17 grudnia 2024

C.D. ZEBOW BELLI I NAJSKROMNIEJSZA CHOINKA SWIATA

Co uslyszalam na temat gojenia sie dziasel Belli zamieszcze na koncu wpisu jako ze ta wiadomosc interesuje mala grupe blogowiczow. Bidulce zostaly tylko trzy gorne, cztery dolne.

 W niedziele uchodzilam nogi walesajac sie po Mall razem z moja corka i zieciem. Skupilismy sie na sklepie Macy's i Apple, omijajac inne i pomniejsze butiki. Glowna konkluzja - za duzo wszystkiego po sklepach!!!!!! Polowa chyba pojdzie na smietnik jako niewykupiona.

 Wbrew wszelkim zwyczajom i przekonaniom, my obie - kobiety przeciez - wyszlysmy majac po jednej zdobyczy a ziec dwie duze, wypchane torby ubiorami.

 Corka na sile, pchana moimi naleganiami, wybrala sobie portfel a slyszac moje pochwaly ze ladny, pojemny, z miekka skorka, wziela drugi, czerwony, z mysla ze dla mnie skoro mi sie podoba a to spowoduje ze bede miala w domu cztery zapasowe. Wciaz sie ucze ze najlepiej trzymac gebe zamknieta na klodke, niczym sie nie zachwycac bo mi zaraz to kupia, jednak skoro pytala o opinie musialam jakas podac.

 Zrobilam kilka zdjec by pokazac Wam nasza "zime". By pofotografowac okolice dokladnie, uchwycic zielen, drzewa, palmy, kwietniki musialabym sie wybrac na spacer czego nie zrobie wiec zdjecia robilam albo ze samochodu albo spod sklepow co pokazuje tylko male fragmenty otoczenia. Niemniej oddaja rzeczywistosc  - zielono, kwitnaco, cieplo, kazdy nadal nosi krotkie rekawy. Wczoraj mielismy dzien przeplatany okazyjnymi chmurami i krotkimi deszczykami ale i tak temperatura utrzymywala sie okolo +26 st C. Mimo to co za kontrast w porownaniu do zimy jaka ma polnoc USA!






 Dzisiaj wieczorem przylatuje z Bostonu syn ktory z radoscia oczekuje dni ze sloncem, cieplem, krotkimi spodenkami i klapkami.

 Poza tym, jako ze nie bede miec choinki w swoim apartamencie przyszedl mi fajny pomysl do glowy - aby swiatelkami ubrac moje figowe drzewko (sztuczne). Kupilam wiec sznur mini swiatelek by ciezszymi nie obciazac galazek a zawiera on 200 zaroweczek ktorych ulozenie na drzewku zajelo mi pol godziny gdyz chcialam ulozyc je rownomiernie a takze nalezalo sznurek ciagnac od czubkow poszczegolnych galezi i kierowac sie w dol. Wcale nie proste , upocilo mnie. Mysle ze pomimo skromnosci no bo "choinka" nie ma innych ozdob poza swiatelkami, nie moglam nimi obciazac galazek - wyglada dobrze, zwlaszcza po zmroku. Na dodatek postanowilam nie sciagac po swietach, zostawic je na stale bo ktoz mi zabroni kazdego innego miesiaca czy dnia uzywania ich  - i miec gotowe na nastepne swieta - jesli ich doczekam . 









Poniewaz bedzie tu syn moje dni beda troche inne - on bedzie mieszkal u corki ale skoro ona i maz pracuja to we dwoje musimy sobie wymyslac zajecia i jedynie wieczory spedzac calym kompletem, w czworke, pewnie namietnie grajac w karty.

 Wczoraj bylysmy u weterynarza jako ze po dwoch tygodniach po operacji Belli byl na to czas. Chociaz widzialam po jej zachowaniu ze jest zdrowa, radosna i apetytna to milo bylo uslyszec ocene weterynarki - ze zagoilo sie, ze dziasla wygladaja zdrowo . Slyszac o tym zwiekszonym apetycie Belli dodala ostrzezenie , zreszta pokazala jej to waga - aby nie przesadzac z jej karmieniem bo biorac pod uwage jej rase i wiek juz jej ciezar jest na gornej przepisowej lini - prawie 12 funtow, ok 5,5 kg. Na to wypsnelo mi sie ze corki kotka wazy niemal 12 kg co weterynarka przyjela bardzo zle zalecajac corce zastosowanie dla Pea diety. Mowila ze nadmierna waga kota moze spowodowac u niego wiele chorob z ktorych pierwsza moze byc cukrzyca.

 Bardzo mi ulzylo slyszac dobre wiadomosci o zdrowiu Belli co zarazem znaczy ze na kilka miesiecy nie bedzie potrzeby jezdzic do kliniki - do ktorej Bella sie chyba przyzwyczaila bo wczoraj gdy bylo po ogledzinach i tylko rozmawialysmy z wetka pieknie sobie lazila po calym gabinecie, po kocich mebelkach, nie mowiac ze gdy weterynarka ja glaskala to zamknela spokojnie oczy i drzemala za co dostala ocene najspokojniejszej pacjentki.

 Ponizsze zdjecie mowi ze nielatwo bedzie utrzymywac Belle na diecie skoro z glodna mina czeka na swieze jedzenie wiec jak tu nie dac?


  

25 komentarzy:

  1. Masz piękną "choinkę"! Robi ciepły klimat w mieszkaniu.
    Bella przyzwyczai się do mniejszych porcji jedzenia. Lepiej, żeby czasem była głodna, niż ma chorować z powodu nadwagi.
    Życzę Ci przyjemnych chwil z synem. Na pewno znajdziecie wiele wspólnych tematów do rozmów. Chyba, że Twój syn jest takim milczkiem, jak mój.😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje maskokropko - te swiatelka rzeczywiscie robia mila atmosfere w mieszkaniu, zwlaszcza po zmroku - stad moj zamiar trzymania ich przez caly rok tym bardziej ze drzewko nie ma na sobie innego badziewia.
      Moj syn ma roznie - chwile ze chce byc sam w swoim pokoju ale chetny do gry w karty lub wspolnego ogladania filmu.

      Usuń
  2. Uwierzyć nie mogę jak bardzo Bella zmieniła się do ludzi. Przecież kiedyś chowała się jak miałaś gości w domu, a teraz obca osoba-weterynarz głaszcze ja i jest spokojna. No niestety musisz słuchać się kociej lekarki i nie przekarmiać Belli, ona szybko nauczy się jaka ilość jedzenia jej wystarcza.
    No i widzisz temperatury teraz masz w sam raz, wcale nie upał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereso - Bella nie zmienila sie w stosunku do obcych ludzi, nawet corki i ziecia, nadal ich unika i chowa sie pod lozkiem. Z jakiegos powodu zawsze byla grzeczna i potulna gdy w rekach weterynarzy jakby oni mieli specjalny dar jednajacy zwierzeta.
      W czwartek przyjdzie tu ekipa do mycia okien - to na rachunek administracji - wiec bidulka spedzi ten czas pod lozkiem. Poza tym jest rasistka bo jakos bardziej panikuje gdy naprawiacz albo inny uslugowiec jest czarny.
      Te nizsze temperatury to sprawa tygodni, dlugo sie nimi nie naciesze a takze gdy poludniem najmocniej grzeje slonce to nie da sie w nim wytrzymac, nie korzystam wtedy z balkonu bo za goraco. Nadal uzywamy klimatyzacje - wiec co to za chlod?

      Usuń
  3. Fajnie, że kiciowe dziąsła się goją. Co do diety - mój wet kazał mi po prostu dzienną porcję podzielić na 5 porcji, a gdy się łakomczuch dopominał o jeszcze to podsuwać mu pod nos to czego za żadne skarby świata nie brał do pyska. Poza tym to przez jakiś czas dostawał karmę "dietetyczną", którą jadł tylko wtedy, gdy go karmiłam z ręki, co było mało zabawne dla mnie, bo to była jakaś papka. No niestety tak jest z domowymi pupilami, że dla ich dobra nie możemy im ulegać i rozczulać się, gdy zwierzak jęczy o "dokładkę" tego co lubi jeść. A u mnie dziś jakiś wyskok "upału", bo jest aktualnie +10 stopni i nawet nie pada. Ale prognoza na święta ponura - jak na razie to ma być deszczowo, ale bezśniegowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell - Pomieszalo sie z innym komentarzem, odpowiedz na Twoj komentarz jest nizej.

      Usuń
  4. Super, że kotek wraca do formy.
    A takiej zimy to tylko pozazdrościć. U nas jak zwykle szaro i ponuro, aż chciałby się trochę więcej zieleni niż bożonarodzeniowe choinki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozazdroscic - i tak i nie, zalezy kto jaki klimat lubi. Ziec kocha wrecz, ja wogole.
      Dobrze ze zamieszkanie tutaj nadeszlo pod koniec zycia, ze zbyt dlugo nie bede tu mieszkac.

      Usuń
  5. Nie bede sie bila z ta dieta, jedyne co zrobie to albo zmniejsze porcje albo nie bede zostawiac pelnych misek na noc - bo je w nocy tez.
    U mnie jak opisalam - niby nie upaly ale krotkorekawowo a przez pol dnia nie moge korzystac z balkonu gdy nan prazy slonce. Nadal uzywamy klimatyzacje a przyroda jaka byla w lipcu taka jest teraz. Do kitu z taka zima....... Wszystkie moje zimowe ciuchy ktore przywiozlam moge z powodzeniem wyniesc na smietnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domowcom nie powinno się zostawiać na noc miski z jedzeniem, natomiast powinny mieć całą dobę dostęp do świeżej wody i z tego co wiem, to dotyczy i psów i kotów. Mało tego - w dzień też nie powinna stać cały czas miska pełna jedzenia - zwierzak powinien mieć określone i zawsze potem przestrzegane pory, w których na miskach ląduje jedzonko. Wtedy łatwiej jest nie zapaść zwierzaka. Wiem - taki reżim karmienia jest uciążliwy głównie dla właściciela, ale za to zdrowszy dla zwierzaka. A odchudzanie zapasionego zwierzaka to wcale nie jest łatwa sprawa. Prościej jednak jest tak go karmić żeby się nie upasł.

      Usuń
    2. Uczone ksiazki i przepisy sobie a czlowiek sobie, przynajmniej w moim przypadku.
      Bella jest nocnym Markiem, wiecej spi w dzien niz w nocy a na dodatek moje wczesne wstawanie pomaga jej w tym - gdy ja wstaje to ona tez wstaje choc nie musi, ja pierwsze lece robic sobie kawe, ona leci do misek i zaraz po zjedzeniu na balkon. W starym domu robila podobnie w srodku nocy wychodzac na dwor i zaczynajac buszowanie po ogrodach. Gdybym dosypiala poranka jak inni ludzie moze nabralaby innych zwyczajow ale skoro jest jak jest to sniadanie je w srodku nocy a takze w ciagu nocy bo slysze jak wstaje i idzie do misek ktorymi zegocze.
      Bella narazie ma stala wage ale corka ze swoja Pea bedzie miec duzy problem by ja odchudzic. Weterynarka kazala jej kupic wage zwierzeca co dalo mi pomysl ze kupie ja i doloze do gwiazdkowych prezentow.

      Usuń
    3. Ja miałam weterynarza na swoim osiedlu, a że mój psiak uwielbiał swojego weta to często wstępowałam do gabinetu i ważyłam psinę, więc nie inwestowałam w wagę. Wiesz, skoro Bella "żeruje" nocą to zostawiaj jej jedzenie na noc, a w dzień niech ma tylko wodę w miseczce. Szczerze mówiąc to dbanie o to, by hodowane zwierzątko nie utuczyć jest bardzo męczące i wymaga "hartu ducha". A odchudzanie zwierzaka już zatłuszczonego to istna mordęga - przeżyłam to na początku z moim piesem. Za nic w świecie nie chciał jeść dietetycznej karmy i sporo nerwów kosztowało mnie by go odchudzić. A ile kilometrów musiałam dziennie przez niego zrobić! Najgorzej było gdy padał deszcz bo dochodziło dodatkowe zajęcie w postaci "prania i suszenia" psa.

      Usuń
    4. Mialam troche inne doswiadczenia z psami, najgorsze gdy mieszkalam w bloku, ze wzgledu na wyspacerowanie psa. Juz wtedy pomyslalam ze nigdy wiecej, chyba ze po przejsciu na emeryture co mi da czas na spacery, a spacery kolo bloku i na smyczy wcale psu nie dawaly okazji do faktycznego wybiegania sie.
      Pozniej wyemigrowalismy, mieli domy z ogrodami wiec gdy nawet bylismy w pracy pies mial ogrod do dyspozycji. Nie trzymalam sie ksiazkowych przepisow karmienia psow a mimo to zawsze byly zdrowe - i wydaje mi sie ze czesto sa one zbyt naciagane, a takze zawieraja wskazowki dajace firmom zarobek. Psy dzieki spacerom i bieganiu latwiej odchudzic niz koty ktore to wciaz spia.
      Prawda jest ze w starym miejscu Bella byla szczuplejsza chocby dzieki temu ze wiekszosc dnia byla na zewnatrz, z dala od misek wolac byc glodna ale na wolnosci.
      Zobacze co dalej bedzie z ta Belli waga - teraz mam goscia/syna, swieta na glowie.
      Trzymaj sie zdrowo Anabell

      Usuń
  6. Ja bardzo pilnuje, zeby Toya za duzo nie przytyla, dostaje raz dziennie mokre jedzenie, 400 gramow, a raz dziennie kostke na pielegnacje zabkow i jeden smaczek. Dzieki temu od siedmiu lat u nas zachowala smukla figure. Ona tez rozpaczliwie patrzy, kiedy jemy i slini sie, ze az kapie z pyska, ale zawsze wysylam ja na jej poslanie, bo pies nie ma nic do roboty przy stole. Miecka schudla na skutek choroby, wazy teraz 4,6 kg, a Bulka byla zawsze szkielecik, ona nie przytyje juz chyba nigdy, wazy 2,5 kilo. Za to ja tyje za nie wszystkie trzy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, zapomnialam pochwalic choineczke i pomysl zostawienia swiatelek calorocznie. Robi to fajny nastroj.

      Usuń
    2. Jak by nie liczyl to wychodzi ze Toyka dostaje jedzenie raz dziennie??!! Rozumiem ze wiesz co robic, jak ja karmic ale dla mnie to brzmi bardzo skapo. Wydaje mi sie ze tak duzy pies, o takiej masie powinien miec dwa posilki dziennie. Ale co ja wiem o hodowli psow choc mialam ich kilka w swym zyciu - jak u Belli dbalam by ich miski byly zawsze pelne a gdy chcieli cos z naszych talerzy to dostawali.
      Nie pouczam tylko podziele sie tym ze moj syn mial dawniej Toby, takiej samej rasy i wielkosci jak Toya i ten jego dostawal dwa posilki. Duzo spacerowal ze synem wiec byl wylatany, wyskakany, szczuply, niezmiernie aktywny. Mial takze z tylu domu pret od jednego konca ogrodu do drugiego do ktorego byl umocowany ale mogl sie wzdluz wybiegac przesuwajac smycz po nim gdy nikt nie mial czasu wziac go na spacer. Bella jak to kot duzo spi, nie ma tutaj ogrodu do biegania wiec jej latwo przytyc.
      Strzelila mi do glowy ta "choineczka" i dosc ja lubie - dziekuje.

      Usuń
  7. W podobne światełka ubrałam małe drzewko w kuchni na stole, mężowi się podoba i przy śniadaniu milej.
    Towarów wszędzie zbyt wiele, góry ubrań, których nikt nie kupi!
    Och, z tymi dietami, nie je źle, ma apetyt tez źle, a jak tu kotu czy psu odmówic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robilam podobnie w starym, duzym domu - majac w jadalni druga mniejsza choinke oprocz duzej salonowej a jako ze obie byly sztuczne to dla zapachu i ozdoby robilam bukiety z zywej jedliny na ktorych uczepialam sznurki mini swiatelek.
      Bylo milej spozywac posilki przy takim pachnacym bukiecie wiec bardzo rozumiem Twego meza.

      Usuń
  8. To świetnie, że się tak dobrze dziąsła kotce goją. Całe szczęście.
    Co do pogody: mieszkając większą część życia w klimacie bardzo łagodnym (żadnego śniegu czy lodu) jestem bardzo ostrożna o tej porze roku z pokazywaniem “mojej” pogody ludziom, którzy teraz akurat tkwią w strasznej szarzyźnie. I to samo na wiosnę: nie pokazuję kwitnących tulipanów i magnolii w lutym bo już kilka razy słyszałam, że przy tym co mają na zewnątrz, to wolą nawet nie wiedzieć, że u kogoś już jest wiosna. To nie było wcale kąśliwe, ale zwyczajne, ludzkie. Od tego czasu zaprzestałam wysyłania mojej wiosny w lutym do kuzynki w NYC, gdzie siedzą zasypani w śniegu.
    Pozdrawiam serdecznie. Cudowne wiadomości o kotce.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pokazuje myslac ze choc nie maja to przeciez wiedza jak roznorodne strefy klimatyczne mamy w USA, poza tym w lecie ci polnocni maja bardzo ladne i umiarkowane temperatury a my poludniowcy meczymy sie w upalach i wilgotnosci - wiec moim zdaniem jakos sie to rownowazy. Nie mowiac ze np na poludniu ze wzgledu na wczesna i nieraz juz upalna wiosne tulipany zle sie zachowuja, podobnie piwonie czy bez - w Arkansas gdzie mieszkalam 40 lat byly wyjatkiem w ogrodach i bardzo krotko kwitly. Ludzie sadzili bardzo duzo tulipanow ale ich zywotnosc trwala tylko pare dni.
      Moj syn mieszka w Bostonie wiec wiesz jaka u niego pogoda, zwlaszcza zima - ale wzajemnie przesylamy sobie zdjecia, on np pokazujac mi spacery w cudnej umiarkowanej wiosnie czy lecie, w jesieni grzybobranie czego nie bylo w Arkansas, w zimie zaspy - ja pokazywalam mu wiosne gdy on mial jeszcze sniegi i gole drzewa - ale nie przyjmowalismy tego zlosliwie.
      Ulzyly mi te dobre wiadomosci o Belli, swiadomosc ze juz nie ma infekcji i bolu a takze fakt ze do Maja mam spokoj z lapaniem jej i wozeniem do kliniki.
      Wczoraj przyjechal syn - moj najcenniejszy prezent gwiazdkowy :)
      Zasylam Ci moc pozdrowien.

      Usuń
  9. Bardzo dobra wiadomość o Belli.
    Choineczka świetna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziekuje Lechu - pomalu swieta sie organizuja jako ze nadlecial syn, najcenniejszy prezent gwiazdkowy. Ani sie nie ogladniemy bedzie PO.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja chyba nie za dobrze opisałam to. Po prostu po tym jak mi żartobliwie dano znać, że kiedy ja mam w ogrodzie tulipany, to rodzina odśnieża wyjazd z garażu jeszcze przez kilka miesięcy- odebrałam to (sama ja), że po prostu muszę to wstrzymać. Faktycznie, jak u mnie jest susza albo są pożary, to nikt nie przesyła mi zdjęć jak to u nich przyjemnie mży albo coś takiego. To byłby, delikatnie mówiąc, nietakt. I jeśli mi tego nikt nie robi - za co jestem wdzięczna, to i ja staram się nie kłuć w oczy słoneczną pogodą w grudniu. I cytrynami i pomarańczami z ogrodu. Każdy wie, jak tu pięknie mamy.

    Pozdrawiam i życzę miłych Świąt. My chodzimy na pasterkę, śpiewamy kolędy - włoskie, polskie i po angielsku. I jemy ryby w Wigilię, chyba 4 różne.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Widok Belli oczekującej na ,,michę,,( sorki) zabawny. Pewnie też tak wyglądam gdy stoję przed lodówką :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Drzewko super. Też lampki ( u siebie)potraktuję całorocznie, tyle że ściągnę z karnisza.
    Kiedyś gałązki wierzby ozdobnej ( w.babilońska)dostałam od koleżanki z kursu ( na wianek ),ale umieszczone w wodzie w wyższym wazonie, puściły listki i utrzymały się w mieszkaniu -od grudnia do wielkanocy. Udekorowałam małymi bombkami i miałam a,la choinkę..

    OdpowiedzUsuń