.  W pewnym momencie ta kobieta a ktorej imienia nie zapamietalam, mowi ze szkoda iz trafilysmy na beznalesnikowy dzien bo ona tez lubi i nawiasem mowiac byla w Whole Foods (sklep zdrowej zywnosci) i kupila sobie gotowe nalesniki, takie ktore tylko czyms posmarowac. Ja na to - hmm, nie wiedzialam ze WF ma nalesniki . Dziekuje ze mi powiedzialas to po lunchu skocze do niego i kupie. Ona na to - nie kupisz bo wzielam ostatnia paczke!  W koncu pozegnala sie i poszla - nie omieszkujac podziekowac za dobry czas lunchowy, nawet dodala ze nie pamieta tak fajnego lunchu. Ja odebralam podobnie i nawet nie tesknilam za ksiazka - polubilam ta osobe, bardzo otwarta, mila, ciekawa, inteligentna i z darem opowiadania co skomentowalam ze ten dar i jej ciekawe zycie powinien ja sklonic do napisania ksiazki. Wcale nie wysmiala sugestii mowiac ze sama o tym myslala tylko brakuje jej czasu.

 I poszla zostawiajac mnie w lekkim oszolomieniu ale glownie zachwycona jej towarzystwem , tak niespodziwanym a fortunnym.  Czekam na rachunek a tu ona jest spowrotem z paczuszka w rece - mowiac ze ofiarowywuje mi swoje nalesniki i zyczy smacznego i znow ze nigdy nie zapomni tego lunchu.

 Tych nalesnikow bylo 8, obsmazonych, szumnie nazwanych French Style - jednak w domu gdy przygotowalam , nie smakowaly nam, nie ma ich co porownywac z tymi z IHOP albo tymi ktore ja robie, glownie bo byly suche jak trociny i bez okreslonego smaku choc na opakowaniu nie pisalo ze organiczne albo bezglutenowe.  Ze wstydem przyznaje ze zjedlismy po jednym a reszte musialam wyrzucic - i przykro mi bylo z tego powodu jako ze kobieta poswiecila swoje a na darmo.

 Ale to najmniejszy problem - ogolnie bardzo jestem zadowolona z tego lunchu choc z poczatku zapowiadal sie tragicznie - z nieznana mi osoba, posilku bez ksiazki i nalesnikow. Szkoda ze juz nie nigdy sie nie spotkamy - zostalo mi tylko mile wspominac.

 Mysle rowniez ze gdybym nie wiem jak planowala cos podobnego, szukala odpowiedniej osoby do towarzystwa to nie udaloby mi sie znalezc to co samo, niechcacy, przydarzylo mi sie.      

16 komentarzy:

  1. Ale niesamowita historia, uwielbiam takie. Okazało się, ze przygodne towarzystwo może być źródłem wielu niespodzianek, nawet pozytywnych.
    Naleśniki tez lubię, ale raczej wytrawne, słodkie tylko jako deser:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jakie masz na mysli piszac "wytrawne" - u nas zawsze byly na slodko jako ze albo ze slodkim serem albo dzemem wiec sluzyly jako deser, nigdy jako danie.
      Od dawna nie robie w domu bo sie nie oplaca dla dwojga robic czterech nalesnikow - gdy sie nam zachce korzystamy z IHOP.
      Tak, mile wspominam ta kobiete i lunch, napotykajac poczatkowe trudnosci ani przypuszczalam ze obroci sie na cos tak przyjemnego.

      Usuń
    2. Wytrawne czyli z różnymi farszami, teraz tez robię mniej, bo jesteśmy we dwójkę, ale kiedyś robiłam z serem i szynka, z twarogiem i szczypiorem, z warzywami na ostro...
      Gdy zostają mi naleśniki z obiadu, to kroję je na makaron lub zwijam w krokiety.

      Usuń
    3. Takie sa rowniez u nas i bardzo popularne ale nie obwijane nalesnikami tylko innym rodzajem ciasta, mniej delikatesowym.
      Nigdy nie probowalam zrobic z nich makaronu ale do krokietow uzywam.

      Usuń
  2. Cudowna historia!
    Czasem pozorne kłopoty zmieniają się w miłą niespodziankę.
    Naleśniki - kiedyś 2 razy w tygodniu, teraz już tylko 1 raz, smażę naleśniki dla wnuków.
    :Więcej tutaj: https://bloginglife2.blogspot.com/2016/10/nalesniki.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamietam Twoj nalesnikowy wpis - i sama wiem jak przyjemnie jest robic cos dla wnukow.
    Juz od dawna nie robie ich w domu bo sie nie oplaca - zjedlibysmy po dwa i to wszystko - wiec chodzimy na nie do IHOP. Niedawno widzialam gdzies na parkingu objazdowy truck oferujacy lunche a takze nalesniki wedlug zyczen ale wtedy nie uchciwilam sie na nie i nigdy wiecej juz go nie spotkalam - one, te trucki, kreca sie raczej w poblizu biurowcow ktore daja im mase klientow.
    Tak, ten lunch dal mi duzo przyjemnosci, chociaz nie wyszlam stamtad za bardzo najedzona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obie bylyscie mile, niby obce a za chwile juz nie, dobrze jest tak umiec sie znalezc towarzysko i spedzic czas przyjemnie.
    A wiesz ja mam calkiem inne podejscie do nalesnikow, tyle ze takich prostych, nie smazonych dwa razy. Wlasnie dla jednej osoby jest mi najlatwiej zrobic, wiec smaze od czasu do czasu tylko dla siebie, najczesciej jem z owocami, jagody, maliny, jezyny i polewam syropem klonowym.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tych kupnych nie smazy sie drugi raz jedynie podgrzewa w microwave przez 10 sekund.
    Wyglada ze jestem bardziej leniwa od Ciebie uznajac ze na dwoje nie oplaca sie bawic w nalesniki.
    Czasem gdy wracam z miasta to mi strzela do glowy wstapic do IHOP i kupic na wynos - wtedy mamy w domu deser nalesnikowy co cieszy meza.
    Te z IHOP tez moga byc polewane jakims syropem : truskawkowym, malinowym i zawierac przerozne jezyny a sera laduja tyle ze czesc odciskam. Plus szczodra porcja bitej smietany. Chociaz istnieje menu mozna sobie samemu "zbudowac " nalesniki, podobnie jak gdzie indziej pizze czy omlety - zazyczyc na nich co dusza zapragnie. Prawde mowiac nie widuje by je polewano sokiem klonowym ktory jest raczej nieodlaczna czescia pancakes.
    Dobrze ze smazysz sobie nalesniki gdy masz na nie ochote :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami życie samo pisze najciekawsze scenariusze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Duzo w tym prawdy , krolowo - dlatego wpis zakonczylam podobnym wnioskiem : nigdy nie potrafilabym wymyslec takiego scenariusza a tu popatrz, samo sie ulozylo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawe zdarzenie. Czasami tak sie dzieje, ze poznajemy kogos i czujemy sie przy nim jakbysmy wieki sie znali. Sa to jednak bardzo rzadkie wydarzenia.
    Trafilas chyba na bratnia dusze:) I jak pisze Coelho tego nie da sie zapomniec.
    W Niemczech bywa tak, ze ludzie sie dosiadaja do stolika kiedy pelno wokol chetnych, ale z reguly dosiadaja sie do stolikow dosc sporych. I staraja sie nie zaklocac sobie nawzajem prywatnosci. Powem jednak od siebie, ze nie jest to komfortowa sytuacja. Zdarzylo mi sie to chyba ze dwa razy i wolalabym aby nie bylo takich sytuacji czesto :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to bylo bardzo mile spotkanie, obie mialysmy fajny lunch i ciekawa rozmowe. Mysle ze duzo w tym pomogl fakt iz nie rozmawialysmy ani o polityce, ani covidzie ani niczym przykrym czy stwarzajacym kontrowersje. - ot smieszne wydarzenia z mlodosci, jej czesc bardzo kolorowa ze wzgledu na pochodzenie.
      Jak napisalam w poscie zjawisko wspolnego stolika bylo dosc powszechne w Polsce jaka znalam, tutaj wogole nie. Czesto mam lunche w pojedynke i nieraz sadzaja mnie w lozy a one sa najczesciej 6 osobowe. Oboje, kelner i ja, bylismy zaskoczeni propozycja ale wyszla nam na zdrowie.
      Z kolei gdy sie siada przy barze to momentalnie zaczynaja sie wspolne rozmowy i smiechy jak pomiedzy najlepszymi znajomymi.
      Kto wie jakby sie sprawy potoczyly gdybym blizej poznala ta kobiete bo bywa ze dopiero pozniej wychodza nowe i ukryte cechy ludzkie.

      Usuń
  9. Dobry wieczór.

    Zgadzam się z poprzednikami, że życie to najlepszy scenarzysta.

    Dużo nowych rzeczy się dowiedziałem, dzięki. :)

    Zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje - i ja uwazam ze sama bym nie wymyslila takiego milego spotkania , tylko zycie tak potrafi.
      Zagladne do Ciebie, dzieki za zaproszenie.

      Usuń
  10. Ciekawe spotkanie. Los czasem przygotowuje urocze niespodzianki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do dzisiaj wspominam ten lunch z przyjemnoscia i nadal sie dziwie jak nadzwyczajnie sie ulozylo - samo od siebie.

      Usuń