W moim zyciu koniec starego a poczatek nowego roku bywal rozny. Dawniej wypelniony uczestnictwem w Sylwestrach - nawet nie pamietam od ilu lat nie chodze i nie tesknie.
Czasem udawalo sie nam pojsc na Swiateczny koncert w Filharmonii ale nie kazdego roku gdyz czesto zalezalo od miejsca w ktorym spedzalismy swieta albo, jak w tym roku, od dni pobytu u nas gosci.
Tak wypadlo w tym roku - ze goscie odjezdzali w koncertowa sobote wiec nie bylo mowy o pojsciu a w niedziele, dzien powtorki koncertu bylam zawalona porzadkami i ani mi w glowie byly rozrywki. Zreszta bedac na wielu podobnych z tej okazji dawno doszlam do wniosku ze sa bardzo podobne no bo dyktowane atmosfera swiateczno-noworoczna.
Natomiast innych rozrywek mi nie brakuje o czym czesto zawiadamiam jako ze wciaz sie u mnie cos dzieje, nieraz nawet smieszne - i dobrze ze typu "drobnostki".
Tym razem wyglada iz z Nowym Rokiem niechcacy zasialam sobie w .....zoladku plantacje pomidorow!
A bylo tak : pomidory zostaly zakupione tuz przed przyjazdem corki i ziecia czyli przed swietami. Czesc zostala zjedzona ale ze wzgledu ze mielismy do spozywania przeroznosci nie "szly " tak szybko jak w inne dni, bywalo ze mielismy dnie gdy nikt pomidora nie potrzebowal. Pod koniec wizyty ostal sie jeden, nie ruszany w imie zasady ze ostatniego czegos sie nie rusza zostawiajac komu innemu. Wiec tak sobie lezal i dojrzewal i miekl.
W niedziele, gdy juz gosci nie bylo, pomyslam ze czas na niego zanim zrobi sie calkiem miekki i niejadalny. Do sniadania pokroilam go w plastry widzac iz jego nasiona sa dosc napeczniale ale dokladnie nie przygladajac sie. Jem ktorys plasterek i czuje w ustach cos twardego, cos innego niz miazsz pomidora wiec wyplulam, przygladam sie a to byly jego nasiona w postaci sporych kielkow, niekore majace nawet miniaturowe listki !!!!!!
A przeciez kilka polknelam nie zdajac sobie sprawy co polykam! Niemilo mi sie zrobilo choc kielek to lepsze niz polkniety robak albo jakas plesn.
Teraz boje sie co mi bedzie roslo w zoladku a takze jak bede wygladac majac z nosa lub uszu wyrastajace klecza pomidorow, moze nawet z malymi pomidorkami!
Na co maz powiedzial - nie zapominaj ze moga sie wydostawac z jeszcze innych otworow ciala :)


Mam nadzieje, ze zrobisz selfika i podzielisz sie z nami, zebysmy tez mogli poumierac ze smiechu na Twoj widok z lodygami i listkami wystajacymi z nozdrzy, uszu i tych innych otworow ciala. Pliiisss... :)))))))
OdpowiedzUsuńDawno temu, jeszcze w starym domu rodzicow, za czasow podstawowkowych, rzucilysmy sie z kolezanka na wojskowe suchary i sporo zezarlysmy, zanim przyjrzalysmy sie, co jemy. No coz, ruchome byly te suchary, wiec do weglowodanow doszly bialka zwierzece, ktore z apetytem obie pochlanialysmy.
Mam plan na wypadek gdyby mi pomidory wychodzily otworami cielesnymi - najpierw prawa fotografowania i publikowania dam temu co mi najwiecej za nie zaplaci i dopiero pozniej udostepnie znajomym.
UsuńMnie jednego razu wypadl z dloni paczek, prosto na niezupelnie wyschnieta ziemie po deszczu czyli troche sie oblepil blotem - poobcieralam jak moglam i zjadlam. To bylo na kolonii wiec wiedzialam ze drugiego nie dostane i musze sie najesc takim ktory mi zgrzytal w zebach. I zyje......
W dzieciństwie wierzyłam, że zjedzenie np.: pestek z jabłka spowoduje wyrośnięcie mi w żołądku jabłonki. Bardzo się tego obawiałam i płakałam babci, albo mamie kiedy połknęłam taką pestkę.
OdpowiedzUsuńTen pomidor musiał mieć bardzo sprzyjające warunki w sobie skoro wewnętrznie zakiełkował.
Zastanawiam się czy to może wróżba na urodzajny- sprzyjający Wam wewnętrznie nowy 2024 rok.
W dziecinstwie tez mialam takie obawy ale zarazem kazdy zjedzony owoc mial jakies pestki ktorych sie nie dalo ominac wiec sie przyzwyczailam.
UsuńMoj maz lubi kukurydze ale bardzo go niepokoi ze "pozbywa" sie jej w niemal nienaruszonym stanie choc to normalne i kazdy tak ma.
Śpij spokojnie, nic Ci nie wyrośnie, soki żołądkowe zrobią to co do nich należy i normalnie kiełki strawisz. A nie jadałaś nigdy żadnych kiełków? To bardzo zdrowe pożywienie, miałam wręcz fazę jadania różnych kiełków i nawet nabyłam specjalne naczynie do kiełkowania nasion różnych roślinek, a głównie rzeżuchy. Z tego co pamiętam to nawet kiełki fasoli były smaczne- oczywiście na surowo. Po tej piekielnej pandemii zdobycie biletów do tutejszej Filharmonii graniczy z cudem a cuda baaardzo rzadko bywają, więc poprzestaję na wyszukaniu na YT muzyki która lubię i słuchaniu jej- wszak ma extra głośniki, które "załapałam" w prezencie od córy i zięcia. A w czwartek idę na tę multimedialna wystawę dzieł
OdpowiedzUsuńSalvatore Dali i jestem już ciekawa wrażeń. Taka multimedialna wystawa to fajna rzecz i w moim odczuciu pasuje do tego malarza- zresztą trzy inne tego typu wystawy ,które tu oglądałam też się sprawdziły, chociaż gdy wchodziłam w drzwi pierwszej to mocno wątpiłam czy to będzie fajne doświadczenie. A u mnie +5 stopni i przelatują deszcze o różnym natężeniu. Serdeczności;)
anabell
Spie spokojnie, caly wpis i przygoda to byl rodzaj zartu, nie rzeczywista bojazn.
UsuńCzasem jem kielki gdy w restauracjach podaja mi taka nimi posypana salate. Wtedy nie przeszkadzaja mi ale w domu nie uzywam. Mamy w sklepach pojemniki z takimi zywymi kielkami i widze ze ludzie chetnie kupuja zamiast hodowac w domu.
Moja Filharmonia od czasu pandemii zeszla na psy! Ona nie ma wlasnych solistow duzej marki - fortepianowego lub skrzypkowego - wiec gdy w repertuarze jest koncert z wysokiej polki zapraszaja a to kosztuje bo sama oplata pewnie wynosi dziesiatki tysiecy a taki solista wtedy spedza u nas troche czasu i trzeba go umiescic w najlepszym hotelu, zywic, goscic na bankietach, dac mu limuzyne do dyspozycji itp. Ostatnio wiec malo mamy takich duzych koncertow, co mamy to drobne, zlozone z pojedynczych utworow a na takie nie chodze.
Z kolei w kwietniu ide na koncert rockowy, jednej z ulubionych grup bo beda wystepowac w moim miescie a to znaczy ze nie musze nigdzie jezdzic i szlajac sie po hotelach. Zrobilam straszne poswiecenie bo nie pojechalam na koncert Guns'N Roses, moj najukochanszy zespol, do Nashville, w stanie Tennessee gdyz uznalam ze juz nie mam na takie cos zbytecznej energii. A to znaczy starosc.......
U mnie tez zimno, niektore noce sa -2C ale dnie pelne slonca wiec przynajmniej nie mamy tej zimowej ponurosci. U nas gdy minie styczen to juz bedzie coraz wiosenniej i nawet pokaza sie pierwsze kwiaty. W tej chwili to w miejscach dobrze naslonecznionych widze nadal kwitnace roze i azalie.
Trzymaj sie zdrowo Anabell.
Bardzo lubię kiełki rzodkiewki i często je kupuję.
OdpowiedzUsuńPani "Pomidor " - to brzmi fascynująco. Jeśli odpowiednio zadbasz o reklamę, możesz stać się międzynarodową atrakcją.😃
Wszystkiego najlepszego w nowym roku!❤️
Nie przypominam sobie zebym kiedys widziala kielki rzodkiewek, nie wiem jak wygladaja.
UsuńCzasem w restauracjach jem salaty posypane kielkami ale w domu nie uzywam.
Dziekuje maskokropko - wzajemnie wszystkiego najlepszego.
Już oczami wyobraźni widzę jak Ci wychodzą śliczne pomidorki uszami i pozostają pełniąc rolę kolczyków.
OdpowiedzUsuńO tak, gdyby mi wyrastaly z uszu to moga sluzyc za kolczyki :)
UsuńOby wszystkie nasiona i pomysły zakiełkowały i rosły w dobrym kierunku, tj. nie zasłaniając światła tam gdzie jest ono potrzebne i tworząc cień tam gdzie jest niezbędny! Takie życzenia wymyśliłam ! Bella też pewnie je zaakceptuje...Może obrodzi nadzwyczajnie kocimiętka....
OdpowiedzUsuńDziekuje za te mile i smaczne zyczenia.
UsuńCo narazie nie czuje by sie zjedzone kielki rozrastaly........ :)
Z takim zjawiskiem jeszcze się nie spotkałam, ale nie martw się, najwyżej będziesz mieć plantacje od razu w żołądku, stała dostawa witamin bez gryzienia:-)
OdpowiedzUsuńTez tak pomyslam - ze w tej sytuacji nie musze pomidorow kupowac jako ze bede miala wlasnego chowu, pod reka w kazdej chwili :)
UsuńJuż sobie wizualizuję Ciebie z pomidorkami zwisającymi na kłączach z uszu (i innych otworów) 🤣🤣🤣
OdpowiedzUsuńByloby ciekawe, co nie? Ale z nosa i uszu by mi starczylo, nie chcialabym by wyrastaly z tych innych otworow :)
OdpowiedzUsuńDla mnie pomidor miękki jest jak zepsuty, wiec wyrzucam. Mam uraz do miękkich owoców, ostatnio - cały grudzień to sezon czereśniowy, jem je każdego dnia, ale każda czereśnie oglądam w okularach i sprawdzam czy nie jest miękka a jak jest wyrzucam. Tak samo mam z czarnymi jagodami. Miękkie mogą być morele, nic mi więcej do głowy nie przychodzi. Kiedyś jeszcze w Polsce zatrułam się poważnie gruszkami, były miękkie, może dlatego jestem taka czujna na owoce. W grudniu, tylko w grudniu były też porzeczki czerwone, uwielbiam i agrest.
OdpowiedzUsuńJa miekkosc owocow oceniam roznie jako ze niektore musza miec pewna miekkosc swiadczaca o dojrzalosci. Pomidory wole dojrzale ale twardawe - gdy mam wybor. W opisanym wypadku nie mialam chcac wykonczyc ten wylezany.
OdpowiedzUsuńMam tak samo z morelami ktore bardziej lubie niz brzoskwinie - musza byc miekkawe, dojrzale.
Kontroluje jakosc owocow, nie kupuje obitych, peknietych , z plamami - ale bez przesady. Niektorych sie nie da, np winogron, bo na tej samej kisci wszystkie owoce potrafia byc zdrowe a jeden czy dwa przygnite - nie wyrzucam calosci tylko te zepsute.